Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Poniedziałek, 18 listopada. Imieniny: Klaudyny, Romana, Tomasza
07/04/2019 - 08:10

Świętokrzyskie Kazania Radiowe. 5 Niedziela Wielkiego Postu

(..)Prawdziwa wielkość człowieka jest nie w jego prestiżu, nie w jego pieniądzach, nie w jego sławie, ale w jego zdolności do współczucia i miłości. Na końcu życia będziemy sądzeni z miłości.(..)

Rekolekcje dla chorych : Miłość.

IZ 43,16-21.Flp 3, 8-14. J 8, 1-11.

(….) Czego najbardziej brakuje dzisiaj ludziom? Na to pytanie można by odpowiedzieć na różne sposoby. Myślę, że zgodzicie się jednak ze mną, jeśli powiem – że ludzie mają największą potrzebę miłości, najbardziej brakuje im serca i dobroci. I szukają tej miłości, pragną jej, tęsknią do niej, krzyczą o nią, a niekiedy gubiąc się w życiu wyrażają ją  w tak pomylony sposób jak kobieta z dzisiejszej Ewangelii. Złapano ją na cudzołóstwie. Nie wiemy do końca, kim była, dlaczego to robiła, co ją tak naprawdę bolało w życiu, faktem jest, że to jej życie nie było święte. Prawo żydowskie (Pwt 22, 23-24) nakazywało kamienować kobiety, które dopuściły się cudzołóstwa, czyli wymierzać im karę śmierci. Rzymianie, uważając, że jest to prawo zbyt brutalne, zakazali Żydom jego wykonywania. Przywódcy żydowscy, przyprowadzając do Jezusa cudzołożną kobietę chcieli sprawdzić, czy odrzuci on Prawo Mojżeszowe – broniąc owej kobiety i narażając się swoim, patriotycznie nastawionym rozmówcom- czy też odrzuci władzę Rzymian przyzwalając na jej ukamienowanie, co pozwoli im zresztą na oskarżenie Go przed nimi. Pułapka jaką na Jezusa zastawili – cokolwiek by nie zrobił byłoby złe – podobna była do tej, jaka zastawiono na Niego w pytaniu , czy należy płacić podatek Cezarowi, czy też nie (Mk 12, 13- 17). A w odpowiedzi na tę prowokację Jezus zaczął pisać palcem po ziemi. Być może Jezus pisał pierwszą linijkę dziesiątego przykazania: „ Nie będziesz pożądał żony bliźniego twego”. Słowa te mogły być oskarżeniem o cudzołóstwo ich wszystkich. A może pisał na piasku po prostu ich grzechy, skoro wszyscy ze strachu uciekli: „ Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamień.”Przecież tych słów się przerazili.

