Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Czwartek, 24 października. Imieniny: Arety, Marty, Marcina
30/05/2018 - 13:40

Dobra książka. Fragmenty ulubionych książek dzieciństwa. "Tajemniczy ogród" (3)

Potomek kontynuujący dzieło, inicjator rodzinnych rewolucji, emocjonalny biorca bez pokrycia kredytowego, magazyn kłopotów proporcjonalnych do wzrostu, a jednocześnie ósmy cud świata. Stajemy się w życiu rodzicami, szefami, doradcami, ale doskonale wiemy, że dopóty czujemy radość życia, dopóki umiemy odnaleźć w sobie to, kim jesteśmy. Każdy z nas to niepokorne, fascynujące, jedyne w swoim rodzaju dziecko.

„— Czy myślisz, że on umrze? — zapytała Mary.

— Matka mówi, że trudno, żeby mogło żyć dziecko, które jest pozbawione świeżego powietrza, nic nie robi, tylko leży, ogląda książki z obrazkami i łyka lekarstwa. Dlatego to jest słaby i nie lubi, żeby go wynosili do ogrodu, łatwo się zaziębia i choruje.

Mary siedziała, patrząc w ogień.

— Ciekawam — rzekła z wolna — czy by mu dobrze nie zrobiło wyjść do ogrodu i patrzeć, jak roślinki rosną. Mnie to dużo dobrego zrobiło.

— Jeden z najgorszych napadów, jakie miał — ciągnęła dalej Marta — to był, gdy go raz zawieźli tam, gdzie są te róże przy fontannie. Czytał on gdzieś w jakiejś książce, że ludzie dostają „różanej gorączki” i zaczął kichać, i powiedział, że jej dostał, a potem nowy ogrodnik, który nie znał zwyczaju przyszedł i ciekawie mu się przyglądał. Wtenczas wpadł w furię i powiedział, że na niego patrzą, bo mu garb wyrasta. Tak krzyczał, aż dostał gorączki i całą noc chorował.”

 

„Dick rozmyślał głęboko, gładząc grzbiet liska.

— Ręczę, że by to było znakomicie dla jego zdrowia — powiedział. — My przecież wcale nie myślimy, że byłoby lepiej, żeby się nie był urodził. Jesteśmy sobie po prostu dwoje dzieci, które lubią patrzeć, jak się rozwijają roślinki w ogrodzie, a on byłby trzecim. Dwóch chłopczyków i mała dziewczynka, którzy przyglądają się wiośnie. Ręczę, że to byłoby lepsze jak wszystkie mikstury doktorskie.”

„— Nie mogę przestać płakać! — zawodził i szlochał. — Nie mo-mogę! nie m-m-mogę!

— Możesz! — krzyknęła Mary. — Cała twoja choroba to histeria i złość. Histeria! Histeria! Histeria! — i za każdym razem łupała nogą.

— Cz-czułem narośl… cz-czułem — wykrztusił Colin. — Wiedziałem, że tak będzie. Będę miał garb, a potem umrę!

Znów się począł wić i twarz wykrzywiał, i szlochał, i jęczał, lecz nie krzyczał.

— Nieprawda! Nie czułeś żadnej narośli! — przeczyła Mary. — Jeśliś co czuł, to narośl histeryczną. Histeria robi narośle. Nic nie masz na tych twoich obrzydliwych plecach: nic prócz histerii!”

„Słońce ciepłymi promieniami pieściło twarzyczkę Colina niby ręka kochająca. Mary zaś i Dick stanęli, przyglądając mu się z podziwem. Wyglądał dziwnie i całkiem odmiennie — kolory niby płomień objęły go całego, zaróżowiły twarzyczkę, szyję, ręce…

— Będę zdrów teraz! Będę zdrów! — zawołał. — Mary! Dicku! Zdrów będę! I będę żył zawsze, zawsze, zawsze!”

Cytaty pochodzą z książki Francesa Burnetta „Tajemniczy ogród” wyd. 44.pl.

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu