Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 23 września. Imieniny: Bogusława, Liwiusza, Tekli
25/09/2017 - 07:05

Właścicielka Batimu wśród najbogatszych Polek. Jak to zrobiła?

I znowu o niej głośno. Niedawno dostała odznaczenie od prezydenta Dudy, teraz trafiła na listę 50 najbogatszych Polek Tygodnika Wprost, który policzył jej miliony. Po sądeckich milionerach pora na milionerki.

Barbara Edelmuller – Generaux, uplasowała się na 44. miejscu. Jej majątek Wprost szacuje na 62 mln złotych. Przychody firmy Batim w 2016 roku to 226,83 mln złotych. Zysk netto to 7,72 mln złotych.

Jest jedyną kobietą w Europie, która od zera zbudowała nowoczesną firmę spedycyjno-transportową. Uważa, że w biznesie nie ma żadnych barier, których kobieta nie byłaby w stanie pokonać. Mówi o sobie, że jest uzależniona od zawodowej adrenaliny.  Uważa, że w biznesie nie ma żadnych barier, których  kobieta nie byłaby w stanie pokonać.

Umie pani jeździć tirem, poprowadzić wielką kolumnę transportową?

Nie mam prawa jazdy na samochód ciężarowy. Ale prowadziłam załadowaną  ciężarówkę na torach do testowania tirów.  Wybieram modele ciężarówek , serwis i  opony.  Oczywiście mam bardzo dobra ekipę, która mi w tym pomaga.  

Kiedy słyszy się  o firmie spedycyjno-transportowej, ogromnych  tirach rozwożących  towar po całej Europie, natychmiast nasuwa się skojarzenie z mężczyznami i niemal pewnik. Taką firmą musi kierować facet. Pani łamie te stereotypy. Kilkanaście lat temu wkroczyła pani do męskiego świata i udowodniła, że ta branża nie jest zamknięta dla kobiet.

Od dziecka marzyłam o założeniu wielkiej firmy transportowej. Ale przecież wychowałam się wśród wielkich, ciężkich samochodów. Moi rodzice już w  czasach PRL-u zajmowali się transportem. Pamiętam, jak tato sam w garażu złożył z części dwie ciężarówki. Pamiętam również, jak wstawał w zimie  o trzeciej nad ranem i przy dwudziestostopniowym mrozie próbował odpalić swojego jelcza, a potem wsiadał do zimnej kabiny i jechał w Polskę. Ciężko prowadziło się wtedy ten biznes.

Kochała pani te wielkie samochody?

Na swój sposób tak. Mogę nawet żartobliwie powiedzieć, że to było moje naturalne środowisko. Ciężarówki w garażu, mechanicy, którzy je ciągle naprawiali, rodzice, którzy wspólnie prowadzili transportowy biznes i ciągłe o nim rozmawiali. Byłam tedy w szkole podstawowej, ale ten samochodowy świat był mi bardzo bliski. I dobrze się w nim czułam.

Nie porzucając swoich dziecięcych  marzeń  o założeniu międzynarodowej firmy wybrała pani prawnicze studia.

Studiowałam w Warszawie  prawo i  po trzecim roku wyjechałam za granice. Poznałam świetnego chłopaka,  Amerykanina, za którego wyszłam za mąż. I znowu trafiłam do biznesowego środowiska. Bo rodzina mojego męża prowadziła rozległe interesy w USA i Europie. To była dla mnie praktyczna nauka biznesu, bo choć zawodowo wtedy nie pracowałam, to przecież towarzyszyłam mężowi w jego podróżach w interesach. Mieszkaliśmy wtedy jednocześnie w Ameryce i  w Anglii, w Londynie. To wtedy dojrzała we mnie myśl, żeby założyć polską, międzynarodową  firmę transportową.

Czy to nie był karkołomny pomysł?  Wyruszyć z Polski na podbój międzynarodowego rynku transportowego ? Mieliśmy już co prawda w Polsce raczkujący kapitalizm, ale ciągle byliśmy poza Unia Europejską, a wiec poza wspólnym rynkiem.

Od samego początku miałam jasną wizję budowania tego biznesu. Ponieważ wiele czasu spędzałam w Londynie, postanowiłam to wykorzystać i tam znaleźć strategicznych klientów.  Firma została zarejestrowana w Polsce, w  Starym Sączu, ale  przewoziliśmy towary z  Polski do Anglii, a stamtąd do Europy Wschodniej, do Rosji, Kazachstanu, Ukrainy i Białorusi.. Zaczynaliśmy jako podwykonawcza firma spedycyjna. Początkowo nie mieliśmy własnego taboru.  

Budowała pani biznes wedle strategii jedzenia małymi łyżeczkami?

To było rozsądne, ostrożne inwestowanie, ale tez  budowanie marki solidnej firmy. Kiedy Polska weszła do Unii Europejskiej, otrzymaliśmy od naszych strategicznych klientów propozycje, żeby jeździć po Europie Zachodniej. Weszliśmy w nowe, europejskie trasy, ale nasi podwykonawcy  z polski nie byli i na to nieprzygotowani.  Ich  tabory były przestarzałe. Ciężarówki się psuły i bywało, ze dochodziło do opóźnień w  dostawach. To spowodowało, ze musieliśmy zainwestować we własny sprzęt. Kupiliśmy sto tirów i właściwie w  ciągu jednego roku z firmy spedycyjnej przekształciliśmy się w firmę na firmę spedycyjno- transportową. Nasza flota jeździła głównie po rynkach Europy zachodniej . Tam zaczęliśmy zdobywać strategicznych  klientów. Rozszerzyliśmy biznes na cała Europę.

Jak jest pani przyjmowana  przez branżowy męski świat firm transportowych?

Rzeczywiście transport  międzynarodowy jest  zarządzany jest przez mężczyzn. To oni w tym biznesie zajmują strategiczne stanowiska. Ale tu liczy się przede wszystkim jakość usług. To, że Batim jest zarządzany przez kobietę nie me żadnego znaczenia. Liczy się to, że spełniamy wszelkie wymogi międzynarodowe, mamy najnowszy sprzęt, najlepsze urządzenia i system informatyczny  do zarządzania komunikacją, jesteśmy ambitni, rzetelni, mamy świetne wyniki i najlepszych pracowników. Konkurujemy na globalnym rynku bez kompleksów. Do naszych strategicznych klientów należy Deustche Poste.  BATIM realizuje zamówienia największych firm logistycznych: DHL, DSV, Kuehne+Nagel.

Mówi pani jak typowy właściciel  świetnie prosperującej firmy. Jakoś trudno uwierzyć, że nigdy nie zdarzają się sytuacje, kiedy wywołuje pani pewne poruszenie. Kobieta szefem  międzynarodowej firmy transportowej?

No, może czasami było zdziwienie,  widziałam pewne zaskoczenie kiedy dochodziło do poważnych rozmów biznesowych. Jeśli  jednak moi potencjalni partnerzy w interesach mieli jakieś wątpliwości co do moich kompetencji, to szybko znikały w trakcie rozmowy. Natomiast  dosyć często spotykam się z pytaniem dlaczego wybrałam akurat ten rodzaj biznesu. Wtedy odpowiadam, że wyniosłam to  z domu.

Podobno jest pani jedyną  kobietą w Europie, która od  zera zbudowała międzynarodową  firmę spedycyjno-transportową i stworzyła silną , świetną  markę

Tak mówią moi strategiczni klienci.

 Mówią też, że nie znają drugiej takiej kobiety ?

Zdarza mi się coś takiego usłyszeć. Może dlatego, ze swój biznes prowadzę bardzo aktywnie. Dużo podróżuję w interesach. Prawie w każdym tygodniu jestem w innym zakątku Europy,  na różnych strategicznych spotkaniach. Wyjeżdżam sama i  sama prowadzę spotkania z klientami i negocjuje kontrakty. Niedawno uczestniczyłam w spotkaniu w  firmie Mercedes, która raz do roku zaprasza do siebie najlepszych menadżerów firm transportowych z całego świata. Była tam jedyna kobietą menadżerem.  Zaszczyt był tym większym, że poproszono mnie o wygłoszenie wykładu na temat możliwości  poprawy usług serwisowych w oparciu o doświadczenia mojej firmy.

