Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 27 maja. Imieniny: Amandy, Jana, Juliana
11/09/2018 - 13:10

Poeci Sądecczyzny: Marek Basiaga

Szkicem tym kończę cykl Poeci Sądecczyzny, który przygotowywałem dla „Sądeczanina” od marca 2016 r. Ukazało się w nim łącznie trzydzieści jeden sylwetek poetów urodzonych na Sądecczyźnie bądź związanych z nią swoją twórczością. Pragnę z tej okazji serdecznie podziękować Marioli Berdychowskiej za skuteczne pilotowanie tego przedsięwzięcia, Tomaszowi Kowalskiemu za opiekę redakcyjną, Autorom za pomoc w gromadzeniu materiałów podczas pracy nad poszczególnymi tekstami, Czytelnikom – za lekturę i dobre słowa, z jakimi się spotykałem przez te ponad dwa i pół roku.

Marek Basiaga urodził się w 1952 r. w Nowym Sączu. Studiował filmoznawstwo na Uniwersytecie Łódzkim. Po ukończeniu studiów został zatrudniony przez macierzystą uczelnię jako historyk filmu. Z tego czasu pochodzą jego prace naukowe, które drukował w takich książkach zbiorowych, jak: Szkice o filmie polskim (1985), Film polski. Twórcy i mity (1987), Od fantastyki do komiksu (1993), publikował też w miesięczniku „Kino”. Ukończył również bibliotekoznawstwo i podyplomowe studium pedagogiczne. Uprawiał też dziennikarstwo, był redaktorem kwartalnika „Almanach Sądecki”.

Jako poeta debiutował w 1974 r. wierszem Wyrok w „Życiu Literackim”. Poezje, eseje, szkice krytyczno-artystyczne, opowiadania Marka Basiagi można znaleźć m.in. w następujących czasopismach: „Literatura”, „Tygodnik Kulturalny”, „Nowy Wyraz”, „Miesięcznik Literacki”, „Poezja”, „Vademecum”, „Magazyn Kulturalny”, „Regiony”, „W drodze”, „Almanach Sądecki”, „Fakty”, „Topos”, „Tytuł”, „Fraza”, „Przegląd Artystyczno-Literacki”.

Ukazały się dotąd następujące zbiorki jego poezji: Dysonans (Warszawa 1979, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza), Bez powrotu (Kraków 1980, Wydawnictwo Literackie), Sentymentalnie banalne (Nowy Sącz 1988, Sądecka Oficyna Wydawnicza Wojewódzkiego Ośrodka Kultury), Ulice. Pod powieką czternastolatka (Nowy Sącz 1992, Katolickie Stowarzyszenie Civitas Christiana), Mówić: motyl. Arkusz poetycki (Nowy Sącz 1993, Katolickie Stowarzyszenie Civitas Christiana), Ogrody ciszy (Nowy Targ 1993, Podhalańska Spółka Wydawnicza), Kto stoi w bursztynie (Nowy Sącz 1995, Katolickie Stowarzyszenie Civitas Christiana Oddz. W Nowym Sączu, Biblioteka „Almanachu Sądeckiego”. Zeszyt 1), Dwie drogi (Kraków 1996, Wydawnictwo Baran i Suszczyński), Gwiazdy pustej kieszeni. Z wierszy rozproszonych. Arkusz poetycki (Nowy Sącz 1997, Katolickie Stowarzyszenie Civitas Christiana), Na przekór planecie (Kraków 1997, Wydawnictwo Miniatura), Tunel na końcu światła (Nowy Sącz 1998, Katolickie Stowarzyszenie Civitas Christiana), Usłyszeć światło. Posłowie – Wojciech Kudyba (Poznań 1998, W drodze. Wydawnictwo Polskiej prowincji Dominikanów), Mityki przez wieki. Spotkanie szóste (Nowy Sącz 2003, Katolickie Stowarzyszenie Civitas Christiana, Odz. W Nowym Sączu), Requiem słowa. Tomik poetycki (Brzezia Łąka 2017, Wydawnictwo Poligraf),

Opracował antologię poezji sądeckiej Klubu Literackiego „Sądecczyzna” pt. Pierwsze spotkanie (1997). Swoje teksty ogłaszał w wielu wydawnictwach zbiorowych, np. w krakowskich zeszytach SPP Poezja, gwiazdy i tokaj w Jamie Michalika (1995), Poezja i gwiazdy na Kanoniczej (1996 i 1997). Należy do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.

Łatwo zauważyć, że na lata dziewięćdziesiąte przypada największa aktywność poetycka Marka Basiagi. Ukazują się wówczas w różnych oficynach w Polsce prawie co roku nowe publikacje. Lektura kolejnych tomików poezji naszego autora prowadzi zaś do wniosku, że od debiutanckiego tomiku do Requiem słowa podlega ona ewolucji, przemianom warsztatu poetyckiego. W posłowiu do tomiku Usłyszeć światło (Poznań 1998) Wojciech Kudyba napisał: „Do poezji refleksyjnej, poezji mądrego spokoju wobec świata dojrzewał marek Basiaga powoli. […] medytacyjne utwory wypełniające tom Usłyszeć światło są zwieńczeniem długiej drogi, owocem ewolucji pisarskiego światopoglądu i poetyckiej wyobraźni ich autora. A więc także: efektem zmagań, wewnętrznych walk, trudnych wyborów, których echa pobrzmiewają jeszcze tu i ówdzie pośród wyciszonych fraz wierszy najnowszych” (s. 87).

Debiutancki tom Dysonans z lat siedemdziesiątych ub. wieku to wyraz młodzieńczego buntu, poezja gorzkiego sarkazmu wobec współczesnego świata. Wydany rok później w krakowskim Wydawnictwie Literackim zbiór Bez powrotu jest już całkowicie wolny od tego dystansu wobec rzeczywistości. Dominuje tutaj świat baśniowej wędrówki w „kraj lat dziecinnych”. Pojawiają się postaci dziadka, ojca, matki i słowo klucz: dom (Upadek, czyli opisanie domu, Pięć domowych radości, Siedem smutków domowych). Wszystko ujęte w atmosferze tajemniczości, dziecięcych odkryć („strych stare zakurzone eldorado”). Krytycy sugerują, że młody autor inspirował się twórczością grupy poetyckiej „Tylicz” i opowiadaniami Brunona Schulza z tomu Sklepy cynamonowe i Sanatorium pod klepsydrą. Świat poetycki Marka Basiagi, ujmowany w perspektywie baśniowej, wolny jest jednak od wyrażanego u autora opowiadania Sierpień aspektu groteski. W podobnej perspektywie dziecinnego spojrzenia utrzymany jest tom z 1981 r., opublikowany dziesięć lat później – Ulice. Pod powieką czternastolatka. Przy czym przestrzeń poetycka ulega tutaj rozszerzeniu. To nie tylko dom, ale całe miasteczko, z jego ulicami, zakamarkami i postaciami, często bardzo dziwacznymi i oryginalnymi!

Zafascynowany na początku poezją „Tyliczan”, ich apoteozą prowincji, małego miasteczka, Marek Basiaga poszukuje swojej drogi twórczej. Widać to już wyraźnie w tomie Sentymentalnie, banalnie. Pozostajemy wprawdzie w kręgu domu, ale zmienia się perspektywa. Tym razem podmiotem lirycznym jest ojciec i mąż, z jego codziennymi troskami, rodzinną miłością. Coraz częściej pojawia się optyka szersza, egzystencjalna. Oto, jak autor zatytułował poszczególne części zbioru: Kobieta, Ona, We dwoje, Płód, Narodziny, Dziecko, Ciało, Starość, Śmierć.

Tom Usłyszeć światło, w którym znalazły się wiersze ze zbiorów Ogrody ciszy i Na przekór planecie, to już nowy sposób poetyckiej refleksji, to poezja medytacyjna, podróż w głąb siebie i świata, a to – jak pisze Kudyba – „wymaga osobliwego wyciszenia, szczególnego osamotnienia, a więc także specjalnego tła umożliwiającego skupienie, miejsca zachęcającego do refleksji” (s. 89). Takim miejscem umożliwiającym rozmyślania, kojącym nerwy skołatane przez współczesną cywilizację maski, jest przestrzeń ogrodu. Szczególną rolę pełni tutaj cisza natury, która ułatwia wgląd we własne wnętrze, medytacje, rozmyślania nad przeczytanymi księgami, poszukiwanie drogi, wartości.

