Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Niedziela, 20 września. Imieniny: Eustachego, Faustyny, Renaty
13/02/2020 - 09:30

Dobra książka: Magdalena Ponurkiewicz "Tajemnica węgierskiego manuskryptu" (4)

Adam przez chwilę trzymał w dłoniach zniszczoną książeczkę, ulu­bione opowiadania z czasów dzieciństwa, które Marta – jego babcia – czytywała mu ilekroć tego zapragnął.

(…). Marta Kornecka-Horváth z ulgą opadła na poduszki i zamknęła oczy. Pod powiekami przesuwały się obrazy z jej własnej młodości. Młodości wojennej, burzliwej i niebezpiecznej, która była udziałem jej po­kolenia.

Teraz jest okazja, by podzielić się z wnukiem bodaj częścią losów rodziny, pomyślała.

Siadaj Adasiu, zrób nam herbatę i posłuchaj.

... Moja mama była nauczycielką matematyki, a tata uczył historii. Poznali się w szkole w Podkowie Leśnej, a była to szkoła na zupełnie przyzwoitym poziomie. Pilnowali mnie bar­dzo, bym nie zaniedbywała się w nauce, dzięki czemu na Węgrzech szło mi jak z płatka i robiłam dwa lata w rok. Ale wróćmy do Polski. W 1938 roku mama niestety zmarła, z powodu komplikacji po operacji ślepej kiszki. Dla mnie i dla taty to był straszliwy cios. Nagłe odejście ukochanej osoby to sprawa, która wydaje się być nie do przeżycia, ale jakoś musieliśmy się z tym uporać. Ojciec pracował teraz jak szalony, mnie wspierała z lekka siostra mamy, ciocia Zosia, która jak dziś spojrzę na to, sama potrzebo­wała opieki. Kiedy wybuchła wojna, ojciec spakował manatki i zagarnięty przez przyjaciół udał się wraz ze mną na tzw. uciekinierkę, obawiając się i słusznie, że Niemcy nie zostawią nauczyciela historii w spokoju.

Zatrzymaliśmy się u dalekiego krewnego ojca na Kresach i wtedy 17 września Armia Czerwo­na wkroczyła na te tereny i zaczął się horror. Ojciec był zdruzgotany. Obawiał się, że jeśli coś mu się stanie, ja będę kompletnie sama. Wuj Nite­cki, bezdzietny wdowiec, zaangażowany mocno w politykę, przekonał tatę, że Węgry to kierunek słuszny i ruszyli tam obaj, wlokąc mnie ze sobą. Nie byli jedyni. Ogromna rzesza Polaków ciągnęła tam, lękając się represji ze strony NKWD. Obawy nie były pozbawione podstaw, bo już w trzydzie­stym dziewiątym roku rozpoczęły się aresztowania i wywózki, których sku­tkiem miało być w przyszłości totalne wyniszczenie narodu. 19 września, X Brygada Kawalerii Zmotoryzowanej pułkownika Maczka przekroczyła w drodze na Węgry Przełęcz Tatarską. Na bramie napis: „Witamy braci Po­laków” dodał wszystkim otuchy. Wszystkim łącznie z nami, cywilami, których razem z wojskiem granicę przekroczyło około stu tysięcy. Pamiętam wzruszenie taty, bo chociaż Węgry były wtedy państwem należą­cym do obozu hitlerowskiego, to zachowano neutralność wobec Polski.

– Jak to było możliwe? – zdumiał się Adam.

Dziwny to był układ, ale dla nas Polaków bardzo szczęśliwy.

Obozy uchodźców cywilnych, których znalazło się na Węgrzech kilkanaście tysię­cy, wyglądały w taki sposób, iż Polacy byli lokowani w prywatnych domach, gdzie otoczeni serdeczną opieką gospodarzy, mogli się czuć bezpiecznie. Wszyscy otrzymywali stały zasiłek. Młodzież polska nie tylko mogła uczyć się w polskich szkołach podstawowych i średnich, ale dano jej szansę podjęcia studiów wyższych. O bratniej pomocy, której udzieliły nam Węgry, nie wolno Polakom zapomnieć nigdy! (…).
 

Magdalena Ponurkiewicz, „Tajemnica węgierskiego manuskryptu”, Wydawnictwo Nova Sandec, 2013
Dziękujemy Autorce za udostępnienie cytowanych fragmentów







Dziękujemy za przesłanie błędu

Miesięcznik Sądeczanin - wydanie wrześniowe