Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 27 maja. Imieniny: Amandy, Jana, Juliana
08/11/2017 - 16:10

Poeci Sądecczyzny: Wojciech Kudyba

Przykładów, kiedy historycy i krytycy literatury próbują swych sił w dziedzinie przedmiotu swych badań, literatury, można wskazać sporo, jak choćby Kazimierza Wykę czy Wacława Kubackiego, profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego. W kategorii tej mieści się Wojciech Kudyba, autor siedmiu tomów poezji, jednocześnie profesor w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie oraz w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Nowym Sączu, wcześniej w Podhalańskiej Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Nowym Targu.

Wojciech Kudyba
Wojciech Kudyba urodził się 18 września 1965 roku w Tomaszowie Lubelskim. W 1968 r. rodzice przeprowadzili się do Tyszowiec. Tutaj ukończył szkołę podstawową i liceum. Studiował filologię polską na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. W 1998 r. uzyskał tu stopień doktora nauk humanistycznych na seminarium prof. Stefana Sawickiego. Dziesięć  lat później uzyskał w KUL stopień doktora habilitowanego.

Po magisterium w 1989 r. założył rodzinę („uwiodła mnie – powiada – pewna nowosądeczanka”) i podjął pracę w szkołach Nowego Sącza: najpierw w Zespole  Szkół Społecznych „Splot”, następnie w Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 1 im. Jana Długosza. W 1999 r. był lektorem języka polskiego w Katolickim Uniwersytecie w Eichstätt, a w latach 2000–2008 wykładowcą w PPWSZ w Nowym Targu, od 2006 r. PWSZ w Nowym Sączu. Po uzyskaniu stopnia doktora habilitowanego został profesorem nadzwyczajnym w UKSW w Warszawie.

Podobnie żywą działalność prowadzi w dziedzinie literackiej, życia literackiego. Wyraża się to m.in. w tym, że jest wykładowcą Studium Literacko-Artystycznego UJ, jurorem licznych konkursów literackich, m.in. konkursu Złoty Środek Poezji (od 2010 r.), Nagrody Orfeusza (od 2014 r.), współpracuje z dwumiesięcznikiem „Topos” (od 2001 r.), wydał antologię sądeckiej poezji medytacyjnej pt. Stając się łąką, opatrzył posłowiem kilka książek poetyckich, wraz z Przemysławem Dakowiczem wydał antologię twórczości poetów związanych z dwumiesięcznikiem „Topos”, jest członkiem krakowskiego oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Za tę działalność i twórczość  literacką otrzymał liczne nagrody i wyróżnienia, m.in. II nagrodę w konkursie poetyckim im. R.M. Rilkego (2003), I nagrodę w konkursie poetyckim, im. K. I. Gałczyńskiego w Praniu na Mazurach (2003), Nagrodę Fundacji im. J.S. Pasierba (2005, 2007) czy Nagrodę im. Ks. Prof. Bolesława Kumora w kategorii „Sądecki autor” (2015).

O swojej drodze do poezji napisał w tekście Próba życiorysu, zamieszczonym w tomie W końcu świat (Sopot 2014): „Kiedy rok przed maturą przeczytałem Sklepy cynamonowe Brunona Schulza, świat stał się czymś zupełnie innym, uzyskał wielowymiarowość i głębokość. Schulz zrobił ze mnie poetę” (s. 108). Wiersze, eseje, opowiadania drukował m.in. w „Znaku”, „Tygodniku Powszechnym”, „Toposie”, „Nowej Okolicy Poetów”, „Frondzie”, „Akcencie”, „W drodze”, „Powściągliwości i Pracy”. Oto tytuły tomów poezji Wojciecha Kudyby: Wierność w małej rzeczy (Lublin 1992, Wydawnictwo Muzyczne Polihymnia), Zwykły porządek rzeczy (Nowy Sącz 1997, Wydawnictwo Katolickiego Stowarzyszenia Civitas Christiana, Biblioteczka „Almanachu Sądeckiego”), Wiersze dla księdza Jana i innych bliskich osób (Nowy Sącz 1999, Wydawnictwo Katolickiego Stowarzyszenia Civitas Christiana), Tyszowce i inne miasta (Sopot 2005, Towarzystwo Przyjaciół Sopotu, Biblioteka „Toposu”, t. 22), Gorce Pana (Sopot 2007, Towarzystwo Przyjaciół Sopotu, Biblioteka „Toposu”, t. 36), Ojciec się zmienia (Sopot 2014, Towarzystwo Przyjaciół Sopotu, Biblioteka „Toposu”, t. 59), W końcu świat (Sopot 2015,  Towarzystwo Przyjaciół Sopotu, Biblioteka „Toposu”, t. 94). Jest też Kudyba autorem tomu prozy Nazywam się Majdan (Warszawa 2015, Biblioteka „Więzi”, t. 314), esejów: Słowa bliskie (Kraków 2002, Wyd. Alleluja), Wiersze wobec Innego (Sopot 2012,  Towarzystwo Przyjaciół Sopotu, Biblioteka Krytyki/ Biblioteka „Toposu”, t. 72) oraz licznych prac naukowych, m.in. o Kamilu Norwidzie, Zbigniewie Herbercie, Czesławie Miłoszu i ks. Januszu Pasierbie.

