Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Piątek, 24 listopada. Imieniny: Emmy, Flory, Romana
przewiń w dół
Data Publikacji: 
10/09/2017 - 08:45

Dyrektor szpitala w Krynicy na mecie B7D na 100 km. „Ogromna frajda”


Sławomir Kmak zaczął biegać 2,5 roku temu. Od razu postawił na góry, bo nie lubi „uklepywać asfaltu”. W Krynicy, bo „jakże gdzie indziej” zaliczył pierwsze 100 km w karierze. Zajęło mu to 14 godzin 13 minut i 53 sekundy

Jak to się zaczęło z bieganiem?
- 2,5 roku temu od jazdy na rowerze. To był pierwszy impuls. Potem była próba biegowa. Przebiegłem dokładnie 4800 m, ale trzy razy przechodziłem do marszu. Na drugi dzień się zawziąłem i pokonałem 5 km. Już nie szedłem i potem poszło. Najpierw był półmaraton, też zresztą w Krynicy i zacząłem powoli wydłużać dystans.

Droga do 100 km zapewne nie była usłana różami.
- Po 2,5 roku biegania i dość ciężkich treningów uznałam, że mogę stanąć na starcie Biegu 7 Dolin na 100 km. Pochodzę z Sądecczyzny i w tym regionie nie jest tak, że zaczynasz od biegów ulicznych i potem przechodzisz na górskie. Tu wszędzie są górki, pagórki, a z biegania po ulicach akurat nie ma zbyt dużej przyjemności z biegania. A góry dookoła są piękne. Można biegać, podziwiać przyrodę i oddychać świeżym powietrzem. Dla mnie to większa frajda niż „uklepywanie asfaltu”. Do tej pory mało chodziłem po górach i za bardzo nie znałem okolic Krynicy. Dzięki bieganiu udało mi się je lepiej poznać i poczuć ich piękno.

Jakie było te pierwsze 100 km?
- Mój start można podzielić na dwie części. Pierwsze 34 km do Rytra są dość spokojne. Można powiedzieć, że wręcz nie jest to ciężka trasa. Na Jaworzynę Krynicką wchodzi się po drodze, nie po szlaku, więc jest trochę łatwiej. Prawdziwa zabawa zaczyna się od Rytra i od wejścia na Przehybę. A potem kolejne podejścia. W kość dała mi Łomnica. Długo też będę pamiętał podejście stokiem na Wierchomlę. Nie dość, że jest bardzo stromo, to ten stok pojawia się dość późno, bo jak już mamy w nogach około 70 km.

Kiedy był już pan pewny, że się udało?
- Taka adrenalinka, że już ukończę pojawiła się w Szczawniku, a może nawet chwilę wcześniej na szczycie Wierchomli. Znałem dalszą część trasy np. wejście na Runek i jakby wiedziałem, że już nie powinno mi odciąć prądu.

W biegach ultra ważny jest komfort biegacza.
- Dla mnie organizacja była bardzo ok. Napojów nie brakowało, słodkich rzeczy było wystarczająco. Trasa była perfekcyjnie oznaczona. Czasem na innych biegach zdarzało mi się zgubić, tu nie było na to szans.

Gdzie zawiśnie medal?
- Oczywiście na samym środeczku, by był dobrze widoczny pośród poprzednich trofeów.

Rozmawiał Andrzej Klemba




Komentarze Facebook