Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Wtorek, 23 kwietnia. Imieniny: Ilony, Jerzego, Wojciecha
25/03/2019 - 08:00

Nie żyje pół tysiąca ludzi. Sądecki misjonarz przeżył cyklon w Mozambiku [WIDEO]

Blisko pół tysiąca śmiertelnych ofiar, zalane połacie lądu, ludzie bez wody i jedzenia, którzy tkwią na wysokich budynkach i drzewach w oczekiwaniu pomocy. Tak wyglądał Mozambik po uderzeniu cyklonu Idai. Najbardziej ucierpiało miasto Beira. To właśnie tam, w centrum kataklizmu, znalazł się sądecki misjonarz, ojciec Andrzej Filip. - Nigdy nie przypuszczałem że przeżyję taki kataklizm, napisał w dramatycznej relacji.

Wiatr osiągał w porywach 280 kilometrów na godzinę, zrywał dachy i wyrywał drzewa. Zniszczone odłamki blachy kaleczyły i zabijały ludzi.   Tragedia w Mozambiku rozegrała się w ubiegły weekend, ale dopiero teraz okazało się, że w portowym mieście Beira, prawie całkowicie zniszczonym przez cyklon, kataklizm przeżył polski misjonarz, pochodzący z  Koniuszowej ojciec Andrzej Filip, który dopiero teraz mógł nawiązać kontakt z krajem.

- Od czwartkowego wieczoru do poniedziałku nie było możliwości nawiązania kontaktu, ponieważ sieci telefoniczne nie funkcjonowały. Na drogach leżą słupy elektryczne i połamane lub wyrwane z korzeniami drzewa  – pisze ojciec Andrzej Filip w dramatycznej relacji opublikowanej na stronie zgromadzenia misyjnego kombonianie.

Cyklon utworzył się w kanale Mozambiku i uderzył w kontynent w mieście Beira w prowincji Sofalai.

- W tym czasie znajdowałem się właśnie w Beira w misyjnej wspólnocie. Nasz dom, jak prawie wszystkie inne, został zniszczony. Ma zerwany dach i został zalany przez padający deszcz. Nic nam się nie stało, ale nigdy nie przypuszczałem, że przeżyję taki kataklizm – pisze misjonarz. - Wiedzieliśmy,  że cyklon się zbliża, ale nikt nie myślał, że przyniesie takie zniszczenia i cierpienia tylu ludziom, którzy stracili wszystko co mieli, także swoich najbliższych.  

Jak dodaje ojciec Andrzej Filip, mówi się nawet o tysiącu śmiertelnych ofiar. Kataklizm na swojej drodze niszczył praktycznie wszystko. Zniszczył również część prowincji Zambezia i Manica i doszedł aż do Malawi i Zimbabwe – opisuje misjonarz. - Bardzo dużym problemem jest woda pitna, której brakuje oraz żywność. Wiele sklepów i magazynów zostało zniszczonych, co spowodowało wzrost cen żywności.

Bardzo wielkie zniszczenia są również poza miastem Beira czy Dondo, wiele wiosek zostało kompletnie zalanych, po prostu zniknęły. Oprócz domów ludzie stracili plony, które wcześniej już ucierpiały przez susze. Teraz zostały zalane wodą i po prostu zgniją – czytamy w relacji z Mozambiku.  

Również wspólnoty w parafiach, w których pracuję, zostały zniszczone. Mieszkańcy stracili wszystko: domy, zasiewy, później przyjdzie głód - relacjonuje ojciec Filip. - To nie koniec niepewności dla mieszkańców już dotkniętych cyklonem i powodziami. W Zimbabwe zapowiedziano wypuszczenie wód ze zbiorników, ponieważ są już pełne, co oznacza że w Mozambiku w wielu rzekach, które już zalały całe wioski, poziom wody jeszcze się zwiększy, przynosząc jeszcze kolejne zniszczenia.

Na koniec chciałem napisać to, co powiedział mi  jeden z naszych pracowników: „ja, moja żona i dzieci straciliśmy dach nad głową ale dzięki Bogu przeżyliśmy, mój szwagier stracił dwójkę dzieci pod gruzami ściany własnego domu która runęła na nie”. Słysząc to nie miałem słów, aby coś odpowiedzieć. Tego cierpienia nie da się opisać. W tej chwili proszę wszystkich o modlitwę, jak również o każdą inną pomoc która jest możliwa -  apeluje o pomoc sądecki misjonarz.

[email protected] fot. kombonianie.pl

Tak wygląda Mozambik po uderzeniu cyklonu Idai. Najbardziej ucierpiało miasto Beira. To właśnie tam w centrum kataklizmu znalazł się sądecki misjonarz, ojciec Andrzej Filip.

Galeria
Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji






Dziękujemy za przesłanie błędu

Miesięcznik Sądeczanin marzec 2019 roku