Twórczość poetycka Wojciecha Kudyby została zauważona i wysoko oceniona przez polską krytykę literacką. Pisali o niej m.in. Wojciech Ligęza, Tomasz Burek, Maciej  Urbanowski, Krzysztof Lisowski, Karol Maliszewski, Andrzej Suligowski, Stefan Sawicki. „We wszystkich warstwach wypowiedzi lirycznej – powiada autor w tomie W końcu świat  –  próbuję osiągnąć efekt poruszonej formy (chciałbym, by jednocześnie była zachowana i przekroczona)”. Wyraża się to m.in., na co zwracają uwagę krytycy, w zakwestionowaniu utartych zwrotów, rozrywaniu stałych związków frazeologicznych, świat okazuje się pełen kontrowersji, a „motywy rodziny, domu, bliskiej okolicy uzyskują rangę uniwersalnej topiki, której żywotność i trwałość zależą od stale ponawianych aktów ufności w wykreowane dobro”.

Debiutował Wojciech Kudyba wierszami krótkimi, lakonicznymi, wręcz aforystycznymi, przypominającymi japońską szkołę haiku. To przede wszystkim dwa pierwsze tomy poezji wydane w Lublinie i Nowym Sączu Wierność w małej rzeczy i Zwykły porządek rzeczy. To dobra szkoła poetyckiego języka, mocowanie się ze słowem, wydobywanie nowych znaczeń przy maksymalnej ich kompresji. To lapidarne wiersze o tajemnicach krwi, oddechu, mowy, ciała, o domu, dzieciach, zmęczeniu. Mamy tu do czynienia z uduchowioną codziennością poezją medytacyjną.

Od tomu Tyszowce i inne miasta zmienia się struktura wiersza Kudyby. Są one dłuższe, czasem wielozwrotkowe. Nie zmienia się ich tematyka, nastrój. Jesteśmy nadal w kręgu poezji religijnej, rozważającej istotę bytu w kontekście Najwyższego. „Poezja Wojciecha Kudyby – napisał w „Tygodniku Powszechnym” Wojciech Ligęza – rozgrywa się między pewnością dotknięcia ziemi a błądzeniem – poszukiwaniem, bowiem w tych wierszach człowiek nieustannie stara się  odczytać tajemną mowę rzeczy, zmierzyć się z niepoznawalnym, odgadnąć Boskie przesłanie”.

Gorce Pana kontynuują problematykę z poprzedniego tomu. Tu również jak wcześniej istotna jest przestrzeń, przyroda, która stanowi kontekst do rozmowy z Bogiem. Tym razem przestrzeń oswojona podczas pracy w PPWSZ w Nowym Targu, Gorce i najbliższe okolice. Krajobraz ten daje okazję do rozważań o człowieczeństwie i bliskości. „Większy jest pewnie  – napisał Jakub Winiarski – tylko ładunek religijności, silniejsza artykulacja dialogu, jaki bohater wierszy Kudyby prowadzi z Bogiem”. To prawda. Autor w tych klasycyzujących wierszach o górskiej przyrodzie wyraźnie wychodzi poza doświadczenia poetyckie Jana Kasprowicza czy Kazimierza Przerwy-Tetmajera zespalając krajobraz gorczański z głęboką myślą ontologiczną.

I jeszcze parę zdań o ostatniej – jak dotąd – książce poetyckiej Wojciecha Kudyby W końcu świat, powszechnie uznanej za największe osiągnięcie poety. Jest to swego rodzaju autoantologia, wybór wierszy z trzech wcześniej opublikowanych książek: Tyszowce i inne miasta, Gorce Pana i Ojciec się zmienia. „W końcu świat nie jest jednak prostą próbą złączenia dawnych tekstów jedną okładką” – wyznaje autor. Zależało mu na tym, by tom był całością i miał swoją zwartą kompozycję, swoje przesłanie. Stąd ingerencje nie tylko w tytuły poszczególnych pozycji, lecz również w teksty wierszy.

Dzięki temu otrzymały one  bardziej uniwersalny charakter, a książka stała się metafizycznym spojrzeniem na rzeczywistość. „Kudyba jako poeta metafizyczny – napisał  Marek Mariusz Tylko – prezentuje nową jakość poetycką, dlatego nazywanie go poetą metafizycznym to za mało, on jest poetą nowometafizycznym, zagęszczającym znaki, wieloaspektowym, wielowarstwowym, świadomie budującym chrześcijańską lirykę religijną XXI wieku.”

 Bolesław Faron

Wierność w małej rzeczy
W poniżeniu, w chorobie,
Błądząc uczę się wierności
W małych rzeczach -
Cierpliwych wędrówek krwi,
Pracy tkanek,
Wytrwałego nawoływania oddechu.


