Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Poniedziałek, 16 września. Imieniny: Jagienki, Kamili, Korneliusza
18/07/2016 - 13:00

Trzynaście baranów na zakończenie Święta Dzieci Gór

Trzynaście dziecięcych zespołów regionalnych pożegnało się z 24. Międzynarodowym Festiwalem Dziecięcych Zespołów Regionalnych Święto Dzieci Gór. Na pamiątkę zabiorą z Nowego Sącza symbolicznego barana z Cepelii, pamiątkowe zdjęcie i niesamowite wspomnienia.

W niedzielę rano dzieci spotkały sie w bazylice św. Małgorzaty na mszy kończącej imprezę, zaś wieczorem odbył się pożegnalny koncert w hali przy ul. Nadbrzeżnej.

Na scenie mały chłopiec, rozgląda się. Czwóreczka nieco starszych zaczyna tańczyć w kółeczku, on lata jak samolot, jak ptaszek. I następne dzieci, jak ptaszki na scenie, wśród nich chłopaki z ptaszkami glinianymi. Fletnia pana. „Czyś widział jak sieją mak?” Cisza. Jak makiem zasiał. Zaznaczona międzynarodowym gestem palca położonego na ustach. Bębenek chorwacki zapowiada kolejny barwny taniec, tym razem do dźwięku dwóch tamburic. Wirują dzieci z każdego zespołu, jakby świat cały toczył się po festiwalowej scenie. Do tańczących podchodzi dorosła para z maleńkim dzieckiem. Wchodzą do kręgu. Ojciec niesie oseska. Matka czule głaska go po głowie. Wszystkie dzieci wyciągają dłonie jakby w geście błogosławieństwa. Odchodzą, a odprowadza ich Józek Broda słowami wiersza Jerzego Lieberta: Wśród złych moich uczynków, jak wśród traw ospałych, Płynie Twój strumień, Panie, Porusza moje ziemie, otwiera moje skały, Twarde, znieruchomiałe. Pozwól za tym strumieniem i miodu, i mleka Ludziom wejść na nie. O człowieka, o miłość człowieka, Modlę się, Panie. „Kukułeczka” wprowadza na scenę defiladę. I teraz to już nie jest ta „Kukułeczka” z programu zespołu chorwackiego, to już jest ta właściwa. Koniec się zbliża. Ale na razie… - Pasiesioj! – woła reżyser Festiwalu Józef Broda. - To już wiemy o co idzie. Radujmy się, syćmy oczy, rozumne serce.

(...) Dzieci z zespołu PIECUCHY z Nawojowej "biorą kostur pokornie i gazdować będą honornie.” Kukułeczka zamyka oficjalną część koncertu.

Teraz przez scenę płynie sama istota Święta Dzieci Gór. Na scenę wchodzą dwie tablice z nazwami zespołów kamrackich i flaga zespołu z zagranicy. Najpierw tańczy polski zespół, potem oba zespoły prezentują tańce kamrackie, których nauczyli się przez tydzień wspólnego „żywobycia”. Schodzą razem, zawsze odprowadzani oklaskami publiczności, ale po chwili na scenę wraca grupa zagraniczna, prezentując swój kilkuminutowy występ. Dzięki telebimowi zainstalowanemu na hali po raz pierwszy możemy zobaczyć emocje na twarzach kamratów, radość, której do niczego porównać nie można. Możemy zobaczyć z bliska. Trudno oderwać wzrok. I nie trza odrywać, trza się sycić. Na cały nadchodzący rok. I wszystko dzieje się w takim rytmie aż do ostatniej pary kamrackiej, bo to przecież nie para, to trójka. Zespoły z soboty muzyką dud i śpiewem o swobodzie wprowadza Józek Broda. Na scenie stają trzy kapele. Zaczyna się od podhalańskiego „zbója”, potem polski taniec kamracki, chwila zawieszenia, jakby decyzja, kto ma zagrać.

Zagrali muzycy z Ekwadoru, taniec prowadzony przez instruktorkę z DANZA E IDENTIDAD. Wreszcie największa na tegorocznym Festiwalu kapela zagrała czeski taniec kamracki. Ależ to piękne: Czeszka z Ekwadorczykiem, Czech z Polką, Polak z dziewczyną z Ekwadoru. Sama esencja najpiękniejszego Festiwalu dziecięcego na świecie. Zgodnie z kolejnością tańców kamrackich na scenę wraca zespół z Ameryki Południowej. Nasi południowi sąsiedzi kończą tę kamracko-koncertową część wieczoru. Do mikrofonu podchodzi Józek Broda. W ręku ma najsmutniejszy instrument. Okarynę. Znów „Kukułeczka”, tym razem podjęta przez kapelę z Chorwacji. Wbiegają dzieci z Kraju Basków. I tylko one. I nikt inny. Baskijka gwiżdże na palcach. Drugi raz… I wtedy dwie dziewczyny z jej zespołu zaczynają grać piosenkę, którą kończyły każdy ich występ, piosenkę rodzącą sznur połączonych dłoni, biegnących przez scenę i widownię. I tak się właśnie dzieje. Ze wszystkich stron wbiegają kolorowe korowody z całego świata. Zbiegają się (czy tylko ja ryczę jak bóbr?), chwilę tańczą w gromadach na gruzińską nutę. Róg. Przejmujący dźwięk. Piszczałka nakazuje, by wszyscy usiedli. Życie rzeką życie ptakiem… Gesty, że mam, że dam, że nie stracę ducha, bo nie jestem sam. Nie jestem sam! Do domu już czas… Boże, Boże wielki, tyś miłość i wiara, kto miłości wierzy, wszecko jej powierzy duszo ma… Trombita. Koniec!

KAMIL CYGANIK, fot. Piotr Droździk, Piotr Gryźlak

Trzynaście baranów na zakończenie Święta Dzieci Gór




Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu