Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Czwartek, 9 lutego. Imieniny: Bernarda, Eryki, Rajmunda
04/12/2022 - 14:55

Jak nie być frajerem po sądecku? Kwiatkowski w starostwie, Konieczek w Newagu dobrze to wiedzą

Frajer to nieładne słowo. Posługiwanie się nim jest na granicy dobrego smaku? Zupełnie innego znaczenia nabrało podczas znakomitej debaty prowadzonej przez ekonomistę Grzegorza Malinowskiego. W jego opinii frajer, to ktoś, kto działa w oparciu o pewien model naukowy lub teorię, koncepcję, która z czasem okazuje się błędna lub niekompletna, natomiast skutki działań frajera są dla niego opłakane. Mieszkańcy Sądecczyzny frajerami nie są i mają fenomenalny pociąg do małego biznesu.

Z czym kojarzy się Sądecczyzna? Z fenomenem przedsiębiorczości. Czy osiąganie sukcesu w biznesie wymaga nietuzinkowych rozwiązań, odwagi i zdecydowania, także innowacyjnych rozwiązań, elastyczności oraz ryzyka?

Odpowiedzi na to pytanie szukali podczas jednej z debat Forum Gospodarczego w Tarnowie Jan Golonka, prezes spółki Owoc Łącki, Rafał Jakubowski, wiceprezes Grupy Azoty JRCH, Zbigniew Konieczek, prezes Newagu,  starosta nowosądecki Marek Kwiatkowski  oraz  Marek Garncarczyk  wiceprezes spółdzielni „Piwniczanka". Dyskusję pod  hasłem „Jak nie być frajerem po sądecku”  prowadził ekonomista Grzegorz Malinowski.  

Kim jest frajer z naukowego punktu widzenia

Skąd ten prowokacyjny tytuł debaty?-  Frajer to bardzo nieładne słowo. Posługiwanie się nim jest na granicy dobrego smaku – wyjaśniał  Malinowski, który na frajerstwo patrzy z naukowego punktu widzenia.

- Otóż frajer, to ktoś, kto działa  w oparciu o pewną teorię, koncepcję lub model naukowy, która z czasem okazuje się błędna lub niekompletna, natomiast skutki działań frajera są dla niego opłakane – tłumaczył ekonomista. -  Najlepszą, choć nieco populistyczną ilustracją tego fenomenu jest przykład frankowiczów, którzy zadłużyli się we frankach szwajcarskich, bo  modele szacujące ryzyko wskazywały, że takie rozwiązanie jest bezpieczne, a zarazem nie brakowało ekspertów podkreślających optymalność takiego działania. Jak to się skończyło dla zadłużonych we frankach? Spotkało ich olbrzymie nieszczęście finansowe – mówił Malinowski.

czytaj też Ale sensacja! Słynna Doda zakochała się w przystojniaku spod Nowego Sącza [ZDJĘCIA]

- Kiedy studiowałem statystyki dotyczące kredytów frankowych,  w Nowym Sączu, porównaniu z  resztą Polski,  było ich relatywnie najmniej. Pytanie, dlaczego akurat tutaj ludzie nie brali właśnie takich kredytów. Czy w mieszkańcach Nowego Sącza jest coś specyficznego? – dociekał Malinowski, który od kilkunastu lat mieszka w Warszawie, sam z Sącza  pochodzi.   

- Przykład  frankowiczów  dowodzi skłonności do podejmowania ryzyka, a my na Sądecczyźnie lubimy twardo stąpać po ziemi – mówił Jan Golonka, prezes spółki Owoc Łącki.  - Z  czego to wynika?  Myślę, że w dużej mierze ma to wymiar historyczny. Ludzie tu zawsze mieszkali w trudnych warunkach i każdy pracował na swój rachunek.  To dlatego po 1989 roku, kiedy weszliśmy w czas transformacji ustrojowej, powstało tutaj tyle firm.

czytaj też Karolina i Paulina. Najpiękniejsze w Polsce sądeckie bliźniaczki [ZDJĘCIA]

Gdzie jest  sufit w rozwoju sądeckiej przedsiębiorczości

Jak podkreślał Golonka, to pozytywny aspekt sądeckiej przedsiębiorczości, ale jak mówił w pewnym momencie rozwoju biznesu pojawia się tutaj sufit. Skutek jest taki, że oprócz kilku dużych lokalnych firm nie  widać tych, które zdecydowałyby się na ekspansję  poza własny region, nie wspominając już o zdobywaniu rynków zagranicznych.

- Pracujemy, rozwijamy się organicznie do pewnego poziomu, potem jednak przychodzi bariera.  To dobre firmy na skalę lokalną,  ale nie na skalę europejską.  Dlatego młodzi, dobrze wykształceni  ludzie wyjeżdżają do dużych miast, żeby pracować w wielkich korporacjach – dodał Jan Golonka.