Powroty
Po długiej drodze znów
W polu, z ojcem, przy gnoju,
Próbując zaufać światu.
                                       (25 października 1994, w Tyszowcach, zaraz po pomaganiu)
 

Wieczerza
Zmierzch.
Z dziećmi, z paprocią, z psem
Powolne zjadanie światła, długie
Trawienie kolorów —
W jedności.
                                                  (12 września 1995, tuż przed usypianiem Dorotki)


Krewni
Zaduszki: i oto znów
Zlecieliśmy się wokół światła — znajomi i krewni
Z zaświatów — aby trochę
Pogadać.
                                          (1 listopada 1996, tuż po modlitwie za bliskich i dalekich)
 

ROZMOWA Z BOGIEM

Rozmowa z Nim jest jak podróż, zawsze w innym miejscu –
W głębi Śródziemnomorza, w środku właśnie zaczętej historii;
Wciąż trzeba jej szukać, odchodzić, powracać
Jechać do Neapolu, pojutrze, codziennie.
Pociągiem z Sącza, z Lublina, z Tyszowiec,
Wczesnym rankiem, nagle zostawiać widoki.
Późną jesienią poznać niemylny szlak
Wzdłż działów wodnych,
Przez zamęt unosić jej łagodny promień:
Złociste światło limfy, nurt krwi
W autobusach, na promach, w roku dwa tysiące czwartym.
Lub przeciwnie: ledwie zamknąwszy powieki,
W chwili, która może okazać się wieczna,
Poczuć jak niesie - niczym wielki, atlantycki wiatr:
Zawsze do wewnątrz.
Ruch bywa wtedy rodzajem rytmu,
Wędrówka - słuchaniem.
Wiele podróży ma taki charakter: muzyczny.

UPRAWA OGRODU
Uprawiać ogród - wiosną, mimo wszystko,
Pod warstwą śmieci, błota, mierzwy i nawozu
Odnaleźć dawny wzór: zarysy grządek, ścieżek;
Zaufać temu, co proste, przejmować się mrozem.
W lecie zrywać maliny, w rozproszeniu liści,
W leśnych labiryntach szukać wyraźnego znaku
Kamieni, węży, gąsienic, świetlików, pająków,
Przypatrywać się liliom, śledzić drogi ptaków.
Jesienią kłaść się na wzgórzu, wznosić wieżę nosa,
Słuchać jak dzwonią dzwony, wybijają dla nas
Takt: odchodzenia, powrotu, rytm, który ocala.
Milczeć, powoli stawać się świątynią Pana.
 

Gorc
Mieliśmy iść na Gore, lecz w środku drogi
Chwycił nas deszcz - zatrzymał w nocy srogiej
Dusznej szeleścił, szeptał, szył, namawiał szumem
Chował w szałasach, okrywał całunem
Mchów, porywał nagle w wichrze krętym
W lotne obłoki, okrągłe odmęty
W szalonym graniu, w tańcu, w fujawicy
W dziurawcach, rdestach, w złotych błyskawicach
Mieszał nas z trawą, z błotem, pstrym poszyciem
Wodził, oczyszczał, nęcił, szeptał skrycie
Że w jednej chwili, nie wiadomo kiedy
Zabierze nas do siebie, wyrwie z ziemi
Wyraźnie tracił głowę, zaplątany
Chyba nas mylił z kimś innym, strugami
Płynęły czyste wody pod Turbaczem
 płynął po nas deszcz, który był płaczem.

W Łopusznej
Nie był to śnieg, lecz wielki spokój
Na Wyszni, w olchach, wśród wykrotów
Wolno szła mgła - ogromna ulga
Spływała w dół, w dolinach, w studniach
Bez dna, bez łez, żal nas ogarniał
Niewysłowiony - milczał, targał
Bez słów, ginął, znów wybuchał
Nie był to mrok, lecz straszna skrucha
Na Księżym Wierchu gorzał płomień
Nie był to grom, lecz długa spowiedź
W Łopusznej pod tęczowym mostem
W kaczeńcach, w gołkach, w głazach ostrych
Znów nas zatrzymał wiatr-szaleniec
Nie był to deszcz, lecz przebaczenie.

Stary Sącz
pour Maya et Christophe
Odwiedzaliśmy miasto, nikogo nie było
W trawach znalazłaś rzekę
W niebie - szczyty ruin;
W środku - złote drzewo
(W gniazdach spali ludzie)
Właśnie piło ze źródła - w czarnym cieniu.
Musieliśmy się żegnać, wciąż nie było czasu
O czymś mówiły kamienie
Ktoś słuchał ich historii, a może też Nikt.
Rynek w grudce bursztynu
Ktoś podnosił do oka
Jakby znalazł nas w morzu
Jakby miał jakiś plan.

26.07.2013 Wojciech Kudyba







Dziękujemy za przesłanie błędu