Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Poniedziałek, 1 marca. Imieniny: Albina, Antoniny, Radosławy
15/01/2021 - 15:00

Dramat ośrodków narciarskich. Branża stoi nad przepaścią

Począwszy od 27 grudnia sezon narciarski w Polsce został zamrożony, mimo że wcześniej działał w reżimie sanitarnym, wypracowanym z GIS i MR. Ośrodki poniosły koszty przygotowania do sezonu w wysokości 32 mln zł. Każdy dzień zamknięcia stoków to około 5 mln zł strat. Lawinowo rośnie liczba upadłości, bankructw i likwidacji miejsc pracy. Właściciele chcą otworzyć stoki od przyszłego miesiąca. Czy się uda?

Od poniedziałku miał ponownie ruszyć w polskich górach zimowy sezon turystyczny. Ale nie ruszy. Każdy dzień zwłoki to dla przedsiębiorców milionowe straty, rosnąca obawa o utratę miejsc pracy, stale pogarszająca się kondycja psychiczna właścicieli, narciarzy i snowboardzistów. Jak twierdzi stowarzyszenie Polskie Stacje Narciarskie i Turystyczne, wciąż nie jest jednak za późno, aby zatrzymać przynajmniej niektóre negatywne skutki i zapobiec nieodwracalnej katastrofie. 

Zarządzać największym w historii powojennej Polski kryzysem, w dodatku pod ciągłą presją i naciskami ze strony ruchów obywatelskich, z pewnością nie jest łatwo. Mając świadomość czyhającego zagrożenia już w sierpniu 2020 roku 90 stacji narciarskich zrzeszonych w stowarzyszeniu PSNiT rozpoczęło pracę nad procesem ustalania warunków reżimu sanitarnego na zimę. Wypracowane rozwiązania stały się przedmiotem konsultacji z Ministerstwem Rozwoju i Głównym Inspektoratem Sanitarnym. Wszystko po to, aby zapewnić bezpieczne korzystanie ze stoków narciarskich.

Właściciele wyciągów podjęli konkretne działania mające na celu przygotowanie się do sezonu. W tym roku było to nie tylko naśnieżanie i zapewnienie odpowiedniej infrastruktury, ale również dostosowanie jej do nowych wymogów sanitarnych. Według szacunków PSNiT koszty przygotowań wyniosły prawie 32 mln zł. 

Czytaj też: Narciarze wrócili do domów, ale śnieg jeszcze długo zostanie na stokach

Dziś wiemy już, że okres zamknięcia stoków wydłuży się co najmniej do końca stycznia. Dla większości zrzeszonych w stowarzyszeniu oznacza to rezygnację z nawet 50 proc. przychodów. Warto podkreślić, że mowa tu wyłącznie o działalności kolejek i wyciągów, a przecież wielu przedsiębiorców prowadzi również hotele, pensjonaty i lokale gastronomiczne, generujące kolejne koszty i zatrudniające dziesiątki tysięcy pracowników. Kryzys rozgrywa się w momencie wyjątkowo sprzyjającej aury - tak śnieżnych i mroźnych dni w wielu górskich kurortach nie widziano od wielu sezonów.

Całą sytuację dodatkowo komplikuje niepewność związana z tym, co wydarzy się w najbliższych tygodniach. Ze wstępnych szacunków PSNiT wynika, że ponowny start sezonu narciarskiego od 1 lutego pozwoli zatrzymać rosnącą falę upadłości, utraty miejsc pracy i bankructw, pomimo że przypadający na święta szczyt sezonu mamy już za sobą. 

Zobacz także: Właścicielka stoku narciarskiego w Cieniawie: ten rząd jest nieprzewidywalny

Należy podkreślić, że z każdym kolejnym dniem zamknięcia stoków pogarsza się nasza kondycja fizyczna. Ograniczenie dostępu do aktywności fizycznej i możliwości korzystania ze świeżego powietrza mają na nas destrukcyjny wpływ, zwłaszcza jeśli dodać do tego tygodnie spędzone w odosobnieniu. 

Biorąc pod uwagę wszelkie argumenty finansowe, dotyczące konieczności ochrony działalności gospodarczych oraz miejsc pracy, a także kluczowy wpływ sportu, ruchu i aktywności na zdrowie fizyczne i kondycję psychiczną społeczeństwa, członkowie PSNiT oraz wszyscy przedstawiciele ośrodków narciarskich funkcjonujących w kraju gorąco apelują o otwarcie stoków nie później niż 1 lutego, w zgodzie ze ścisłymi zasadami sanitarnymi. (k.kos@sadeczanin.info, fot. Kasina Ski)







Dziękujemy za przesłanie błędu