Czy kobiecość pozwala w prowadzeniu tego męskiego biznesu?

Jeśli oczekuje pani historyjki , o tym, że w biznesie można używać kobiecej kokieterii, to na pewni nie usłyszy jej pani ode mnie. W międzynarodowym transporcie przede wszystkim zdobywa się punkty: za sprzęt, za najlepszą komunikacje i serwis na najlepszym poziomie. Jeśli zdobędziesz 100 punktów należysz w tym biznesie do najlepszych. I kobiecość czy uroda  nie maja tu  nic do rzeczy. Biznes jest  biznes .

Czy istnieją jakieś elementy, które odróżniają biznes kobiecy od męskiego?

-Myślę, że kobiety są mniej skłonne do podejmowania większego ryzyka. Jeśli już na ryzyko się decydują, to raczej na takie, które opiera się na stabilnych podstawach. Kobiety wytyczają sobie jasne i precyzyjnie cele, planując swoje działania. Do tego dochodzi kobieca rzetelność, dokładność oraz pracowitość, a także intuicja. Myślę, że te kobiece  cechy determinują sukces biznesie .

Parytety, o których teraz tak głośno, pani nie były do niczego potrzebne. Ale feministki uważają, że kobietom do osiągnięciu sukcesu potrzebny jest ustawowy doping. Ministerstwo Gospodarki chce wprowadzić parytety dla kobiet przy wyborach do rad nadzorczych spółek. Kobiety tego potrzebują?

Dziś jest wiele kobiet na świecie, które zajmują bardzo strategiczne stanowiska na wszystkich kontynentach i bardzo dobrze sobie radzą. Na równi z mężczyznami pracują i w polityce i biznesie. Nie sądzę, aby potrzebowały prawnego wsparcia. Jeśli kobieta ma odnieść sukces to sama musi iść do góry, musi znać swoją wartość i swoją silę, Jeśli kobiety sprawdzają się w tym co robią, to w naturalny sposób jest ich coraz więcej w radach nadzorczych i zajmują strategiczne stanowiska w firmach.

Czy trzeba być twardą, żeby prowadzić taki  biznes?

Tak, trzeba być bardzo twardą  i konsekwentną. Należy wyznaczać sobie plan i potem go realizować.

Bywa pani bezwzględna?

Tak, jeśli widzę, że coś się rozjeżdża w złym kierunku.  Wtedy trzeba zdecydowanie wkroczyć i przekierować na właściwy tor. Bo w biznesie nigdy wszystko nie idzie idealnie.

Ale  ten biznes to pani pasja.

Tak ,ta praca to moje hobby. Mnie do pracy same niosą nogi. Idę do pracy jak do mojego drugiego domu., Moi pracownicy w biurze, to jest moja rodzina. Razem spędzamy mnóstwo czasu. Stworzyłam tu rodzinną atmosferę. Nie mówi się do  mnie pani prezes i nie puka się do moich drzwi. Panują koleżeńskie, bezpośrednie relacje. Nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej. W transporcie trzeba szybko wymieniać informacje, szybko podejmować  decyzje , szybko łączyć się z klientami i szybo reagować na różne sytuacje.

Nie może pani żyć bez zawodowej adrenaliny?

Ja już tak mam. Ciągle muszę mieć coraz  wyżej stawianą poprzeczkę.  Ode mnie ciągle trzeba wymagać więcej i więcej.  Muszę mieć nowe kontrakty,  nad którymi trzeba pracować.  Zawsze mówię swoim klientom, że lubię wyzwania, którym inni nie potrafili sprostać. Lubię pokazywać, że  jestem najlepsza.

Rozmawiała Agnieszka Michalik

Wywiad ukazał się na łamach miesięcznika „Sądeczanin” w lipcu 2014 roku.  







Dziękujemy za przesłanie błędu

Miesięcznik Sądeczanin - wydanie wrześniowe

PARTNERZY AKCJI