Ludzie bardzo łatwo oskarżają się nawzajem, uprzedzają do siebie, a nawet potępiają. Po czym, w przeciwieństwie do Chrystusa – ludzie potępiają chętnie grzesznika, a nie grzech.Ileż razy w życiu ukrywamy zło, usprawiedliwiamy je, tolerujemy, „ kupczymy z nim”, ale za to ludzi popełniających błąd jesteśmy w stanie ukamienować natychmiast: zgorszyć się nimi, odebrać im prawo do godności, wyrzucić na margines życia i nawet nie pozwolić im się bronić. Dokładnie odwrotnie niż czyni to Bóg. Potępia on z cała mocą grzech, ale za to grzesznika bierze w obronę. „ Nie chcę śmierci grzesznika, lecz aby się nawrócił i żył”. Pan Bóg nie kieruje się bowiem jak ludzie prawem odwetu” oko za oko, ząb za ząb”. Taktyką Boga jest łagodność, dobroć, współczucie, wyrozumiałość, jednym słowem miłość. Już Stary Testament ukazuje nam jak dla Boga ważna jest autentyczność postaw, mająca swoje źródło w miłości: „ Obrzydłe dla Pana są serca przewrotne” ( Prz 11, 20)  i dalej; „Ten lud czci Mnie tylko wargami, lecz sercem swym daleko jest ode mnie „ (Iż 29,13). Dlatego słyszymy zapowiedź nowych czasów: „ I dam wam nowe serce i nowego ducha tchnę do waszego wnętrza, kamienne serce wam odbiorę, a dam wam serce z ciała” ( Ez 36,25). Jezus mówi o sobie samym: „ (…) uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych „ ( Mt 11, 28 – 29 ). Tak, tak, ukojenie życiowe daje pokora serca , zdolność do miłości i poczucie bycia kochanym. Jakże Bóg potrafi nas kochać, aż tak bardzo, że zapłacze ze wzruszenia. Łzy Boga – Człowieka, łzy bólu są głosem serca. Jezus płakał nad Jerozolimą przepowiadając, że zostanie zburzona przez swoją niewierność: „(…) gdy był już blisko na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: O, gdybyś i ty poznało w ten dzień to co służy pokojowi! Ale teraz to zostało zakryte przed twymi oczami” ( Łk 19, 41-42). Zapłakał Jezus nad grobem przyjaciela Łazarza: „ Ujrzawszy płaczącą Marię, siostrę Łazarza, Jezus zapytał o miejsce pogrzebania swojego przyjaciela. Gdzieście go położyli? Odpowiedzieli mu: Panie chodź i zobacz! Jezus zapłakał. A żydzi rzekli: Oto jak go miłował!” (J 11, 32-33). Jezus zdaje się płakać nad zdradą Judasza, zaparciem się Piotra, osamotnieniem w Ogrójcu:” (…) smutna jest dusza moja aż do śmierci” – mówił.

I zdaje się płakać na Krzyżu nad losem każdego z nas: „ Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą co czynią” ( Łk 23,34). Ten Jego odkupieńczy płacz staje się źródłem nadprzyrodzonego życia Kościoła. O tym zapewne myślał nowo wybrany papież Franciszek w swojej pierwszej homilii w Kaplicy Sykstyńskiej, gdy kilka dni temu mówił; „ Chciałbym abyśmy budowali Kościół na krwi wylanej przez Pana na Krzyżu”. Jeśli czujemy w sobie moc wiary, jeśli udaje się nam przezwyciężać  życiowe trudności – to właśnie dzięki tej miłości płynącej z Krzyża. Wymownym tego przykładem jest historia pewnej rodziny. Poznali się na studiach, przypadli sobie do gustu. Początkowe oczarowanie przemieniło się w namiętną miłość. Gdy skończyli studia postanowili się pobrać. Zostali małżeństwem, dostali dobrą pracę, zbudowali dom, urodził im się syn, byli naprawdę szczęśliwi.

Ale w pewnym momencie w ich życiu coś zaczęło się psuć. On zaczął wracać do domu coraz później, niekiedy pod wpływem alkoholu, niekiedy w ogóle nie wracał. Zaniedbywał dom, żonę, syna. Ona milczała, choć w sercu doświadczała bólu, cały czas wierząc, że to tylko chwilowy kryzys, ze wszystko ułoży się jak dawniej. Czas biegł dalej i nic nie wskazywało zmiany. Pewnego razu sprzątając mieszkanie, znalazła w pokoju list męża, który napisał do swojej kochanki, schował do książki, nie zdążył wysłać, a ten wypadł w czasie porządków, żona przypadkowo go odkryła. Pisał w nim, że już wkrótce porzuci żonę, syna, rodzinę i złączy się z nią. Żona z bijącym sercem czyta te słowa, które wyjaśniają wszystko, cały dramat ich życia. Idzie i klęka w salonie przed krzyżem, który w dniu ślubu otrzymali od swojego proboszcza i przed którym poświęcili swe małżeństwo Bogu. Modli się długo, ze łzami w ozach. Widzi to mały synek, podchodzi do matki i pyta: Mamo czemu płaczesz? Nie mamy już tatusia – odpowiada matka- przyciskając główkę dziecka do piersi. Odtąd już razem się modlą. Na tę scenę nadchodzi niespodziewanie mąż. Początkowo zaskoczony nie wie, co się dziej, ale leżący na stole list, jego własny list, wyjaśnia wszystko. No tak, żona wie już wszystko…Stanął jak zamurowany na widok żony i synka pod krzyżem. Coś ścisnęło go w gardle, przez ciało przeszedł dreszcz, a w sercu poczuł ogromny żal, pewnie i skruchę. Chwilę walczył ze sobą, pragnął natychmiast uciec z tego miejsca, ale nie mógł, jakaś nieziemska siła przytrzymywała go. Po chwili wewnętrznej walki klęknął obok żony i synka i powiedział; Jezu przebacz mój grzech, żono przebacz, nie odejdę, pozostaję z wami….

Tym razem skończyło się tak, bo miłość do Krzyża zwyciężyła. Ile razy kończy się jednak inaczej ? I pozostaje zraniona miłość, zdradzone małżeństwo, skrzywdzone dzieci, rozbita rodzina. Ludzie się krzyżują zdradą, nienawiścią, podstępnością, uprzedzeniem, brakiem tolerancji, niezdolnością przebaczenia. Miłość Boga – najważniejsze przykazanie dla chrześcijan – nie zapominajmy, jest też miłością człowieka i nie może być inaczej. „ Jakże możesz miłować Boga, którego nie widzisz, jeśli nie miłujesz brata, którego widzisz ? ( 1 J 4,20 ) – pisze św. Jan. Zresztą ma to być miłość nie tylko do swoich, ale do wszystkich ludzi, nawet do wrogów i nieprzyjaciół. Zazwyczaj swoich chcemy popierać ( jakie to aktualne dzisiaj) innych nie. Ten „inny „ traktowany jest często jako zagrożenie i w konsekwencji niesłusznie zwalczany. Tymczasem Jezus napomina: „ Miłujcie nieprzyjaciół waszych „. Nie sztuka jest kochać przyjaciół. Prawdziwą sztuką jest zaakceptować, a i pokochać tych, którzy myślą, mówią a nawet postępują inaczej. Bo przecież nie mogą być moimi wrogami tylko dlatego, że są inni. „ Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli miłość wzajemną mieć będziecie” (J 13,34). Opowiadał mi pewien znajomy, jak to przeżył w życiu straszliwy wypadek. Jechał samochodem wraz z dorastającym osiemnastoletnim synem, samochód wpadł w poślizg, odbił się od barierki i runął w przepaść. Kiedy na moment odzyskałem przytomność – mówił – i nie widziałem ile minut życia mi pozostało – będąc w tym rozbitym, pogiętym samochodzie, miąłem jedno pragnienie zanim umrę. Pragnąłem bardzo – kontynuował znajomy – przebić się przez to rumowisko blachy, by dotknąć dłoni mego syna ( nie wiedziałem czy przeżył czy nie ). Pragnąłem bardzo, zanim umrę, powiedzieć mu to jedno zdanie, którego chyba nigdy w życiu mu nie powiedziałem; Synu ja ciebie kocham! Wzruszające i zaskakujące.

Potrzeba aż takich dramatycznych przeżyć, aby wyrazić to, co wydaje się zwyczajnością ? Prawdziwa wielkość człowieka jest nie w jego prestiżu, nie w jego pieniądzach, nie w jego sławie, ale w jego zdolności do współczucia i miłości. Na końcu życia będziemy sądzeni z miłości. Jakże często brakuje nam naturalnego szacunku do siebie, jak rzadko pada w życiu słowo – dziękuję, przepraszam, szanuję, kocham. Nie umiemy przebaczać, bo nie potrafimy właściwie kochać. Przebaczyć znaczy tak naprawdę pokochać. Jak pisał poeta Sergiusz Riabinin; „ Męczymy się wszyscy jak muchy w sieci pajęczej, bo łączą nas węzły uczuć a nie miłość krzyża”. Zycie nasze w małżeństwie, w rodzinie, w społeczności jest niekiedy męczarnią, bo czujemy się osaczeni, jak ta mucha, co wpada w sieć pajęczą i nie może się z niej wydostać. Czujemy się osaczeni, zmęczeni, zniewoleni, gdy patrzymy na siebie tylko ludzkim uczuciem, a to nie wystarcza. Bo człowiek ma to do siebie, że dzisiaj mówi „ kocham”, aby jutro powiedzieć tej samej osobie „ nienawidzę „ i „odchodzę”. I męczyć się będziemy zawsze, o ile nie spojrzymy na siebie z wysokości Chrystusowego Krzyża, z perspektywy jego miłości, to znaczy nie spróbujemy nadać swemu życiu religijnego sensu.

Nad naszą epoką zawisła jakaś wielka samotność. Ludzie czują się samotni nawet wtedy, gdy żyją w rodzinie. Ta samotność bardzo ich boli, jak bardzo – wiecie lepiej, wy drodzy Bracia i siostry, Chorzy, którzy mnie słuchacie, przy radioodbiornikach. Samotność jest obecna zwłaszcza tam, gdzie człowiek opuścił Boga. Wtedy zaczyna się bać drugiego człowieka, aby go nie uszkodził, choroby i cierpienia, utraty miłości i ludzkiej przyjaźni, a nawet sił nadprzyrodzonych. Chciałoby się zatem powiedzieć, w ten czas rekolekcji wielkopostnych, kiedy milowymi krokami zbliżamy się do Świąt Wielkanocnych – nie lękajmy się Światła, które przychodzi do nas wraz ze Zmartwychwstaniem. Na Wielkanoc powinniśmy porzucić dotychczasowy sposób myślenia i posłuchać św. Pawła, który przekazuje nam znamienne słowa: „ Jeśliście więc razem z Chrystusem powstali z martwych, szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus zasiadając po prawicy Boga. Dążcie do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi” ( 1 Kol 3,1-2). A to oznacza nieustanne umieranie dla grzechu, a zmartwychwstanie do miłości, radości, nadziei. Chrześcijaństwo jest wiarą w zmartwychwstanie Chrystusa a to oznacza zgodę, aby wszystko się zmieniło. Oznacza zgodę na uśmiercenie naszych smutków, lęków, samotności, egoizmów i na włączeniu się w nowe życie, które daje nam Chrystus. Być może na tym polega tajemnica Wielkiej Nocy – na powrocie do tych samych rzeczy, które jednak stają się nowe, inne. Tylko musimy pozwolić Jezusowi wyjść z grobu, w którym poniekąd zamknęliśmy Go. Z grobu naszych uprzedzeń, urazów, rozczarowań, frustracji, narzekań, karykaturalnych wyobrażeń chrześcijaństwa. Musimy pozwolić, aby stał się On znowu Bogiem w nas. Nie takim, jakim chcielibyśmy go mieć, ale takim jakim naprawdę jest. (….)

Kochani życzę wam takiego poczucia i zrozumienia bycia człowiekiem odkupionym, które przyniesie wam samym wewnętrzny pokój ducha, a dla innych będzie świadectwem, że warto w życiu podążać za Chrystusem. Amen.

17 marca 2013  r.                                                                          O. Witold Kawecki CSsR

Kazanie pochodzi z publikacji: Świętokrzyskie Kazania Radiowe 26, 2013 r ( str.88 - 93.  Książka do nabycia; Parafia Św. Krzyża w Warszawie, ul. Krakowskie Przedmieście 3, [email protected], tel. 22 826 89 10.

Wybór i przygotowanie MB.

Za tydzień kolejne kazanie radiowe na 5niedzielę Wielkiego Postu na podstawie publikacji archiwalnych  Świętokrzyskich kazań radiowych.

Fot. www.swkrzyz.pl (parafia rzymskokatolicka pod wezwaniem Św. Krzyża w Warszawie).

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu