Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Piątek, 6 grudnia. Imieniny: Dionizji, Leontyny, Mikołaja
16/11/2019 - 09:30

Dobra książka: Jadwiga Marzec, "Marzenia nie liczą lat" (6)

Talent Grażyny Kulig wytrzymał próbę chwil i zaowocował dziesiątkami wysoko ocenianych prac malarskich o różnej tematyce, wyróżnieniami, wystawami, popularnością - napisał w recenzji zamieszczonej w książce Leszek Mazan.

I pojawił się On

To był piątek 13 stycznia 1958 roku, w pracy odbywała się narada. Zostałam w sekretariacie na dyżurze, miałam załatwiać sprawy z interesantami, odbierać telefony. Wszedł młody przystojny mężczyzna i zapytał o prezesa. Zgodnie z prawdą powiedziałam, że teraz jest narada i trzeba poczekać. Nie wiadomo, kiedy się skończy. On pewny siebie, skierował swoje kroki do sali konferencyjnej, pomimo moich protestów, aby nie przeszkadzał, wszedł. Prezes wyszedł razem z nim, jak ze starym przyjacielem i zwrócił się do mnie: „Grażynko, zajmij się naszym gościem”.

– A gość dalej niepokorny, wcale nie usiadł na wskazanym krześle, usiadł na brzegu biurka- kontynuuje. – Rozsiadł się i patrzył na mnie bardzo przenikliwie. Był czarujący, szarmancki. Pewny siebie, aż za bardzo pewny siebie, przy tym elegancki, broń Boże nie chamski. W czasie rozmowy okazało się, że kiedyś pracował jako kierownik oddziału naszej spółdzielni w Nowym Sączu. Znał wszystkich, wszyscy go lubili. Dusza towarzystwa. Powiedział, że zaczeka, aż skończę pracę, i zaprasza mnie na kawę. Nie bardzo miałam jak wyjść, bo jeszcze trwało zebranie, a poza tym zginął klucz od szafy, w której przechowywaliśmy wzory torebek. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Mietek wcale się tym nie przejął, zniknął na chwilę i pojawił się z dziesięciocentymetrowym gwoździem, zabił szafę w najbardziej prymitywny i skuteczny sposób. Przyznam się, że tym działaniem przeraził mnie, ale też mi zaimponował. Fakt ten został też odpowiednio skomentowany przez kolegów z biura, którzy akurat wyszli z zebrania. Wszystkich ten pomysł na zamknięcie szafy mocno rozbawił. W takim wesołym nastroju opuściliśmy biuro i poszliśmy najpierw na kawę, potem na kolację, a później na tańce. Tańczyliśmy, dopóki grała muzyka. Jakaś kwiaciarka przyniosła do restauracji kwiaty, Mietek podarował mi wtedy bukiecik fiołków alpejskich, Grażynka otwiera album i pokazuje mi zasuszone kwiaty…

Jadwiga Marzec, „Marzenia nie liczą lat. Historia prawdziwa sądeckiej malarki Grażyny Kulig”, wydawca: spółka Flexergis, Nowy Sącz 2018
Wybór fragmentów: Jadwiga Marzec

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu