Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Niedziela, 4 grudnia. Imieniny: Barbary, Hieronima, Krystiana
24/10/2013 - 01:15

Ta uczelnia miała zmienić Nowy Sącz, teraz jest na zakręcie

Swój 22 już rok akademicki Wyższa Szkoła Biznesu – National Louis University uroczyście rozpocznie dziś z 402 studentami, nie uruchamiając nawet trybu studiów stacjonarnych. Co takiego się wydarzyło, że tyle tylko zostało z uczelni, która konkurowała z najlepszymi w Polsce i miała zamienić Nowy Sącz w miasto akademickie?
Historia zaczyna się w 1991 roku, gdy Krzysztof Pawłowski założył Sądecko-Podhalańską Szkołę Biznesu w Nowym Sączu. Była to dziesiąta niepubliczna szkoła wyższa w kraju, pierwsza poza dużymi ośrodkami: Warszawą i Poznaniem. Pomysł na szkołę narodził się dwa lata wcześniej gdy Pawłowski, jeszcze jako senator RP, pojechał do Niemiec. Zobaczył tam m.in. prywatną, elitarną szkołę biznesu w miasteczku koło Koblencji.

2 tysiące złotych dla każdej sądeckiej rodziny


- W 1989 roku wygrałem wybory do Senatu i wytypowano mnie na tzw. study visit do Niemiec, przygotowywane przez Fundację Adenauera dla członków Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego. Przez parę dni wizytowaliśmy dziesiątki instytucji i wśród nich pokazano nam prywatną szkołę biznesu w Vallendar. Nigdy nie pracowałem na uniwersytecie i w tej szkole rzeczywiście przeżyłem jakąś iluminację. Szkoła była niewielka, limitowane sto miejsc. Okazało się, że aplikuje do niej ponad tysiąc osób na jedno miejsce. A była droga, 12 tysięcy marek, czyli koło 6 tysięcy dolarów czesnego. Wtedy moja ostatnia płaca, człowieka z doktoratem i osiągnięciami, wynosiła 27 dolarów na miesiąc. Poprosiłem o spotkanie ze studentami. Chciałem wiedzieć, dlaczego płacą tak kolosalne pieniądze, choć tuż obok są państwowe uniwersytety, które były wówczas w Niemczech darmowe. Byłem przekonany, że spotkam grupę kujonów, a zobaczyłem roześmianą, kolorową młodzież. Gdy zadałem tym studentom pytanie dlaczego nie chcą studiować na renomowanych, państwowych uczelniach i to za darmo, usłyszałem: bo po ukończeniu szkoły nie będą musieli szukać pracy, ale to praca będzie szukała ich. Pomyślałem: zrobię to w Nowym Sączu. I wtedy sobie powiedziałem, że zrobię taką szkołę w Nowym Sączu. Przyjechałem opętany tą myślą. To był wrzesień 1989 roku, a w 1991 roku wystartowała nasza szkoła, jeszcze jako pomaturalna, bez uprawnień wyższej. W ciągu następnych dwóch miesięcy dogadałem się z Amerykanami, bo wiedziałem, że sami sobie nie poradzimy. Uczelnia miała być szansą rozwoju dla regionu w czasie, gdy stopień wykształcenia Sądeczan był niski a w gospodarce kapitalistycznej na wykształcenia kładzie się duży nacisk, bez tego Polska, region nie mógłby się rozwijać. Pomysł na uczelnię był modelem amerykańskim. Początki to złoty okres w historii uczelni: na 1600 studentów ponad 80 procent było spoza Sądecczyzny. Pomijając czesne, bo przecież każdy student musiał coś jeść i gdzieś mieszkać i w coś się ubrać to każda sądecka rodzina miała z tego średnio po około 2 tysiące złotych -
opowiada nam Pawłowski.
To był czas dalekosiężnych, ambitnych planów.  Wielkie nadzieje wiązano z wejściem Polski do UE. Strategia Rozwoju Nowego Sącza na lata 2004 - 2013 zakładała nawet, że miasto stanie się miasteczkiem akademickim. Nic z tego nie wyszło.

