Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Poniedziałek, 22 kwietnia. Imieniny: Łukasza, Kai, Nastazji
19/01/2019 - 12:10

Jak nie być frajerem, czyli ekonomia niepewności (1). Dlaczego GMO jest bleee?

Niedawno, na łamach opiniotwórczej gazety, w artykule poświęconym ocenie aktualnie rządzącej ekipy, pojawiło się następujące sformułowanie „Ministerstwo uparcie walczy też z GMO, choć brak jest dowodów na jego szkodliwość”.




Autorka tego stwierdzenia powtarza bardzo powszechny slogan, który w moim przekonaniu zasługuje na wnikliwą, krytyczną ocenę. Dlaczego powinniśmy zawracać sobie głowy GMO, skoro nie ma dowodów na jego szkodliwość?

Zacznijmy od uwagi historycznej. Na początku XX wieku brak było dowodów na szkodliwość azbestu, w tym samym czasie nie dysponowano jeszcze przekonującymi dowodami wskazującymi na śmiercionośny potencjał promieni rentgenowskich, natomiast w latach 50tych nie posiadano dowodu na niszczycielski efekt popularnego wśród kobiet w ciąży lekarstwa – talidomidu. Ponadto, przez dziesięciolecia nie dysponowano jednoznacznymi dowodami na szkodliwość palenia tytoniu (lekarze zalecali papierosa ze względu na jego relaksacyjny charakter). Otóż dowód na szkodliwość zawsze przychodzi za późno. Po czasie, kiedy mleko się rozlało, kiedy błąd został popełniony – kiedy niezamierzone konsekwencje wyszły na jaw.

Zobacz też: Z cyklu Jak nie być frajerem (2) Kim jest frajer?

Historia nauk stosowanych uczy tego, że jeśli nie potrafimy (dziś) udowodnić, że coś jest szkodliwe, to wcale nie oznacza, że to coś jest nieszkodliwe. Dopiero upływający czas zazwyczaj demaskuje wszystkie niepożądane efekty uboczne. Czas bowiem jest siłą niszczycielską i powoduje nie tylko to, że się starzejemy i umieramy ale także to, że umierają szkodliwe substancje, szkodliwe terapie a także szkodliwe doktryny i ideologie. 

Autor tego tekstu spotka się zapewne z ripostą „nie jest pan biologiem, więc cóż Pan może wiedzieć o szkodliwości GMO?”. Jeśli szanownemu Czytelnikowi przyszła do głowy właśnie taka wątpliwość, to śpieszę z odpowiedzią. Mianowicie proszę zauważyć, że konstruującego polisę ubezpieczeniową dla właścicieli samochodów - aktuariusza nikt nie pyta o to, czy wie, jak działa silnik diesla. Wszakże o naturze ryzyka związanego z prowadzeniem pojazdów powinien wypowiadać się specjalista od kalkulacji ryzyka a nie inżynier składający silnik. 

A w przypadku GMO – właśnie o ryzyko i niepewność chodzi!

Na chwilę obecną nie dysponujemy jednoznacznymi dowodami naukowymi potwierdzającymi szkodliwość GMO. Wiemy jednak, że takie dowody zawsze pojawiają się za późno. Z tego właśnie względu musi zostać postawione pytanie o to, jakie potencjalne niebezpieczeństwa mogą wynikać ze stosowania GMO?

Odpowiedź trzeba rozpocząć od uwagi, że współczesna faza globalizacji wiąże się z dwoma osobliwościami – monokulturyzacją oraz zjawiskiem „zwycięzca bierze wszystko”. Bez wchodzenia w szczegóły wystarczy stwierdzić, że większość uczestników ŚWIATOWEGO rynku korzysta z identycznych rozwiązań (wszyscy korzystają z excela, wszyscy są na fecebooku i wszyscy rysują serduszka w walentynki). Drugie zjawisko polega zaś na tym, że obserwuje się koncentrację określonych zasobów w rękach kilku dużych podmiotów (większość filmów, które oglądamy powstała w Hollywood, większość oprogramowania, z jakiego korzystamy powstała w Dolinie Krzemowej a większość bezalkoholowych napojów, jakie pijemy produkuje koncern Coca-Cola).

Zjawiska te sprawiają, że również ryzyko, na które się narażamy staje się wszechogarniające. Oznacza to, że GMO jest POTENCJALNIE bardzo niebezpieczne.

Złowrogi potencjał GMO wynika z dwóch cech. Po pierwsze, GMO wchodzi w niekontrolowaną interakcję ze środowiskiem naturalnym. Po drugie, GMO może wpływać na kondycję zdrowotną właściwie całej ludzkości. Oznacza to, że zjawisko GMO ze swej natury nie może być ograniczone przestrzennie a ze względu na cechy dające mu niewątpliwą przewagę nad żywnością tradycyjną - zapewne będzie preferowany przez masowych producentów. Z tego zaś wynika, że ryzyko związane z GMO nie ma charakteru lokalnego - ale systemowy. Czym się one różnią?

