Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Czwartek, 13 czerwca. Imieniny: Antoniego, Gracji, Lucjana
18/05/2024 - 14:55

Jeśli rozmawiasz z kimś jego własnym językiem, to znaczy, że chcesz wejść w jego świat.

To jest to, czego Duch Święty w nich dokonał. Jeszcze chwilę wcześniej, w Wieczerniku, siedzieli, bojąc się wszystkich, którzy byli na zewnątrz. Duch Święty dokonał w nich takiej przemiany, że wyszli, aby tym ludziom na zewnątrz powiedzieć: kochamy was, zależy nam na was.

ROZDZIAŁ: Nie wiatr, nie ogień (fragment)

(...) Nie wiem, czy czujecie tę różnicę – między tym, kiedy rozmawiacie z kimś w jakimś wspólnym języku, znanym wam obu, a tym, kiedy próbujecie z kimś rozmawiać jego własnym językiem. Czujecie? Dzisiejsze przedpołudnie spędziłem z człowiekiem, który przyjechał ze Szwecji. To bardzo znany w świecie konwertyta z protestantyzmu na katolicyzm, nazywa się Ulf Ekman. Nie mieliśmy kłopotu, gadaliśmy całe przedpołudnie po angielsku, ale on nie zna ani jednego słowa po polsku, a ja ani jednego po szwedzku. Myślę, że gdybym się zaczął uczyć szwedzkiego, wiedząc, że Ulf przyjedzie do Polski, to on by miał absolutną pewność, że jest dla mnie kimś ważnym. Skoro zadałem sobie dla niego taki trud… Pamiętam, jak miał przyjechać do Polski Benedykt XVI. Wszyscy sobie zadawali pytanie: powie coś po polsku czy nie? Ten papież Niemiec – powie coś po polsku? I wszyscy byli szczęśliwi, kiedy się odezwał po polsku, mówiąc tak, jak potrafił, prawda? Wszyscy wiedzieli: jesteśmy dla niego ważni, chciał się nauczyć naszego języka. Jeśli rozmawiasz z kimś jego własnym językiem, to znaczy, że chcesz wejść w jego świat. To znaczy, że chcesz zacząć myśleć jego wartościami, że chcesz zrozumieć jego historię. Nieraz mówimy: żeby z kimś naprawdę porozmawiać, trzeba wejść w jego buty. Nie chodzi tylko o to, żeby się spotkać gdzieś na wspólnym gruncie, ale żeby się spotkać z danym człowiekiem w jego świecie, w jego wartościach, w jego emocjach. Język wiele koduje, kryje w sobie wszystkie wartości. Czesław Miłosz napisał kiedyś pięknie, że język sam prowadzi naszą rękę i dlatego wielką literą piszemy takie słowa jak Prawda czy Sprawiedliwość, a małą literą piszemy niegodziwość i kłamstwo. Bo kiedy czujemy język, to on sam nas wychowuje.

Apostołowie wyszli więc, żeby spotkać się z ludźmi, i nawet do przybyszów z Rzymu przemawiali w ich własnym języku. Przybysze z Rzymu byli najeźdźcami, Ziemia Święta była pod okupacją rzymską. Młodzież tego nie pamięta, ale starsi musieli się przez osiem lat uczyć w szkole języka rosyjskiego. Dobrze wam szło? Nie mieliście wtedy poczucia, że uczycie się języka waszego wroga? Apostołowie wyszli i z ludźmi, których mieli prawo uważać za swoich wrogów rozmawiali ich własnym językiem. To jest to, czego Duch Święty w nich dokonał. Jeszcze chwilę wcześniej, w Wieczerniku, siedzieli, bojąc się wszystkich, którzy byli na zewnątrz. Duch Święty dokonał w nich takiej przemiany, że wyszli, aby tym ludziom na zewnątrz powiedzieć: kochamy was, zależy nam na was.

Na Soborze Watykańskim II, który poświęcony był temu, czym jest Kościół, powstało jego bardzo znamienne określenie. Pierwsze przemówienie na soborze wygłaszał belgijski kardynał Léon-Joseph Suenens. Wszystkim ojcom, którzy przyjechali na sobór, zadał jedno pytanie: „Kościele Boży, co mówisz sam o sobie?”. Kim ty jesteś, Kościele? Dzisiaj jest Pięćdziesiątnica, dziś jest dzień narodzin Kościoła i możemy to pytanie powtórzyć: kim jesteście jako Kościół? Po co jesteście Kościołem? Sobór na to pytanie odpowiedział następująco: Kościół jest w Chrystusie narzędziem zjednoczenia całego rodzaju ludzkiego[1]. A my? Czy my moglibyśmy tak samo odpowiedzieć? Wychodzi nam to zjednoczenie całego rodzaju ludzkiego? Wychodzi nam choćby zjednoczenie Polaków? Czujecie się narzędziem jedności wszystkich Polaków – jako Kościół? A przecież tym właśnie stali się apostołowie: narzędziem zjednoczenia ludzi. (...)

 

[1] Zob. Konstytucja dogmatyczna o Kościele Lumen gentium, 1.







Dziękujemy za przesłanie błędu