Nowy Sącz miał być polskim Oxfordem

- Był taki plan w latach 1997–98 żeby zamiast PWSZ powstała uczelnia na zasadzie partnerstwa publiczno – prywatnego. Rozmawiałem o tym z ministrem Handzelem w towarzystwie Kazimierza Pazgana. Szkoda, że z tej propozycji nic nie wyszło. Nowy Sącz mógł być miastem uniwersyteckim, mielibyśmy 15 do 20 tys. studentów, nawet biorąc pod uwagę kwestie demograficzne. Bo prestiżowa, słynna uczelnia nigdy nie ma kłopotów z brakiem studentów – mówi o swoich pomysłach Pawłowski. – Dziś sytuacja jest już inna. Pogrążyły nas długi. Kredyty zaciągneliśmy, bo nie było wyboru, trzeba było rozbudować uczelnię, żeby studenci nie musieli się gnieść w ciasnych salach. Gdybyśmy wtedy trochę poczekali, zamiast kredytów potrzebne środki pozyskalibyśmy z unijnych programów, ale czekać nie mogliśmy. Szkoda, nie ma co wracać do historii – wzdycha. - Przed PWSZ nie ma przyszłości. Państwowe przechowalnie różnych politycznych rozbitków nie mają w sobie potencjału - dodaje.

Absolwenci poszli w świat

Założyciel pierwszej prywatnej sądeckiej uczelni podkreśla natomiast, że jest dumny ze swoich studentów. – Zawsze gdy miałem już tego wszystkiego dość, czułem wypalenie to dostawałem e-maile, listy, telefony od absolwentów, którzy osiągnęli w świecie sukcesy. Jest ich sporo, a przynajmniej 200 osób to prawdziwe sądeckie perły, nie chcę mówić o nazwiskach, żeby kogoś nie pominąć. Te listy dawały mi wiarę, w to, że nasz trud miał sens. Mam jedenaście tysięcy pomników-absolwentów - podkreśla z dumą Pawłowski, który wyznał nam, że planował napisać książkę o kulisach powstania uczelni. –Taką szczerą do bólu. Ale odstąpiłem od tego pomysłu. Zapiski leżą w szufladzie. Po mojej śmieci córka zdecyduje czy warto je wydać.
Jak ci absolwenci sobie radzą teraz, gdy Pawłowski usunął się w cień? Uczelnia chwali się m.in. Małgorzatą Bastą, księgową i właścicielką firmy z siedzibą w Londynie, specjalizującej się w rachunkowości oraz w realizowaniu przepisów polskiego prawa podatkowego.
"Przygotowujemy otworzenie biura księgowego w Polsce i pozyskiwanie klientów z Polski i z Londynu. Specjalizujemy się w rachunkowości współczesnej oraz w realizowaniu przepisów polskiego prawa podatkowego" – opowiada Małgorzata Basta, która bardzo sobie ceni wiedzę wyniesioną z WSB- NLU.
Podobnego zdania jest Grzegorz Fecko, radny miejski, absolwent marketingu i zarządzania. - Pracuję w Totalizatorze Sportowym. Nie rozumiem tych, którzy krytykują poziom WSB. Ja wiele z tych studiów wyniosłem i wspominam je jak najlepiej – mówi.
Ale głosów krytycznych też jest sporo. Nawet wśród internautów, naszych Czytelników. Uczelni zarzuca się przede wszystkim nastawienie na zysk, kosztem poziomu nauczania i coraz uboższą z każdym rokiem, także z powodów finansowych, kadrę naukową. Co ciekawe, trudno odszukać absolwenta, który publicznie, podpisując się imieniem i nazwiskiem pokusi się o taką krytykę. – Chodzi o pewnego rodzaju solidarność, tym bardziej w kontekście rywalizacji z inną sądecką szkołą: PWSZ. Nie da się jednak ukryć, że ostatnio sprawy uczelni, którą kończyłem szły w złym kierunku – opowiada jeden z nich.

Rankingi w dół

Można wysnuć taki wniosek zerkając na rozmaite uczelniane rankingi. Od lat 90. zeszłego wieku Wyższa Szkoła Biznesu - National-Louis University w Nowym Sączu była w czołówkach rankingów „Wprost”, „Polityki”, „Newsweeka”, „Rzeczypospolitej”, ale też takich, jak „Najbardziej innowacyjna i kreatywna Uczelnia w Polsce” , Rankingu Środowiska Akademickiego w kategorii „Uczelnia prestiżowa”, Ranking Uczelni W Opinii Dyrektorów Personalnych. Spójrzmy na to zestawienie:
Ranking Uczelni Niepublicznych "Wprost"
I miejsce - 1995,1998,2000,2001,2002,2003,2004,2005,2006,2007
II miejsce - 1994,1999
III miejsce - 2010
Ranking Uczelni Niepublicznych "Polityka"
II miejsce - 2002, 2003, 2004
III miejsce - 2005
Ranking "Polityka" dla kierunku "Politologia"
I miejsce pod względem potencjału kadrowego - 2006
III miejsce - 2007
"Najbardziej innowacyjna i kreatywna Uczelnia w Polsce" ACI
III miejsce - 2010
"Uczelnia prestiżowa" Cogito
III miejsce - 2009
Ranking "Rzeczpospolita"
II miejsce - 2002
IV miejsce - 2003
Największy prestiż wśród pracodawców "Perspektywy"
I miejsce - 2004, 2005, 2006
"Studia MBA" wg Home & Market
III miejsce - 2010
"Prywatne biznesowe szkoły wyższe" Ergo
II miejsce - 2005
Spektakularne sukcesy w zasadzie kończą się na 2007 roku. W 2012 r. , w rankingu niepublicznych uczelni magisterskich, opracowanym przez miesięcznik „Perspektywy” i dziennik „Rzeczpospolita”, WSB- NLU zajęła miejsce 14. W 2011 roku była na 12. pozycji. W marcu tego roku uczelnia rozsyłała e-maile, w których obwieściła, że została laureatem tytułu "JAKOŚĆ ROKU 2012" organizowanego przez "Dziennik Gazetę Prawną".
Rankingi to jedno, a biznes to drugie. W 2011 poważnie zadłużona uczelnia zmieniła właściciela. Pawłowski sprzedał swoje udziały i placówka weszła w skład warszawskiego Konsorcjum Uczelni Futurus.

Futurus na ratunek

Robert Gmaj ze spółki Futurus, właściciel uczelni i pełniący obecnie obowiązki jej kanclerza, nie ukrywa, że to właśnie kwestie stabilności finansowej szkoły były jednym z głównym powodów jego konfliktu ze współudziałowcami Miasteczka Multimedialnego: Adamem Górskim i firmą Erbet. – To z powodu uczelni nastąpił pierwszy zgrzyt w naszych stosunkach. Latem 2012 roku nasza uczelnia była w okresie głębokiej restrukturyzacji i spłacała część swojego - liczonego w milionach - długu, więc brakowało płynności. Na dodatek był to środek wakacji, nie było zatem wpływów. Na szczęście udało się nam wyprostować zadłużenie na zero – opowiadał niedawno.
Latem 2013 roku nikt w biurowcu przy ul. Zielonej nie ukrywał, że kluczowa dla przyszłości WSB- NLU będzie druga połowa roku, bo tak naprawdę tylko od tego liczby nowych studentów zależy obecnie jej finansowy byt. Dziś znajdująca się na terenie uczelni stołówka w tygodniu świeci pustką, a dania zamawiają w niej, głównie telefonicznie mieszkańcy miasta. W akademikach na ul. Jana Pawła II mieszkają już głównie osoby pracujące w Nowym Sączu i studenci zagraniczni.
- Nieustająco rekrutujemy obcokrajowców, którzy już nie tylko na studiach licencjackich mogą uzyskać dwa dyplomy, ale również na studiach uzupełniających magisterskich oprócz polskiego tytułu magistra mogą zdobyć amerykański dyplom MBA – przypomina Tadeusz Węgrzyński, rzecznik prasowy uczelni.
Właściciel Konsorcjum Futurus stawia także na konsolidację, czyli łączenie i współpracę uczelni z różnych miast. I tak na przykład od nowego roku akademickiego Gliwicka Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości będzie działać pod patronatem Wyższej Szkoły Biznesu - National-Louis University, lidera Konsorcjum Uczelni Futurus, w której obecnie zrzeszonych jest siedem uczelni z całej Polski.