Rafał Jakubowski, wiceprezes spółki Grupa Azoty JRCH, który z Nowego Sącza dojeżdża do pracy  w Tarnowie, zwraca  uwagę na wolniejszy, lokalny styl życia południowej Polski. – Kiedy jadę służbowo do Warszawy, uderza mnie wszechobecny pośpiech. W Sączu nikt się nie spieszy. Czym jeszcze się różnimy?  Tutaj po prostu się do kogoś wpada. Nie trzeba się zapowiadać.  

Czym jest sączocentryzm

Jaka według Jakubowskiego jest charakterystyczna cecha mieszkańców miasta?  Sączocentryzm – wyjaśniał.   – I nie chodzi o to, że uważamy się za lepszych. To jest nasze centrum świata. Mamy gdzie jechać na narty, na ryby, możemy chodzić po górach, żeglować po jeziorze… tu jest wszystko.  

Zdaniem szefa Newagu Zbigniewa Konieczka,  to co wyróżnia sądeczan to pracowitość, ambicja i konsekwentne  dążenie do celu.  - Zarządzam przedsiębiorstwem, w którym  pracuje półtora tysiąca osób. W takiej dużej spółce musi obowiązywać korporacyjny ład, ale  współpracuję z wieloma mniejszymi firmami. W przypadku tych sądeckich, nie ma takich słów jak „nie mogę”, „nie da się „ spóźnię się”.

Jeśli chodzi o pracowników…   zatrudnialiśmy specjalistów z wielu różnych branż, z dużych miast, jednak najlepiej sprawdzają się ci z naszego regionu – mówił  Konieczek.  

Dlaczego? W  jego opinii, wiąże ich z firmą coś więcej niż pasek płacowy.  To także więź lokalna i kulturowa.  – Najlepiej,  jeśli to możliwe, opierać się na ludziach młodych, dobrze wykształconych i związanych z Sądecczyzną.

czytaj też Robią biznes na piłce nożnej. Pojechali z Nowego Sącza na mundial do Kataru [ZDJĘCIA] 

U nich liczy się nie tylko pasek płacowy

Przykładem wyjątkowej więzi załogi z firmą jest spółdzielnia  "Piwniczanka", przekonywał w dyskusji jej wiceprezes Marek Garncarczyk.  

Początek Piwniczanki to eksperyment sądecki, który miał dać kopa naszemu regionowi. Potem, po wielu latach, kiedy przyszły trudne czasy, pracownicy wzięli los w  swoje ręce i zawiązali spółdzielnię. Funkcjonuje do dzisiaj. Możemy chwalić się firmą  z ponad pięćdziesięcioletnim  stażem, która opiera się nie tylko na wypłacanym wynagrodzeniu, ale przede wszystkim na sercu i pełnym zaangażowaniu. To  więcej niż  zakład pracy – stwierdził prezes Piwniczanki.

- Gdybyśmy  porównali przedsiębiorczość  z Sądecczyzny i odnieśli do średniej w kraju, okazuje się, że w 2021 roku na jedną firmę przypada dziesięciu mieszkańców. Wynik dla całego kraju, to trzynaście i pół – przytacza dane starosta Marek Kwiatkowski.  

czytaj też Centrum sportu na hektarach pod Sączem. Wielka hala ze strzelnicą już gotowa [WIDEO][ZDJĘCIA]

U nas nie ma frajerów

- Nasz region ma pewne słabe strony – mówił Kwiatkowski. - To obszary wiejskie z gospodarstwami, które mają zwykle nie więcej niż  nieco ponad trzy hektary powierzchni. To tereny górskie, gdzie koszty produkcji  w porównaniu z resztą kraju są wyższe o 25- 30 procent. Tereny mają duży stopień nachylenia. Niektóre są jak stoki narciarskie. Warunki do bytowania są trudne.

Zdaniem samorządowca, to wyrobiło w ludziach wyjątkową determinację w braniu swojego losu we własne ręce. - Tutaj ludzie zdecydowanie wolą pracować dla siebie niż dla dużych korporacji. Ale i u nas są międzynarodowe giganty, które rozpoczęły działalność ponad trzydzieści  lat temu, a teraz są znane i cenione na całym świecie. Sądeczanie nie czekają, aż ktoś im coś da, lub coś dla nich zrobi. Biorą sprawy w swoje ręce i osiągają sukces. Są pracowici i dążą do jasno wytyczonych celów.

 - Podejmują decyzje biznesowe nie w oparciu o teorie naukowe, ale w oparciu o dane ekonomiczne. Twardo stąpają po ziemi i uczą się na przykładach wziętych z życia. To zachowanie empiryczne. działają konkretnie i rzeczowo, często wychowywali się w uboższych rodzinach, w małych gospodarstwach, w których praca była ciężka, a dochód niski. Wiedzą więc na czym polega praca i nie boją się jej. Nie boją się również podejmować wyzwań i dostosowywać się do zmieniającej się sytuacji ekonomicznej.

Czy sądeczanin może być frajerem? - Może, ale generalnie nim nie jest – konkludował Marek Kwiatkowski. ([email protected]) fot. wideo jm







Dziękujemy za przesłanie błędu