Tego wyciszenia nie znajdziemy już w ostatnich dwóch tomach poezji Marka Basiagi Mityki przez wieki (2003) i Requiem słowa (2017). W pierwszym odwołującym się do historii starożytnej, do mitologii dominuje rozprawa z przemocą, nienawiścią, zbrodnią. O atmosferze tych wierszy świadczą takie zwroty: „W moich ogrodach nie ma dobrego klimatu”, czy stwierdzenie mordercy: „Tak czy tak będę cię musiał udusić cesarzu” czy „A my w labiryncie kozetek i otoman / tworzymy doskonały poligon / by się rżnąć”.

Requiem słowa przez swój tytuł sugeruje, że jest to poezja pożegnania, smutku. Głębsza lektura tych wierszy pozwala stwierdzić, że choć podmiot liryczny patrzy tu z perspektywy starości, to nie jest to jednoznaczny ogląd świata, to spojrzenie pełne sprzeczności. Odwołuje się do poezji, która pozwala wypowiedzieć autorowi „ja”. Wspomina Rafała Wojaczka, Ryszarda Milczewskiego-Bruna,  Andrzeja Bursę i Tadeusza Nowaka. Warto tu przytoczyć słowa najwnikliwszego krytyka poezji Marka Basiagi, jakim jest Wojciech Kudyba:

„Natura i kultura tworzą w tej książce [Requiem słowa] spójne uniwersum. Są naturalnym środowiskiem człowieka i nieustannym obszarem pytań o to, jak ocalić indywidualność w cywilizacji, która z taką siłą stara się nas do siebie upodobnić i pozbawić tożsamości, oderwać od wzorów, norm i autorytetów. […] Gdy rozpadają się ramy naszego świata, gdy zewsząd otaczają nas bylejakość i zgiełk, poeta proponuje drogę w głąb siebie. To tam, jego zdaniem, każdy może znaleźć to, czego szuka” („Rocznik Sądecki” 2018, T. XLVI, s. 371).

Bolesław Faron

Marek Basiaga, Wiersze:

Gdy miałem kilka lat

mój pejzaż
wyznaczało kwadratowe
wronie podwórko
gdzie kury szukały
złotego jajka
filozofii
a czas mierzony był
ręcznym stoperem
niepokoju

zwykle z balkonu
niespodzianek krytykowaliśmy mariaże
miasta
z obyczajowością
wątpliwej powagi

tylko druciane oczy dziadka
nie popierały działalności
inkwizycyjnej
swą historyczną laską
podkreślał tolerancję

wtedy zmuszeni byliśmy
wywołać rewolucję
ogłaszając anarchię
za panujący system
 

odtąd już nikt
nie przeszedł żywy
przez nasze podwórze
a lud
który dał nam wotum zaufania
topniał z dnia na dzień

[Z tomu Bez powrotu, s. 5–6]

***

ta dłoń matki
mała i słaba
myśli że odpędzi burzę
z mego czoła
a tymczasem drży
z dotknięciem noża
wbitego w serce chleba

i chociaż jest
dyskretna i wierna
nie poznaje palcami
mojego tętna

ta dłoń matki
mała i słaba
a słońce w niej
to tylko część
życia zajmuje

a drugą część
bezpieczny spokój
dlatego matko
nie przepędzaj burzy
z mego czoła

[Z tomu Bez powrotu, s. 7]

Radość pisania

Wiersz
który w tej chwili próbuje opuścić przestrzeń mego ciała
nie powie nic
o radości ukrytej w nieudolnych linijkach
o płomieniu twarzy
i zamglonym wzroku
nie dotrze do wiecznych bibliotek czasu
nie uszkodzi łopaty archeologa

Pozbawiony chwili
w której powstaje
jest tylko punktem cienia w czyjejś dłoni

Milczenie
które po nim
nastąpi
nie będzie już jego siłą

[Z tomu Ogrody ciszy, s. 7]

Klucz do metafizyki

Ktoś tędy szedł już przed tobą
Choć nie dostrzeżesz na pustej ścieżce
Ani złamanej pod ciężarem jego myśli trawy
Ani zagubionego listu
Którego nie zdążysz wysłać na czas.
Nie dotkniesz jego myśli
Choćby były najbliżej twoich
Nie rozróżnisz rysów twarzy
Które musiały wchłonąć w siebie
Szpalery dostojnych nieruchomych drzew.
Nie znajdziesz na to żadnego świadka
Choćby przekupionego tajemnicą przyszłości
Ani wystarczającego dowodu
A jednak wiesz
Bez względu na kierunek drogi Który obierzesz
Będziesz stąpał tylko po czyichś śladach.

[Z tomu Kto stoi w bursztynie, s. 9]

Kto stoi w bursztynie

Zapisać sobą choć jedną chwilę
Prawdziwą
Tylko swoim głosem wypełnioną
Przeżyć ten moment
Który owad doznaje
Gdy pochłania go miodna żywica
By zatrzymać dla światła

[Z tomu Kto stoi w bursztynie, s. 65]

Niepewność

Już dawno nie zadawałem pytań
Zamknąłem się w wieży foliałów i mądrych pism
Wędrowałem po płótnach największych mistrzów
Nieobce mi są kraje i języki
Mieszające się jak ja z nie-ja z sobą
Patrzyłem w twarze rosnących młodych drzew
Podglądałem stare zwalone już garbem czasu
Nasłuchiwałem listów latających braci
A w mrowiskach ceniłem ich celność
I prawidła wyboru

Ale w co wierzyć nie wiedziałem
Czego szukać nie mogłem uchwycić problemu
Obrócić kartkę manuskryptu
Czy tylko własne ciało
Było pytaniem nie retorycznym

I odnalazłem pierwszy klucz
Moja niepewność
Była pierwszym znakiem mego istnienia

[Z tomu Dwie drogi, s. 10]

Poezja

Liść jest trwalszy niż twój strumień wiersza
Choć opada żółknie a potem ginie
Odradza się jak feniks każdą wiosną
A twój tekst przeczytany tylko przez korektora
Nietrwały rozpada się jak stado ptaków
By odlecieć w różne strony świata
I nie skupić się już nigdy potem

[Z tomu Tunel na końcu światła, s. 7]

***

Nade mną noc
Już nie zszywają nieba jaskółki
Gdzieś zakrzyknął inny ptak
Drapieżny
Czy była to tęsknota czy niepokój przestrogi
Nie wiedziałeś

Nade mną noc
I coś nierozpoznawalnego nad nią

Szukaj
To tylko na wyciągnięcie
Wiary

[Z tomu Tunel na końcu światła, s. 43]

CISZA

Byłem sam
Łagodny powiew deszczu przenikał mi powieki
Z południa dochodziły pieśni
spalonych dróg i zakopanych ognisk
Nie było w horyzontach pyłku człowieka
Mój głos nie mówił do mnie
nie odpowiadało echo
Widziałem swoje odbicie w dłoniach
po raz pierwszy nie dotknęło mnie pustką
Idąc nie kryłem się przed deszczem
i przed swoimi myślami

[Z tomu Usłyszeć światło, s. 7]

PRZEMIJANIE

Co zostanie po tobie gdy tę ścieżkę opuścisz
Zabije ją las czy zarośnie beton
Po twoich krokach rozsypie się na proch karta
Obraz zmatowieje
A wszyscy których dobrze znałeś
Nie odwrócą się za twoją twarzą

A przecież na płótnach holenderskich mistrzów
Nawet bańka mydlana osiągnęła wieczność
Nierówną twojej

[Z tomu Usłyszeć światło, s. 33]

***

Nie wiem czy w naszym kraju lubi się poezję
Co do poetów
Wiem nienawidzi ich się jak wściekłego kundla
Nie zmienią tego obrazu budowane kosztem emerytów
Od święta do święta pomniki
Chociaż kiedyś bywało
Że dobre wino można było pić na dworach królów

Wciśnięty między wiersz którego nawet sam nie przeczytam
Między tandetną reklamą
A kurwią knajpę
Domyślam się że coś ze mną nie tak
Może to tylko pomieszanie chemii w mózgu
Lub zła kombinacja genów
Przekora wobec nudnego jak pudding świata
Czy chęć bycia innym
Przeto mówiąc górnolotnie
Idę nad brzeg rzeki
A rwące fale błękitnieją o zachodzącym słońcu
I cóż mnie obchodzi krytyk wydawca czytelnik państwo
Gdy chmury zbierające się nad moją głową
Wróżą deszcz
Który mnie zaadoptuje
I zmieni me niezręczne słowa w poemat ciszy

Taki kraj

 [Z tomu Mityki przez wieki, s. 7]







Dziękujemy za przesłanie błędu