Kolejny rok na zakręcie

– To kolejny ciężki rok dla nas. Coraz trudniej konkurować z ofertą szkół publicznych, szczególnie kiedy grono kandydatów się zawęża ze względu na niż demograficzny. To widzimy po zmieniającej się strukturze studentów. Podjęliśmy w tym roku decyzję biznesową, aby pewnych studiów dziennych nie uruchamiać, ponieważ zgłoszenia były, ale poniżej pewnego progu rentowności. Osoby te zostały namówione na przejście na studia niestacjonarne. Liczba osób przyjęta na ten tok nie jest wiele niższa od tej ubiegłorocznej – mówi dr Wiktor Patena, rektor WSB-NLU.
– Odpływ studentów na studia zaoczne obserwujemy na wszystkich kierunkach. Oznacza to, że mamy do czynienia głównie ze studentami pochodzącymi z regionu sądeckiego, ludźmi, którzy pracują i studiują. Ciekawe, że dominują dwie grupy wiekowe, pierwsza, to osoby, które niedawno zdały maturę, druga to uzupełniający wykształcenie pracownicy samorządów, przedsiębiorstw i organizacji w wieku 40+. Brakuje w tym zestawieniu osób w wieku 30+, którzy w dużej części mają wykształcenie wyższe i do których kierujemy ofertę studiów podyplomowych i różnego rodzaju szkoleń i warsztatów – tłumaczy Tadeusz Węgrzyński, który oprócz rzecznikowania jest  wicekanclerzem.
W tygodniu korytarze świecą niemal pustkami, uczelnia zapełnia się w weekendy podczas zjazdów studentów zaocznych.
– Korytarze są bardziej puste niż wcześniej, ale są przecież studenci II i III roku, mamy też ścieżkę angielską na I roku. Mam nadzieję, że to sytuacja chwilowa. Trudno nam konkurować o polskiego studenta – mówi Patena.
Również w tym roku nie udało sie otworzyć grupy MBA, którą firmować miał były premier Kazimierz Marcinkiewicz, gość ubiegłorocznej inauguracji. – To rynek bardzo trudny, bo to rynek głównie firm, które są w kryzysie. Na razie nie udało się uruchomić grupy MBA – tłumaczy rektor.

Co dalej?

– Planujemy dwa kierunki rozwoju, aby z tego zakrętu, na którym jesteśmy, wyjść w dobrym kierunku. Jeden to ekspansja geograficzna: przejęliśmy uczelnie w Chrzanowie i Gliwicach, jesteśmy częścią konsorcjum Futurus – wskazuje. WSB pełni funkcję lidera w Futurusie, tzn., że większość rozwiązań uczelni jest kopiowana do mniejszych, albo mniej doświadczonych. Konsorcjum może także wspólne używać kadry dydaktycznej.
Drugi kierunek rozwoju Wyższej Szkoły Biznesu można nazwać międzynarodowym. – Chcemy postawić na ścieżkę angielską i rosyjską, dotrzeć do studentów na Ukrainie, w Kazachstanie i być może w Afryce. Musimy dopracować się systemu docierania do tych krajów i tych osób. Nie stać nas jeszcze na budowę systemu przedstawicielstw chociażby na Ukrainie. Na razie studenci z Kazachstanu pojawili się u nas na tygodniowym szkoleniu, za rok przyjadą tu studiować. Za rok pojawi się też100-osobowa grupa studentów z Kazachstanu na studiach dziennych, a w przyszłości może jeszcze więcej. Ta sytuacja się odwróci, natomiast nie będą to regularne polskie studia. Jeśli będą to studia dzienne, to będzie mowa raczej o ścieżce angielskiej i rosyjskiej – przedstawia plany rektor. Studenci z Kazachstanu mogą otrzymać dyplom kazachski i polski, czyli europejski. Mogą również wybrać bardziej kosztowną opcję z dyplomem amerykańskim.

Miasteczko Multimedialne lekiem na całe zło

Inwestycja za ponad 100 mln zł unijnej dotacji, budowana - trwają właśnie ostatnie szlify - przy ulicy Tarnowskiej, ma być trzecim filarem, na którym uczelnia chce oprzeć swoją działalność.
– Bardzo liczymy na współpracę z Miasteczkiem. Mamy dobre sygnały. Czekaliśmy z doktorem Krzysztofem Pawłowskim na taki moment, kiedy nasi absolwenci dojrzeją, pozakładają swoje firmy i będą prezesami, wrócą tutaj. W tak świetnej lokalizacji jak Miasteczko Multimedialne ich firmy mogą tutaj działać – mówi zapewnia Patena.
Tego samego zdania jest Krzysztof Pawłowski: - WSB –NLU jest potrzebna miastu, przede wszystkim w kontekście parku technologicznego – powiedział nam na dzień przed inauguracją 22 roku akademickiego swojej, jak nazywał kiedyś WSB - NLU, „córki”.

Bogumił Storch
Janusz Bobrek
Fot: JB, KID
 






Dziękujemy za przesłanie błędu