Pierwsza różnica dotyczy zasięgu. Ryzyko lokalne związane jest z ograniczonym, zwykle niewielkim obszarem, a co za tym idzie - liczba potencjalnych poszkodowanych jest możliwa do oszacowania i relatywnie niezbyt duża. Na przykład ryzyko powodzi jest zjawiskiem bardzo dotkliwym, ale lokalnym. W przeciwieństwie do tego, na przykład ryzyko związane z paleniem tytoniu dotyczy właściwie całego świata.

Druga różnica bierze się ze statystycznych właściwości różnych zagrożeń. Wyobraźmy sobie, że nagle miliard istnień ludzkich umiera. Jakie mogą być możliwe przyczyny takiej tragedii? - Papierosy? Cukrzyca? Nowotwory? - NIE. A może raczej wojna, epidemia wirusa lub katastrofa naturalna? Otóż prawdopodobieństwo zwielokrotnienia (w krótkim czasie) liczby zgonów wywołanych pierwszymi czynnikami jest bliskie niemożliwości natomiast prawdopodobieństwo  katastrofy wywołanej czynnikami drugiej kategorii jest… w najlepszym razie nieznane. GMO jest właśnie elementem tej drugiej kategorii. Wystarczy jakaś przeoczona właściwość GMO, jakieś nieprzewidziane efekty i... w mgnieniu oka konsekwencje mogą dotknąć wszystkich konsumentów a więc cały świat.


GMO wchodzi w niekontrolowaną interakcję ze środowiskiem naturalnym. Po drugie, GMO może wpływać na kondycję zdrowotną właściwie całej ludzkości.

 Racjonalna postawa w przypadku starcia z ryzykiem systemowym polega na zachowaniu maksymalnej ostrożności. Nawet jeśli do tej pory nie zostało zaobserwowane żadne „większe niebezpieczeństwo” wynikające z GMO, to wcale nie oznacza, że jego stosowanie nie niesie z sobą żadnych „ukrytych niebezpieczeństw”, których szkodliwy potencjał jest ogromny. W takich przypadkach nie możemy sugerować się badaniami empirycznymi ale podejściem analityczno – teoretycznym wskazującym na potencjalne konsekwencje pomyłki i błędnego uznania GMO za bezpieczne. Innymi słowy – nie możemy opierać się na tym, co WIEMY ale na tym, czego (jeszcze) NIE WIEMY.

W amerykańskim systemie prawnym obowiązuje zasada, że skazanie kogoś na więzienie (postępowanie karne) jest możliwe jedynie wówczas, gdy wina zostanie dowiedziona „ponad wątpliwość”. Sąd musi zatem być niemal w 100 proc. pewien, że winny w istocie popełnił zarzucany mu czyn. Natomiast w procesie cywilnym standard dowodowy jest niższy. Wygrana w takim procesie następuje wówczas, gdy jedna ze stron wykaże się „wyższością dowodową”.

Zauważmy więc, że ciężar dowodu jest uzależniony od kwalifikacji sprawy. Sprawy gatunkowo bardzo poważne wymagają niemal usunięcia niepewności, podczas gdy sprawy mniej doniosłe wymagają jedynie, aby jedna ze stron dysponowała lepszymi dowodami. Genetyczne modyfikowanie żywności posiada wszelkie właściwości sprawy istotnej, a zatem ciężar dowodu spoczywa na jego zwolennikach. To oni mają dowieść, że GMO jest bezpieczne. Ja natomiast nie muszę dowodzić, że GMO jest niebezpieczne.

Refleksja dotycząca natury ryzyka dotyczącego GMO nakazuje zwrócić uwagę także na fakt, że w dyskusji publicznej wielokrotnie wyliczane są zalety stosowania GMO. Odpowiednio promowana „litania” owych walorów modyfikacji genetycznej ma za zadanie przygnieść stronę przeciwną swoim ciężarem i sprawić, że wszelkie argumenty przeciw GMO będą równoznaczne z pozbawianiem ludzkości ogromnych korzyści. Otóż intelektualną nieuczciwością jest koncentrowanie się na zaletach przy jednoczesnym przemilczaniu potencjalnych zagrożeń. W przypadku bowiem ryzyka systemowego nie mamy do czynienia ze zwyczajnym rachunkiem zysków i strat. Ewentualna strata ma bowiem cechy nieakceptowalnej społecznie katastrofy – ruiny.  

I na koniec powróćmy do mankamentów badań naukowych. Powiedzieliśmy już, że dowody na szkodliwość zawsze przychodzą za późno. Problem zupełnie innej kategorii polega na tym, że podmioty finansujące badania zwykle oczekują określonych rezultatów, gdyż te, nie są dla nich obojętne. No a lwią część badań dotyczących GMO finansują koncerny biotechnologiczne…..    

Grzegorz M. Malinowski (sądeczanin, doktor nauk ekonomicznych, filozof. Wykładowca na Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie.) Fot. Archiwum ISW

Kontakt - [email protected]
TT- @grzesiek.mal

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji






Dziękujemy za przesłanie błędu

Miesięcznik Sądeczanin marzec 2019 roku