Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Piątek, 22 lutego. Imieniny: Małgorzaty, Marty, Nikifora
11/02/2019 - 14:55

Tylicz: dwa kundle zagryzły sarnę na oczach mieszkańców i turystów

Dwa kundle zagryzły sarnę na oczach właścicieli i gości pensjonatu w Tyliczu. Świadkowie tego dramatycznego zdarzenia nie wiedzą co ich bardziej zbulwersowało: zachowanie czworonogów czy strażników miejskich wezwanych na pomoc.

Pan Jan Dydusiak zaalarmował emailowo naszą redakcję . - Nie wiem czy to jest interesujący Was temat, ale sądzę że warty poruszenia. Może pomoże uwrażliwić właścicieli ganiających bezpańsko i bez kagańców psów. Dziś (9 luty - dop. red.) w Tyliczu psy pogryzły sarnę i tylko dzięki interwencji właścicieli pensjonatu Pod Samowarem udało się sarence zabezpieczyć ostatnie chwile w pokoju.

Temat z miejsca podjęliśmy – do dziś mieszkańcy innej gminy naszego powiatu a mianowicie Starego Sącza pamiętają, jaką grozę siało u nich kilka lat temu zdziczałe stado psów. Z miejsca skontaktowaliśmy się z właścicielką wspomnianego pensjonatu.

Oliwia Pękała ma jednak złe wieści. Sarny nie udało się ocalić. Kobieta opowiedziała nam cały przebieg wydarzeń. Akurat stała z mężem na balkonie gdy z lasu po drugiej stronie drogi wybiegła sarna a za nią dwa kundle - jeden bardzo mały  które zajadle próbowały ją złapać. W pewnym momencie oba wgryzły jej się w zad. Ta krwawa kawalkada dotarła na trawnik zaraz niedaleko pensjonatu.

Zobacz też: Pogryzł kobietę na ul. Reguły. Dalej chodzi bez smyczy i kagańca

- Najpierw próbowaliśmy krzykiem jakoś te psy odstraszyć, ale nie reagowały. Wybiegliśmy na zewnątrz i miotłą udało nam się je odpędzić. Sarna leżała. Od razu wezwaliśmy straż miejską – opowiada pani Oliwia. Zanim funkcjonariusze przyjechali zrobiło się już zbiegowisko składające się przede wszystkim z gości pensjonatu. Wszyscy byli bardzo rozgorączkowani, nie mogli uwierzyć jak psy mogły tak bezpardonowo zaatakować dzikie zwierzę. Ale okazało się, że zachowanie strażników zaskoczyło ich jeszcze mocniej. Strażnicy zbagatelizowali zdarzenie, powiedzieli właścicielce pensjonatu, że sarna nadaje się tylko do dobicia a ona sama będzie miała z czego obiad nazajutrz ugotować.

Wezwano leśniczego z Tylicza. Ten sytuacji nie zbagatelizował. Choć podobnie jak strażnicy był przekonany, że zwierzaka nie da się odratować, to jednak uległ jego obrońcom, którzy zadeklarowali, że sami wezwą weterynarza i na swój koszt spróbują sarnę wyleczyć. Jednak żaden z weterynarzy z Krynicy-Zdroju i Nowego Sącza nie chciał na miejsce przyjechać.

Pani Oliwia długo się nie namyślała, wsadziła sarnę do samochodu i postanowiła sama ją dowieźć do lekarza. Jednak korek w Krynicy-Zdroju był tak duży, że stała w nim ponad czterdzieści minut i sarna zdechła zanim doczekała się medycznej pomocy.

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu

SĄDECZANIN ROKU 2018