Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Poniedziałek, 1 marca. Imieniny: Albina, Antoniny, Radosławy
15/01/2021 - 16:30

Rozwój oznaczał entuzjazm, zmiany i ogrom ciężkiej pracy

W trakcie następnych 40 lat, gdy do Ameryki emigrowały kolejne fale z katolickich krajów Europy, z Kanady i Meksyku, nieustannie brakowało księży, którzy mogliby sprostać takiemu ogromowi duszpasterskich obowiązków.

Fragmenty rozdziału „Dziecko Ameryki”

[…] Zatem przyjście na świat Michaela McGivneya zbiegło się z końcem pionierskiej ery w historii katolicyzmu w Ameryce, kiedy to regularne nabożeństwa były odprawiane jedynie w największych miastach, takich jak Boston, Hartford, Nowy Jork czy Baltimore. Jednocześnie lata jego młodości przypadły niemal dokładnie na początkową fazę intensywnego rozwoju Kościoła katolickiego w Stanach Zjednoczonych.

Rozwój oznaczał entuzjazm, zmiany i ogrom, jeśli nie nadmiar, ciężkiej pracy. W trakcie następnych 40 lat, gdy do Ameryki emigrowały kolejne fale z katolickich krajów Europy, z Kanady i Meksyku, nieustannie brakowało księży, którzy mogliby sprostać takiemu ogromowi duszpasterskich obowiązków.

Przy czym sprawowanie liturgii to był jedynie początek. Świeżo przybyli imigranci zwykle zwracali się do swojego proboszcza po poradę w wielu sprawach daleko wykraczających poza kwestie duchowe. Często chodziło o uciążliwości związane z przyziemnymi aspektami życia w Ameryce. Ci, którzy zostawali duszpasterzami w Stanach Zjednoczonych w tamtych trudnych czasach, byli typem mężczyzn, którzy, gdyby przyszło im zostać lekarzami, rzucaliby się w sam środek epidemii; jako żołnierze zaś dobrowolnie zgłaszaliby się na pierwszą linię frontu.

Jednym z nich był ks. O’Neile, który zgromadził wokół siebie katolicką społeczność Waterbury. I ta wspólnota była całym wszechświatem dla Michaela McGivneya, gdyż przez pierwszych kilkanaście lat życia nie znał niczego poza nią.

Michael dorastał w bezpiecznej atmosferze silnej rodziny – zarówno tej najbliższej, jak i dalszej rodziny McGivneyów i Lynchów rozproszonych po całym Waterbury. Patrick i Mary McGivney mieli w sumie 12 dzieci, z czego siedmioro przeżyło okres niemowlęcy i dorastało wraz z Michaelem. […]

Irlandzka dominacja w Kościele katolickim w Stanach Zjednoczonych w XIX wieku przerodziła się w samonapędzającą się inicjatywę, ponieważ irlandzcy księża pociągali za sobą kolejnych irlandzkich księży. W latach 1850–1870 duchowieństwo w Ameryce niemal przestałoby się rozrastać, gdyby nie ciągłe cumowanie przy brzegach statków z Irlandii.

Douglas Brinkley, Julie M. Fenster "Duszpasterz. Błogosławiony ksiądz Michael McGivney", przełożyli: Tomasz Adamski i Robert Skarba, Wydawnictwo W drodze 2020

Dziękujemy wydawnictwu W drodze za udostępnienie cytowanych fragmentów







Dziękujemy za przesłanie błędu

Lutowy miesięcznik Sądeczanin 2021