Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 19 czerwca. Imieniny: Gerwazego, Protazego, Sylwii
21/08/2022 - 17:15

Kto tego nie przeżył, nie uwierzy... Czyli spostrzeżenia nauczyciela po zdalnym

Jakub Bulzak, nauczyciel sądeckiej „jedynki” podsumowuje rok szkoły 2021/2022. Zaległości nie do nadrobienia, socjalizacyjne zdziczenie, brak zasad – to największe problemy, z którymi jeszcze przez długi czas będą się borykać uczniowie i nauczyciele. Felieton został opublikowany w sierpniowym numerze miesięcznika „Sądeczanin”.

Czytaj również: Nowy Sącz stolicą Polski! To brzmiałoby dumnie... Piłsudski nie mógł się mylić

Zaległości nie do nadrobienia

Od strony dydaktycznej zdalne nauczanie wygenerowało u uczniów zaległości nie do nadrobienia. Nie warto się oszukiwać co do efektywności prowadzonych w  ten sposób zajęć. Trawestując znane powiedzenie: czego się nauczało na zdalnym, zostało na zdalnym. Bo nie w głowach uczniów. Było, przepadło „i  nie wróci więcej”.

No, może jeszcze w  przypadku matematyki nauczyciele, chcąc nie chcąc, będą musieli nadrobić zaległości z  wcześniejszych klas, bo nie ruszą z  nowym materiałem: nie da się mówić o  bryłach bez podstawowej wiedzy na temat figur płaskich. Ale z  innych przedmiotów: biologia, chemia, fizyka, geografia, historia, te braki w wiedzy będą już trwałe. Historyk nie wróci już do średniowiecza, bo musi pędzić z materiałem z zakresu nowożytności itd.

Tematyka omawiana w okresie nauczania zdalnego będzie cały czas białą plamą w  wykształceniu. Braki ze szkoły podstawowej będą ujawniać się po kilku latach w szkole średniej. W ten sposób efekty zdalnego nauczania będą w  rzeczywistości szkolnej zauważalne jeszcze przez 6 lat – do 2028 roku, czyli do momentu aż cyklu kształcenia nie ukończą uczniowie, których zdalne nauczanie z marca 2020 r. zastało w IV klasie szkoły podstawowej. Wspomniane wyżej braki będą się za nimi ciągnęły aż do matury i wtedy dadzą o sobie znać.

Oduczyli się samodzielności

O tym problemie pisałem już przed rokiem – okres edukacji zdalnej był czasem masowych wykroczeń w  postaci przywłaszczania sobie cudzej własności intelektualnej, kopiowanej in extenso, oddawanej jako własny wysiłek, w  postaci zadań, referatów itd.

Po powrocie do nauki stacjonarnej proceder ten przyniósł dwa skutki. Część uczniów kontynuowała go, nawet na sprawdzianach, próbując dosłownie przepisywać tekst z  podręcznika lub ukrytych telefonów.

Inna część oddawała całkowicie lub niemal puste kartki, gdyż regularne plagiatowanie kompletnie zaburzyło ich umiejętność samodzielnego przyswajania i utrwalania wiedzy. Ten brak samodzielności, w  połączeniu z  wyżej wspomnianymi brakami wiedzy daje mieszankę piorunującą.

Objawia się to np. w  uzyskiwanych ocenach. W  roku szkolnym 2020/2021 były to same piątki. Po powrocie do nauki stacjonarnej zagrożenie oceną niedostateczną na semestr. Widać to też w  kombinowaniu – od zawsze nieodłącznym przymiocie uczniów.

Dla mnie od początku pracy w  szkole był to pewien probierz stopniowego upadku edukacji – uczniowie coraz mniej potrafili kombinować. Ten rok, kiedy nie musieli się wysilać, zabił niezbędną do tego kreatywność.

