Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Piątek, 24 maja. Imieniny: Joanny, Zdenka, Zuzanny
12/04/2024 - 06:15

Bon energetyczny ma złagodzić skutki odmrożenia cen energii. Kto go dostanie, ile wyniesie

Wiadomo, że bon energetyczny dostanie 3,5 mln najuboższych gospodarstw domowych i będzie on im rekompensował wzrost cen energii elektrycznej w okresie roku, począwszy od lipca 2024 roku aż do końca czerwca 2025 roku. Tyle na razie konkretów.

Dodatkowo według zapowiedzi szefowej resortu klimatu i środowiska z czwartku 11 kwietnia 2024 r., bon będzie miał wartość 400-600 zł.

Resort gada, gada a konkretów wciąż nie ma

Niestety, w Ministerstwie Klimatu i Środowiska w żadnej kwestii – od fotowoltaiki i zmiany taryf net-billing po nowe zasady rachunków za energię elektryczną dla gospodarstw domowych – nie ma konkretów. Kolejne komunikaty są o toczących się pracach, zmieniają się w nich nazwy projektowanych ustaw i parametry, ale konkretów zero.

W sprawie odmrożenia cen energii powtarzana jest fraza, że rachunki wzrosną średnio o 30 zł miesięcznie a dla najuboższych gospodarstw domowych będzie dofinansowanie.
Od końca marca resort klimatu przekazuje, że wsparcie będzie miało kształt bonu energetycznego oraz, że będzie specjalna ustawa o ubóstwie energetycznym.

Sama zaś wysokość bonu energetycznego, podawana od 11 kwietnia w wysokości 400-600 zł sugeruje, że wzrost cen energii elektrycznej dla gospodarstw domowych może być wyższy. Jak łatwo policzyć, 600 zł na 12 miesięcy daje wynik 50 zł, a nawet jeśli ma to być 400 zł to i tak wychodzi więcej niż 30 zł miesięcznie.

Do drastycznych podwyżek prądu nie dopuści rynek?

Dodatkowo Ministerstwo Klimatu i Środowiska zapowiada kontrolę – na bliżej nie określonych zasadach, tempa w jakim dostawcy prądu mają podwyższać ceny. Tymczasem od dawna są one pod taką kontrolą, bo nigdy nie było w Polsce w pełni wolnego rynku energii elektrycznej dla gospodarstw domowych, bo jeśli nawet były one zbliżone do rynkowych i rząd w żaden sposób do nich nie dopłacał, to cenniki od lat są zatwierdzane przez prezesa URE.
Wedłu prawa, jeśli rząd chce niższych cen niż rynkowe, musi dostawcom energii różnicę rekompensował – podobnie jak to było w okresie zamrożenia cen. A na to z kolei trzeba zgody Unii Europejskiej.

Cała więc nadzieja, że wzrost rachunków za prąd dla gospodarstw domowych będzie jednorazowy opiera się właśnie na danych z rynku. Polska energetyka wciąż oparta jest na węglu, a jego ceny spadają i spadać muszą, bo rosną zapasy węgla, zbliżając się do 15 mln ton.

Nie inaczej jest z zielonym prądem, którego udział wzrósł już znacząco w bilansie energetycznym. Występuje okresowo jego nadprodukcja, o czym świadczą wyłączenia farm fotowoltaicznych niemal co weekend – z braku popytu na prąd.

Niestety, nadprodukcji energii ze słońca nie da się złożyć, wzorem węgla, na hałdy, by w okresie deficytu stamtąd pobrać, bez konieczności podwyższania cen. Tak się stanie gdy rząd w końcu zacznie budować na serio wielkoprzemysłowe magazyny energii albo pozwoli na to prywatnym inwestorom. [email protected]) fot. jniittymaa0/pixabay/Freepik  © Materiał chroniony prawem autorskim







Dziękujemy za przesłanie błędu