Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Wtorek, 12 listopada. Imieniny: Konrada, Renaty, Witolda
25/08/2019 - 16:05

Dobra książka. Jacek Cygan "Przeznaczenie, traf, przypadek" (7)

„Przeznaczenie, traf, przypadek” to zbiór opowiadań, które dotykają tego, co nieuchwytne, ale dla nas najważniejsze. Bohaterowie tej książki z powodu pozornie błahych zdarzeń stają przed koniecznością przewartościowania całego życia. Choć bardzo chcą, nie potrafią zrozumieć tej „magii”, która wykrzywia ich ścieżki, nie dając się objąć umysłem i emocjami.

„Morrisson” (2)

(…) Tego wieczoru, kiedy Marysia pracowała w bibliotece na drugą zmianę, Andrzej otwierał drzwi wejściowe do ich mieszkania. Zauważył, że lekko szurają po posadzce korytarza. Były pożółkłe ze starości, a w niektórych miejscach lakier odchodził i robiły się tak zwane purchle. Wszedł do środka, usiadł przy stole, nalał sobie kieliszek wódki i patrzył. Wyglądały ohydnie. (…)
- Czemu wszystko wokół ciebie jest takie brzydkie? – powiedział Andrzej do siebie samego i wypił kieliszek duszkiem. I w tym momencie podjął decyzję.

- Witam uprzejmie. Co pana interesuje? – zapytał prezes Kopeć, kiedy usiedli przy biurku w jego gabinecie.
Był to mężczyzna na oko w wieku Andrzeja. Łysy z przodu, z kitką siwych włosów spiętych z tyłu głowy. W skórzanej kurtce nabijanej ćwiekami i skórzanych spodniach nie wyglądał na prezesa czegokolwiek.
- Prawdę mówiąc, najbardziej interesuje mnie pan – zaczął Andrzej.  – Wie pan, ja też kochałem kiedyś Doorsów.
Prezes Kopeć uśmiechnął się, otworzył szufladę biurka, wyjął pęk kluczy.
- Coś panu pokażę –powiedział z tajemniczą miną. (…)
- Więc to pan ukradł tę rzeźbę z cmentarza Père-Lachaise? – zapytał Andrzej.
- Niestety, nie ja. Ale byłem tam, kiedy rzeźba  stała  jeszcze na grobie Jimiego. Wie pan, zanim ktoś ją ukradł. Zrobiłem zdjęcia i niedawno mój znajomy rzeźbiarz wykonał to cudo.
- Niesamowite, jak pan to wymyślił? – Andrzej był wyraźnie poruszony.
- Wie pan, byłem prezesem dużej firmy. Zarabiałem masę forsy. Któregoś dnia zdałem sobie sprawę, że ginę, że mnie już nie ma. Rzuciłem wszystko w diabły. Założyłem tę foremkę sprzedającą drzwi. Jestem tylko ja i sekretarka. My tylko pośredniczymy między klientem a producentem. Ale przychodzą tu normalni ludzie. No i mogę być sobą.
- Dodał pan jedno „s”? – zapytał Andrzej.
- Cieszę się, że pan to zauważył. Wie pan, nie chciałem mieć kłopotów z ewentualnymi spadkobiercami prawdziwego Morrisona.
Wrócili do gabinetu, usiedli przy kawie.
- Zazdroszczę panu – powiedział Andrzej – moje życie jest raczej bezbarwne.
- Ma pan stare płyty Doorsów? – spytał prezes.
- Leżą gdzieś w piwnicy. Nie mam ich nawet na czym odtworzyć – odparł Andrzej.
- Pan przyniesie, posłuchamy razem.(…)

- Boże, jak ja skapcaniałem. I dopiero ten Kopeć…
Dwa dni później, kiedy Marysia znowu pracowała na drugą zmianę, pojechał taksówką do firmy. (…) W Andrzeju coś się odblokowało, jakby zaczęła w nim płynąć nowa krew. Gadali kilka godzin, przeszli na ty. Prezes miał na imię Krzysztof. W pewnym momencie Andrzej powiedział:
- Krzysiu, mam do ciebie prośbę. Zrób mi kosztorys, chcę wymienić u siebie wszystkie drzwi. (…)

Jacek Cygan, „Przeznaczenie, traf, przypadek”, wydawnictwo Znak literanova, Kraków 2016

Cytowane fragmenty pochodzą z opowiadania „Morrisson”

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu