Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Niedziela, 31 maja. Imieniny: Anieli, Feliksa, Kamili
03/10/2017 - 07:00

Poeci Sądecczyzny: Jacek Lubart-Krzysica

Urodził się w Krakowie, mieszka pod Wawelem. Jako dziennikarz „Gazety Krakowskiej” pisał reportaże o Sądecczyźnie (głównie o Łemkach). Zafascynowała go ta kraina. Na początku lat dziewięćdziesiątych zakupił w Bereście chałupę łemkowską wraz z dwoma hektarami pola. Spędza tam sporo czasu, rozkoszuje się ciszą, krajobrazem, pisze wiersze, odwiedza pobliską Krynicę, rozmawia z ludźmi, propaguje swoją twórczość.

Jacek Lubart-Krzysica urodził się 24 stycznia 1942 roku w Krakowie. Matka Maria z Gosiczowskich, ojciec Józef (aresztowany w 1943 roku przez gestapo, zmarł w 1945 roku w obozie hitlerowskim Mauthausen-Gusen w Austrii). Maturę zdał w szkole wieczorowej w Bielsku-Białej, gdzie po wojnie przeniosła się matka. Studiował andragogikę w filii Uniwersytetu Warszawskiego w Katowicach. Po marcu 1968 roku przerwał naukę. W latach 60. mieszkał przez pewien czas w Oświęcimiu. Pracował w przepompowni w Brzeszczach-Jawiszowicach, przygotowywał poemat Dzieci wojny, brał udział w tamtejszym kabarecie „Łatka”. W 1964 wrócił do Bielska-Białej, gdzie współpracował z miejscową redakcją oraz kontynuował swój teatr improwizacji. Od 1968 roku na stałe zamieszkał w Krakowie.

Jest pisarzem, przede wszystkim poetą, reportażystą (słynne reportaże o Łemkach), autorem tekstów piosenek, animatorem kultury, edytorem. Jako dziennikarz współpracował z „Życiem Literackim”, „Przeglądem Tygodniowym”, „Gazetą Krakowską”, „Przekrojem”, „Studentem”, „Aurą”. W roku 1986 założył w Krakowie Stowarzyszenie Konfraternia Poetów, które przez wiele lat działało przy Podgórskim Domu Kultury. Nazwa nawiązuje do Konfraterni Artystycznej z 1938/1939 roku, do której należał jego ojciec i Karol Wojtyła. W Oficynie Konfraterni Poetów opublikował ok. trzystu tomików poezji. Są to antologie najczęściej złożone z tekstów autorów współczesnych, uwzględniają też twórców regionalnych i zagranicznych. W 2005 roku otrzymał nagrodę im. Władysława Orkana. Jego niektóre utwory były przełożone na język rosyjski, litewski, ukraiński, niemiecki, węgierski, słowacki, czeski, angielski, arabski i chiński.

Znany krakowski krytyk i poeta Jerzy Lisowski przy okazji wydania tomiku Obok  w 1997 roku powiedział o nim m.in.:

„Czy takich osób, podobnych postaci w obecnej Polsce mamy wiele? Obawiam się, że nie. To zapaleńcy, ludzie szaleni szaleństwem Poezji, popularyzatorzy mowy wiązanej, którzy umieją wziąć w nawias własne ambicje, prywatne plany, aby poświęcić się bez reszty swej pasji – dla innych […]. Ileż to od powstania krakowskiej Konfraterni Poetów w roku 1986 wymyślił imprez, inicjatyw, spotkań, biesiad, łamania się słowem, chlebem, pamięcią?”

To prawda. Aktywność Jacka Lubart-Krzysicy w propagowaniu poezji, w odkrywaniu nowych talentów poetyckich, umożliwianiu im debiutu jest ogromna. Natomiast jego własna twórczość jest w tym kontekście znacznie skromniejsza. Zamyka się ona w sześciu tomikach wierszy: Gorycz nadziei (Kraków 1989), W Krakowie (Kraków 1994), Obok (Kraków 1997), Rymowanki kranowianki (Kraków 2014 – dla dzieci), Kraków poezji (Kraków 2016, rysunki Wojtek Kowalczyk, tłum. na j. chiński Dominika Ptak i Luo Shuaike), Jestem (Kraków 2016). Jest nadto autorem dwóch tomów prozy: Nikodem i syn Nikodema (Kraków 2004), Nikodem i miłość (Kraków 2008) oraz okolicznościowej książki Tramwajem przez Kraków (Kraków 2005). Wszystkie pozycje ukazały się w Oficynie Konfraterni Poetów.

