Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Piątek, 6 grudnia. Imieniny: Dionizji, Leontyny, Mikołaja
17/11/2019 - 09:30

Dobra książka: Jadwiga Marzec, "Marzenia nie liczą lat" (7)

Z marzeń nie zrezygnowała nigdy. A rysowała i malowała "od zawsze". W kilka lat później przyszła pierwsza pozytywna odpowiedź losu na dziecięce i dziewczęce marzenia: Kraków, Piwnica pod Baranami, cyganeria artystyczna, wystawy wielkich mistrzów, plastyczne ćwiczenia u wziętych malarzy i grafików - napisał o Grażynie Kulig w recenzji do książki Leszek Mazan.

Na krawędzi

– Żałobę znosiłam dumnie, na zewnątrz starałam się nie pokazywać, jak mi jest ciężko. Nie utyskiwałam. Tylko Dola i moja poduszka znały prawdę i …noce – dodaje po chwili. – Przepłakane, nieprzespane. Noce znały moje tajemnice i słabości. Zdarzało się, że kiedy wreszcie udało mi się zasnąć, dotykałam pościeli, szukając jego ciała, a potem budziłam się przerażona i już do rana nie mogłam zasnąć. Doznawałam takich lęków, że czułam jak „włosy stoją dęba”. Noce ciągnęły się w nieskończoność. Zresztą dni, pomimo słońca, też były okryte żałobą. Jak trudno było zdobyć się na uśmiech do dzieci.

Jak trudno było nauczyć się znów cieszyć małymi rzeczami. Kiedy gotowałam jego ulubioną zupę, łapałam się na tym, że myślę „Mietek się ucieszy”. Kiedy przyszyły święta i piekłam ciasto, nie mogłam powstrzymać łez. Sernik to był jego smakołyk, jakiż on był wtedy gorzki, żadna ilość cukru nie mogła go przesłodzić. Mietek zawsze zamawiał dwie blachy. Święta, wigilia… Pierwsza wigilia bez niego. Wigilia przy jego grobie. Tam ją spędziłam z dziećmi, ubrałam choinkę na grobie, zapaliłam świeczki i byłam z nim. Dzieci zmarznięte i znudzone płakały, chciały do domu, a ja czułam, że mój dom ma tylko ściany.

Nie o takim domu marzyłam, nie taki dom obiecywał mi Mietek. Pustka i ból. Wszystko mi go przypominało, często czułam, jakby był ze mną. Przytulałam się do futer, które mi podarował, one wtedy nabrały jeszcze większej wartości. W rzeczach odnajdywałam cząstkę jego. W jego ubraniach ciągle był jeszcze jego zapach. Wszystko przypominało mi, że kiedyś miałam rodzinę. Że on był naprawdę. Że żył. Że mieliśmy plany.

Długo nie mogłam pogodzić się z jego śmiercią. Na szczęście były dzieci. Dzieci to przecież nasze żywe pomniki. To w nich, w ich genach pozostajemy nieśmiertelni. Dzieci i praca, konieczność nieustannej walki nie pozwoliła mi popaść całkowicie w depresję. Zmuszałam się do życia. Nawet nie wiesz, ile człowiek jest w stanie wytrzymać – milknie.

Jadwiga Marzec, „Marzenia nie liczą lat. Historia prawdziwa sądeckiej malarki Grażyny Kulig”, wydawca: spółka Flexergis, Nowy Sącz 2018

Wybór fragmentów: Jadwiga Marzec

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu