Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Sobota, 26 września. Imieniny: Cypriana, Justyny, Łucji
16/02/2019 - 16:20

Kulturalna sobota: Wojna nie ma w sobie nic z kobiety

Opowiadania "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety" S. Aleksijewicz to literatura faktu. Warto je przeczytać. Warto wiedzieć, że wojna to tragedia, zwłaszcza dla najsłabszych. Polecam je osobom dorosłym, a zwłaszcza decydentom, aby przez swoje nieprzemyślane decyzje nigdy nie dopuścili do wybuchu jakiejkolwiek nienawiści wobec bliźniego - pisze Rozalia Kulasik z DKK w Starym Sączu.

Wojna nie ma w sobie nic z kobiety - Swietłana Aleksijewicz, wydawnictwo Czarne

O Swietłanie Aleksijewicz po raz pierwszy usłyszałam w 2015 roku, kiedy została laureatką  literackiej Nagrody Nobla za cykl reportaży wojennych. Jednak dopiero niedawno, w DKK  zetknęłam się z tym zbiorkiem. Zaintrygował mnie tytuł  „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”. Wojna to domena mężczyzn. Co robiły tam kobiety?

„Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” to  według autorki powieść napisana z głosów samego życia. To zapis opowieści kobiet, które walczyły i przeżyły a jednocześnie -  dokument
o okrucieństwie wojny.  Autorka przez wiele lat poszukiwała swoich bohaterek, kobiet – żołnierek, by wysłuchać  ich relacji. Dotarła do setek kobiet i potrafiła nakłonić do zwierzeń, co wcale nie było łatwe. Nie wszystkie chciały opowiadać o tym, co przeżyły, inne wypowiadały się anonimowo, obawiając się o siebie i swoich bliskich, mimo, że od wojny upłynęło 40 lat. O tym, co przeżyły opowiadały płacząc, cichym i prostym językiem. Mówiły, że zapach krwi i wojenne koszmary prześladują je przez całe życie. Opowiadały, dlaczego chciały walczyć, o tym, jak walczyły i o tym, co spotkało je po wojnie.

W większości były ochotniczkami. Niektóre z nich nawet niepełnoletnie. Inne zostawiły małe dzieci pod opieką swoich matek… . Wszystkie chciały walczyć, by ratować ojczyznę lub pomścić swoich bliskich. Poszły na wojnę w pantofelkach i sukienkach. Tam zetknęły się z wojenną rzeczywistością. Dostały męskie ubrania i buty. Zachowywały się po męsku i słyszały soczyste przekleństwa.

Pełniły różne funkcje. Były sanitariuszkami, lekarkami, snajperkami, lotniczkami, praczkami i kucharkami. Zrzucały też bomby i zabijały oraz wynosiły rannych spod kul. Musiały przy tym być odważne, silne psychicznie i fizycznie. Zapomniały wtedy o swojej płci. I fizjologia o nich zapomniała. Wiele z nich zginęło, wiele dostało się do niewoli. Zrozumiały, że wojna „pachnie po męsku”, wojna to zabijanie, a rolą kobiety jest dawanie życia. „Ludzkie życie to jest dar. Wielki dar! Człowiek nie jest właścicielem tego daru”. Wspominają też o gwałtach i przemocy ze strony swoich frontowych kolegów, o głodzie, chłodzie i myśli, że w każdej chwili mogą zginąć. Wojna w ich wspomnieniach, to największe zło na świecie, nie ma w nim miejsca na sentymenty i uczucia.

Opowiadają, że ich powojenne losy są nie mniej tragiczne. Na wojnie bały się śmierci, a po wojnie życia. Medale i odznaczenia musiały schować głęboko w szufladach. Mężczyźni, którym ratowały życie, milczeli i żenili się z innymi, kobiety odsądzały je od czci. Pozostawione dzieci nie chciały znać swoich prawdziwych matek. Ojczyzna też o nich zapomniała. Były pogardzane i musiały znosić upokorzenia. Te, które były w niewoli, po powrocie zostały zesłane do łagrów, najmniej na 5 lat.

Opowiadania to literatura faktu. Warto je przeczytać. Warto wiedzieć, że wojna to tragedia, zwłaszcza dla najsłabszych. Polecam je osobom dorosłym, a zwłaszcza decydentom, aby przez swoje nieprzemyślane decyzje nigdy nie dopuścili do wybuchu jakiejkolwiek nienawiści wobec bliźniego. Polecam je też wszystkim ludziom, dla których pokój na świecie stanowi najcenniejsze dobro.

tekst: Rozalia Kulasik

Dyskusyjny Klub Książki

Powiatowa i Miejsko-Gminna Biblioteka Publiczna w Starym Sączu







Dziękujemy za przesłanie błędu

Miesięcznik Sądeczanin - wydanie wrześniowe