Jak owa – wspomniana już – fascynacja Sądecczyzną wyraża się w twórczości, w wierszach Jacka Lubart-Krzysicy? Twórczość poety – jak wspomniałem – nie jest zbyt obfita. W kolejnych tomikach powtarzają się teksty wcześniej wydane, a niektóre mają wręcz użytkowy charakter, jak Rymowanki kranowianki czy Tramwajem przez Kraków.

Zatrzymam zatem przez chwilę uwagę czytelników na ostatnim tomiku Jestem, który jest swego rodzaju przeglądem całej twórczości poetyckiej Jacka Lubart-Krzysicy. Tematyka tych wierszy jest urozmaicona; od wierszy metaliterackich, wspomnień o zmarłych poetach, tekstów o sztuce, przez egzystencjalne, o życiu, najbliższych, po próby weryfikacji pojęcia patriotyzmu. Mamy tu dziewięć tekstów, pod którymi figuruje adnotacja: Berest i data. Oto ich tytuły: Uleczanie niemocy (był wcześniej drukowany w Obok, 1997), Moja żona, W Bereście, Granice poezji (był w tomie Kraków poezji, 2016), Poezja jest odgłosem ciszy, Dzień w Bereście, Wieczór z Tobą, Łąka, Owocna jesień.

Czym jest dla autora ten fragment Sądecczyzny, jakie wywołuje poetyckie skojarzenia, jaką pełni rolę? Otóż lektura tych utworów upewnia mnie w przekonaniu, że Berest, położona na wzgórzu chata to przede wszystkim dla autora oaza spokoju po miejskim tumulcie, to piękny łagodny krajobraz, to możliwość bezpośredniego obcowania z przyrodą, obserwowania roślin, kwiatów, pór roku i dnia. W niektórych tekstach brzmią echa młodopolskiej adoracji wsi, w niektórych Jana Kochanowskiego stoicki zachwyt nad sielskością. Oto wybrane przykłady: Uleczanie niemocy – to tekst o tematyce egzystencjalnej, wpisany w krajobraz sądecki („obmywszy spocone stopy| w porannej  rosie| wzbijam się wraz z szybującym orłem| ku wschodzącemu zza Beskidów słońcu”), zespolony z tutejszą przyrodą, która pełni wobec podmiotu lirycznego funkcję kojącą. Moja żona i W Bereście to bardzo osobiste wiersze  o szczęściu rodzinnym, towarzyszce życia, i pustce po jej odejściu w chacie i ogrodzie. Berest to także miejsce, w którym powstają wiersze o tematyce metaliterackiej (Granice poezji, Poezja jest odgłosem ciszy). Mamy też teksty na temat natury: Łąka – erotyk, kontaminacja namiętności, uczuć i przyrody , Wieczór z Tobą – kontemplacja natury, fascynacja wsią, Dzień w Bereście – pełna radości pieśń opiewająca zwyczajny, pogodny, spokojny dzień czy Owocna jesień, która kończy się słowami:

„więc trzeba przysiąść| i przestać się spieszyć| by dojrzeć życie| nasze małe – wokół|.” Echa pobytów w Bereście pobrzmiewają również w innych tekstach Krzysicy, a zwłaszcza tych, które podejmują temat krajobrazu, pór roku czy dnia. Jest Jacek Lubart-Krzysica „ptakiem”, jak się tu mówi, osobą przybyłą z zewnątrz, która uległa urokowi Beskidu Sądeckiego i pozostała – podobnie jak Jerzy Harasymowicz – mu wierna.

Wszystkie cytowane tutaj wiersze pochodzą z tomu Jestem (Kraków 2016).

Bolesław Faron

JESTEM - PISZĘ WIERSZE

Jestem
jeszcze jestem
dziś jeszcze jestem
doświadczam
czuję
rozcieram w dłoni
liść piołunu

jak on pachnie
jak ostro pachnie
co za zapach ma...
...życie!
Czarnobyl 1989

***

Szaniec serc –
ostatnia barykada
Szaniec słów –
spisany śmiercią
wiersz przetrwania

ULECZANIE NIEMOCY

Jeszcze wczoraj;
odgrażałem się Śmierci
że przywabię ją w worek na śmieci
- na kościaną grzechotkę,
tupiąc nogą jak niesforne dziecko
żądałem od Życia - życia Matki,
rzucając się w bezsenności
wymyślałem plany odwetu
za nieczułość Boga...
ale dzisiaj
obmywszy spocone stopy
w porannej rosie
wzbijałem się wraz z szybującym orłem
ku wschodzącemu zza Beskidów słońcu,
stawałem jednością;
z łowiącą owady jaszczurką,
z przyjmującą mnie łąką,
rozświetlanym pejzażem radości
- modlitwą zachwyconych oczu
Złość niemocy
ulecza stałość przemijania w przemianie
- śmierć lub ból
to tylko inna forma trwania...

Berest, lipiec '95

MOJA ŻONA

Moja żona maluje okna –
nasze życie będzie jaśniejsze
chociaż widzieć będziemy to samo
lecz przez okna wybielone szczęściem

Moja żona plewi ogródek
nasz ogródek wypełniają kwiaty
między nimi posiała koperek
tak to piękno dopełnia się smakiem

Moja żona obiera ziemniaki
ścina nożem grube obierki
jakby wszystkie obcinała troski
i problemy znikały od ręki

Moja żona prasuje koszule
chociaż bardzo tego nie lubi
ale kiedy wygładza zmarszczki
jest w niej pasja wygładzania ludzi

Moja żona woła z uśmiechem:
Chodźcie! Obiad czeka na stole...
a ten uśmiech paruje jak zupa
a gdy chłodno ogrzewa spokojem.

Berest, lipiec 1997 r.

W BEREŚCIE

Podomka nadal wisi obok łóżka
Kwiaty na stole, sekator na półce
Róże wyległy przed dom zza stodoły
Wpatrzone w okna ale Ciebie nie ma

Żółte dziewanny dostojnie stróżują
Malwy przerosły w ciekawości skalniak
Niecierpki w wietrze kiwają głowami
Nie mogąc pojąć czemu nie nadchodzisz

Zawsze je czule gładziłaś w rozkwicie
Plewiłaś grządki, budowałaś przestrzeń
Pierwszy plan oczu - dalsze same rosły
Świerki, modrzewie, brzozy, jodły, sosny

Pierwsze ziemniaki - własne - z naszej działki
sam ukopałem i sam zjadłem obiad
by nabrał smaku zerwałem doń zioła
musiał zastąpić lubczyk - Twoją miłość

Kot dzisiaj złowił mysz w kosodrzewinie
Którą czerwienią przerosły poziomki
Bawił się, rzucał - w górę przestraszoną
I niósł do domu - choć ja pod pergolą
Smutny powrócił porzucając zdobycz
Chciał się pochwalić - chciał pomruczeć z Tobą

Nadal z Marcinem tak jak pod twym wzrokiem
Ścieramy kurze, gotujemy jajka
By za nie za długo, aby nie zasłono
Mama nie lubi...
- Mama wciąż jest blisko...

Berest, lipiec 2002

GRANICE POEZJI

Szli wspólnie drogą Wiersz i Śmierć
tak wędrowali przez meandry Życia
Śmierć cytowała czasem Wiersz
a Wiersz nic nie miał przed Nią do ukrycia
O ostrą krawędź wzruszeń Los
chyłkiem ocierał się z lubością
opisał to w swej pieśni Wiersz
Śmierć z nią współbrzmiała lekko tnąc swą kosą
Wreszcie ich wstrzymał rozstaj dróg
kapliczką rozstań - tam gdzie los się waży
Śmierć w swą samotność pewnie ruszy znów
a Wiersz - gdzie nikt się dotąd nie odważył
Tu nasz kres drogi - stwierdził Wiersz
Trzeba się rozstać - Śmierć dodała
Granicą Śmierci - cudza śmierć
gdy Wiersz przez śmierci się utrwala
Takie granice jaki wiersz
Poezja granic nie zna w słowie
Też bym tak chciała - rzekła Śmierć
a co gdy wiersz sam umrze w sobie?
Szukając nie do przejścia dróg
Wiersz był do złotych myśli skory
odrzekł więc Śmierci - Mógłby! Mógł!
Jeśli Poeta nie miał dość Pokory...

Berest, 22. 08. 2011 r.

POEZJA JEST ODGŁOSEM CISZY

Poezja jest odgłosem ciszy
co z międzysłowia prawdy niesie
i tak jak cisza czasem krzyczy
głos nie podnosząc - spada liściem w jesień

Poezja jest odgłosem ciszy
i na jej tonie rozwiesza swe słowa
zawsze niepewna - na talent nie liczy
i po wielekroć sprawdza je od nowa
Poezja jest odgłosem ciszy
w której twe oczy spełnią się pejzażem
wtedy kolory palcami usłyszysz
przeczujesz losy zatrzymanych zdarzeń

Berest, sierpień 2011 r.

Jacek Lubart-Krzysica







Dziękujemy za przesłanie błędu