Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Piątek, 14 sierpnia. Imieniny: Alfreda, Maksymiliana, Selmy
01/08/2020 - 15:40

W szklankach kawa traci smak

Na tle dotychczasowych osiągnięć literackich Wiesława Myśliwskiego "Ucho Igielne" jest jego najbardziej złożoną książką.

Zaraz po śniadaniu przygotowywała się matka do tej kawy. Podkręcała włosy, malowała usta, czerniła brwi, rzęsy. Ubierała się w świeżą bluzkę, dobierała spódnicę, czyściła pantofle do połysku. Przeglądała się w lustrze, tu skubnęła, tu roztarła, tu podciągnęła, wyrównała, dopóki nie rozległo się pukanie do drzwi wraz z ciepłym głosem:

– Zapraszamy na kawę.

Piła tę kawę omal z nabożeństwem, jakby przenosząc się w przedwojenne czasy, a zarazem w swoją młodość. Właściwie smakowała, nie piła, drobniutkimi łyczkami, prawie przez zamknięte usta. Wypożyczyła im do tej kawy najładniejsze filiżanki, kiedy zobaczyła, że piją w szklankach.

– Któż to pije kawę w szklankach! Przed wojną piło się zawsze w filiżankach – nie tyle się zdziwiła, co prawie obruszyła. – W szklankach kawa traci smak.

Zaczęli się usprawiedliwiać, że kawę piją tylko w pracy, a w pracy wszyscy piją w szklankach. Filiżanki trzeba by swoje z domu przynosić, a szklanki są z przydziału. Stłucze się, dadzą drugą. Zresztą przy takiej pracy, że człowiek nieraz walnie w biurko, rzuci słuchawką telefonu, zerwie się jak oparzony z krzesła, filiżanka mogłaby sama z siebie pęknąć, a szklanka wytrzyma. To i przyzwyczaili się już do szklanek. A przyzwyczajenie wiadomo…

– A cóż to za praca? – Matka była wścibska i lubiła nieraz drążyć.

– Taka sama jak inne potrzebna. Tylko że nie ma określonych godzin. Ile trzeba, tyle się pracuje. Czasem do późna w nocy.

– To współczuję – lubiła matka i współczuć.

Aha, zaniosła im matka również dzbanek do parzenia kawy, bo nie mogła patrzyć, jak zalewają kawę wrzątkiem w szklankach. Dzbanek był jeszcze przedwojenny i od wojny bezużyteczny. Sypało się do niego kawę, zalewało wrzątkiem i kawa parzyła się pod ciśnieniem, nie mówiąc, że długo trzymał ciepło. Stał ten dzbanek w bieliźniarce na najniższej półce, w tyle za poszwami, prześcieradłami. I kiedy coś z tej półki brała, wyciągała i ten dzbanek, żeby choć popatrzyć, przypomnieć sobie, że parzyła w nim kiedyś kawę. Czasem nawet wyrwała jej się z ust jakby nuta żalu, że trzeba będzie ten dzbanek wyrzucić albo dać komuś, kto zbiera stare rzeczy, bo pewnie kawy już nigdy nie będzie.

Kiedyś przy tej kawie, zachwycając się jej smakiem, rzuciła matka nieśmiałe pytanie:

– I gdzież taką kawę można dzisiaj kupić? Bo u nas tylko zbożowa.

– Są takie sklepy – odpowiedziała ona, spoglądając na niego, który nagle zmarszczył czoło. I jakby zatrzymując ją, aby nie zabrnęła, gdzie nie powinna, rzucił ostro:

– Będzie kiedyś i tutaj. Teraz są pilniejsze sprawy niż kawa.

Trzeba kraj odbudować ze zniszczeń, zapewnić ludziom pracę. Zaszczepić wiarę, że będzie lepiej niż kiedyś, bo wszystko jest w zapaści po tej wojnie. A do tego niemało i takich, którzy przeszkadzają. Kawa potem. Pracowałem przed wojną przy tych wałach i nie piłem kawy, chociaż była w sklepach. Żar, z jakim to mówił, widocznie przekonał matkę.


Wiesław Myśliwski, „Ucho igielne”, wydawnictwo Znak, 2018
Dziękujemy wydawnictwu Znak za udostępnienie wybranych fragmentów







Dziękujemy za przesłanie błędu

Sądeczanin HISTORIA (2-2020)