Socjalizacyjne „zdziczenie”

Brak nauki stacjonarnej, czyli także brak funkcjonowania w  konkretnej społeczności oraz obecności w  instytucji publicznej dobitnie potwierdził prawdę, że od wychowywania jest dom, a nie szkoła. Ona może ten proces wesprzeć, utrwalić. Okazało się to w sposób paradoksalny, bo kiedy brakło kontaktu ze szkołą, całkowicie brakło wychowawczego oddziaływania.

Mówiąc inaczej, dzieci przez kilka miesięcy siedzenia w domu całkowicie zapomniały o najprostszych zasadach dobrego wychowania. I  nie mam na myśli uczniów sprawiających problemy, bezczelnych i  grubiańskich.

Również tzw. dobrzy uczniowie, nie sprawiający kłopotów wychowawczych, po zwróceniu im uwagi, że należałoby na powitanie powiedzieć „dzień dobry”, że lepiej powiedzieć „proszę” zamiast „niech”, patrzą na nas szczerze zdziwionym wzrokiem, z którego naprawdę możemy wyczytać, że nikt im o tym nie przypomina (bo nawet nie zakładam, że nikt ich tego dotąd nie nauczył).

Socjalizacyjne „zdziczenie” objawia się jeszcze na jednym, cokolwiek drażliwym polu. Jest nim kwestia ubioru, zwłaszcza dziewczęcego. Nawet pisać o  tym jest niezręcznie, bo natura tego problemu pozwoliła mi ująć go w  formę bon motu: Kiedyś licealistka od ladacznicy odróżniała się przynajmniej strojem.

Zawsze zdarzały się uczennice uwielbiające skąpe kreacje. Ale był to pewien margines. Natomiast moda ostatnich miesięcy uczyniła regułę z tego, co kiedyś określano mianem: wyzywające, niestosowne. I nie jest to problem letnich miesięcy, gdy upały skłaniają do minimalizowania i miniaturyzowania zakładanej odzieży.

Byłby to pewnie temat na zupełnie osobną dyskusję o normach, regułach, wolności itp. Jednak moim zdaniem, szkoła jako instytucja publiczna, wymaga ubioru stosownego dla takich miejsc. Tylko, że rozwiązanie problemu nie jest wcale łatwe. Bo oczywiście statuty szkolne określają ogólne zasady ubioru. W odpowiedzi na co uczniowie przywołują dziesiątki internetowych autorytetów, które udowadniają, że to zamach na ich wolność.

Ale zapisy statutowe są rozwiązaniem ułomnym, bo gdzie prawnicza precyzja w określeniach „zbyt krótkie”, „jaskrawe”, „wyzywające”. Czy długość spódnic i  głębokość dekoltów należy określać w centymetrach? I egzekwować to prowadząc codziennie rano pomiar linijką przy wejściu do szkoły?

A  do tego obecnie jakiekolwiek zwracanie uwagi na kwestię niestosownego wyglądu może być łatwo okrzyknięte jako molestowanie. Wyobrażacie sobie Państwo, że wychowawca-mężczyzna prowadzi uczennicę do dyrektora-mężczyzny, by ten udzielił jej nagany za niestosowny strój, którym jest prześwitująca bluzka i brak innej bielizny… (ubiór autentyczny)?

Kiedy parę lat temu koleżanka zwróciła uwagę matce uczennicy, że ta ubiera się niezbyt stosownie, nosząc bluzki z  głębokim dekoltem, usłyszała od niej: „Pani to przeszkadza, bo pani jej zazdrości…”. Czyli nie tylko nauczyciele-mężczyźni są bezradni w  staraniach o to, by licealistki od ladacznic różniły się choćby strojem…

Ostatnio dokonałem zdumiewającego odkrycia. Dawniej, kiedy wracałem ze szkoły do domu, pierwszą zauważalną jego właściwością była panująca w nim cisza. Podobnie było, gdy w czasie tzw. okienka, lub zaraz po zajęciach szedłem do kogoś znajomego pracującego w urzędzie, czy instytucji publicznej: od razu zwracałem uwagę na spokój tych miejsc.

A  kilka miesięcy temu, pełniąc dyżur na wcale niepustym korytarzu, uderzyło mnie, że tam też panowała cisza. Znajdujący się dokoła mnie uczniowie nie rozmawiali ze sobą, nie nawoływali do siebie, nie krzyczeli – wszyscy albo patrzyli w  ekrany telefonów, albo stali/spacerowali samotnie. Muszę przyznać, że widok ten mnie przeraził…

Powrót do szkoły po edukacji zdalnej przyniósł ze sobą również niespotykane wcześniej zjawiska. Najczęstszym zadawanym na lekcjach pytaniem, wcale nie pojedynczym, była prośba o  możliwość wyjścia do toalety. Sprawa druga, to niekontrolowane jedzenie i  picie w  czasie lekcji. Uczniowie po prostu przyzwyczaili się, że siedząc w domach przy monitorach wszelkie swoje potrzeby realizują bez względu na harmonogram lekcji.

Po powrocie do szkoły i  ponownym wtłoczeniu w system 45-minutowych jednostek dydaktycznych nie potrafili się do niego zaadaptować. Podobnie z koniecznością siedzenia przy stolikach i ręcznego pisania. Pierwsze tygodnie po powrocie do normalnego nauczania były pod tym względem prawdziwą udręką.

Nie chcę tu rozpętywać debaty na temat rytmu załatwiania potrzeb fizjologicznych (zaznaczę tylko, że nauczyciel nie może wyjść z sali kiedy chce, albo nawet trochę musi…), ale spróbujcie Państwo efektywnie prowadzić zajęcia z  grupą, w  której co kilka minut ktoś prosi o  pozwolenie wyjścia do toalety i w efekcie co kilka minut ktoś wstaje/siada, wychodzi/wchodzi, otwiera/zamyka drzwi (zazwyczaj nie dbając o  możliwe eliminowanie hałasu związanego z tymi czynnościami).

Niedawno moja koleżanka polonistka słusznie zauważyła: uczniowie emocjonalnie zatrzymali się w marcu 2020 r. i w zasadzie przez cały miniony rok szkolny nie potrafili tego nadrobić. Bo zatrzymali się na tym etapie edukacji na jakim byli u początku pandemii: emocjonalnie, mentalnie nadal tkwili w II semestrze np. klasy siódmej szkoły podstawowej, a nominalnie uczęszczali już do pierwszej klasy liceum.

Moim zdaniem właśnie te dwa roczniki – tegoroczni pierwszo i drugoklasiści szkół średnich zostali najbardziej poszkodowani nauczaniem zdalnym. Ich największa dotychczasowa zmiana – przejście do nowej szkoły, nowego środowiska, dla uczniów dojeżdżających także do nowego miasta – została zaburzona okresami nauki zdalnej.

W najnowszym miesięczniku: Kto bardziej odpowiada za węglowe porażki Polski: Tusk czy Kaczyński? Felieton Jana Rokity

Czy wirtualny jest realny?

Do marca 2020 r. z  różnym skutkiem, ale próbowaliśmy młodym ludziom uzmysłowić i  wytłumaczyć, że istnieją dwa równoległe światy: realny i  wirtualny, i  że prawdziwym jest ten pierwszy. Ale po marcu 2020 r. okazało się, że świat wirtualny stał się po pierwsze jedynym, po drugie prawdziwym. Bo to tam odbywała się edukacja, to tam zaspokajano potrzebę relacji towarzyskich. I wyprowadzenie młodzieży z tego świata jest zadaniem niezwykle trudnym, a czasem nawet niemożliwym.

Przekonali się, że można tam przenieść niemal całe swoje życie. I może to niestety mieć fatalne konsekwencje. Bo wzmocniło obecne już wcześniej przekonanie, że jak czegoś nie ma w Internecie, to w ogóle nie istnieje. A  nawet bardziej: tylko to, co obecne w  Internecie jest wartościowe, sensowne.

Autorytetami stali się streamerzy posiadający swoje kanały w  mediach społecznościowych. Zachowaniami młodzieży nie sterują rodzice, ani tym bardziej wychowawcy, ale influencerzy. Oni są punktem odniesienia, pierwszą i ostateczną instancją. A argumentem nie jest logika, prawda, ale liczba polubień, subskrypcji i odsłon.

Jest to o tyle zatrważające, że media społecznościowe, które w głównej mierze wypełniają czas nastolatków, przechodzą ewolucję podobną do tej, której doświadcza ludzkość, tylko w  odwrotnym kierunku. Najpierw były dość proste komunikatory, dzięki którym prowadziło się w miarę normalną rozmowę, podobną do dyskusji na żywo (np. Gadu-Gadu). Ale już tam pojawiły się nieznane dotąd epistolografii tzw. emotikony oraz skróty, ułatwiające i przyspieszające komunikację.

Z  czasem w  zasadzie zastąpiły one normalne zdania i wyrazy. Kolejne wersje komunikatorów i aplikacji coraz bardziej eliminowały słowo, zastępując je obrazem. Aż doszliśmy do kompletnie nic nie wnoszących i  kretyńskich wynalazków, jak np. Snapchat, polegający na wysyłaniu znajomym własnych zdjęć, które można na wiele sposobów przerabiać, na przykład dodając sobie królicze uszy, albo kocie wąsy…

Przyznają państwo: niezwykle wysublimowana, rozwojowa aktywność, wnosząca wielką wartość w życie każdego młodego człowieka, który wykonując dziennie setki tego typu zdjęć, szczęśliwie nie ma już czasu na lekturę oraz aktywność fizyczną.

Pamiętam, że kiedy już wiele lat temu sarkałem na stale zwiększający się czas aktywności młodzieży w rzeczywistości wirtualnej, wielu znajomych drwiło ze mnie, że chcę stawać w poprzek postępowi i odwracać nieuchronne procesy, które dodatkowo mają wiele plusów.

Teraz okazuje się, że im dłużej jako ludzkość korzystamy z  narzędzi przenoszących nas do wirtualnego świata, tym bardziej zagrożenia dominują nad korzyściami (oczywiście niezaprzeczalnymi, ale tylko dla tych, którzy potrafią kontrolować używanie tego typu narzędzi, a jak widać wiele osób, nie tylko zresztą młodych, tego nie potrafi)…

Dalszą część felietonu Jakuba Bulzaka można znaleźć w miesięczniku „Sądeczanin” (8/2022). Miesięcznik dostępny jest w e-wydaniu oraz w wybranych punktach sprzedaży na terenie Sądecczyzny:

Nowy Sącz

  • Księgarnia „Alfabet” przy ul. Jagiellońskiej 5
  • Księgarnia i antykwariat "Bestseller" przy ul. Sobieskiego 1
  • Sklep spożywczy „Danek” na Wólkach
  • Sklep muzyczny MUSICBAN przy ul. Barbackiego 15
  • Kiosk wielobranżowy przy ul. Jagiellońskiej 23
  • Kiosk wielobranżowy przy ul. Kościuszki 20
  • Miasteczko Galicyjskie, Lwowska
  • Salon prasowy przy ul. Krakowskiej 31
  • Sklep Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej, ul. Sobieskiego 22
  • Sklep Spółdzielni Ogrodniczej Ziemi Sądeckiej w Nowym Sączu przy ul. Chopina 10
  • Sklep PYZIK w Nowym Sączu, ul Lwowska

Chełmiec

  • AGRO-MARKET w Chełmcu, ul Papieska 22 c
  • Sklep spożywczo-przemysłowy "Od A do Z" w Niskowej

Brzezna

  • Sklep spożywczo-przemysłowy BEATRICZE w Brzeznej

Grybów

  • ul. Rynek 1

Kamianna

  • Barć Kamianna

Łącko

  • Sklep u Pasonia, Łącko 214

Piwniczna

  • Delikatesy Centrum, ul. Daszyńskiego 11A

Marcinkowice

  • Sklep GS „Samopomoc Chłopska”  Nr 4- EURO Sklep

([email protected], fot. RG - ilustracyjne)







Dziękujemy za przesłanie błędu