Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 27 maja. Imieniny: Amandy, Jana, Juliana
09/04/2016 - 19:00

Radny z Wierchomli: Uchodźcy a polska racja stanu

„Nasza racja stanu polega na tym, żeby uchodźców zatrzymywać jak najbliżej krajów, z których pochodzą, żeby im było najłatwiej wrócić.” – mawiają politycy, zbliżeni do prawego skrzydła polskiego katolicyzmu. Piękne to i mądre z punktu widzenia tanich biletów kolejowych, jeśli się kupuje bilet w dwie strony.

Liczni Polacy wylądowali w Ameryce Południowej (Ignacy Domeyko, rektor Uniwersytetu Chilijskiego), gdzie pisali, odkrywali, organizowali i budowali kolej w Peru (Ernest Malinowski). Na tym kontynencie też okropnie się zagubili: Edward Habich (honorowy obywatel Peru) czy Ryszard Małachowski (architekt).

Jeszcze dalej odpłynął powstaniec listopadowy, Adam Kulczycki. Znalazł się na Tahiti, gdzie obyczaje podobno nie były zbyt srogie. Zajmował się kartografią i astronomią, został odznaczony Legią Honorową.

Fatalnie też zapisała się w dziejach USA artystka Pola Negri, której radzono, żeby wyemigrowała na pobliską Litwę, a ona wybrała Hollywood. Z kolei Zbigniew Ziembiński został, jak to piszą lubujący się w przesadzie Latynosi, „ojcem teatru brazylijskiego”. Wcześniej od niego żył syn polskich emigrantów, Paul Landowski, autor pomnika Chrystusa Odkupiciela w Rio de Janeiro.

Wszyscy oni zapisali się jak najgorzej w odległych krajach, podobnie jak niechętnie wspominamy obcokrajowców, którzy uciekli do Polski. Są wśród tych niebezpiecznych ludzi genetyczni Niemcy, jak Józef Elsner, nauczyciel Chopina, czy Emil Gerlach, twórca jakże niebezpiecznych noży i skalpeli, a także tysiące mieszczan, współzałożycieli Krakowa i innych polskich miast.

Oburzająca jest migracja Ormian do Polski. Zamiast dać się wyrżnąć Turkom, wleźli do Lwowa i całej Galicji. Taki chociażby Ignacy Łukasiewicz, toż to Ormiaszka! Wiem, bo przyjaźnił się z moim pradziadem, Adolfem Jabłońskim, z czego było dużo nafty w Bóbrce. W ogóle ci różni Axentowicze, Bohosiewicze, Jarymowicze, Makłowicze, Pendereccy i inni powinni zostać zlustrowani.

Nawet Skandynawowie mieli czelność tu się osiedlać, a wśród nich Samuel Linde, autor pierwszego w słownika języka polskiego (Polacy nie gęsi i gdyby nie ten bezczelny Linde, też by kiedyś słownik naskrobali).

A taki Maurycy August Beniowski! Zwykły Węgier, ladaco. Zresztą diabli wiedzą, może Słowak? Kto się ta w tym rozezna, gdy się jest „królem Madagaskaru”. O ten Madagaskar powinna się zresztą upomnieć Zjednoczona Polska (dawniej: kraje układu warszawskiego z ewentualnym wyłączeniem Rosji).

Zmieńmy temat na weselszy. Otóż papież Franciszek apeluje o uciszenie sporów. Idąc za tą dyrektywą polscy biskupi następnego dnia rozniecają konflikt wokół aborcji. Aż się ciśnie na usta cytat z Mickiewicza: „Ta karczma Rzym się nazywa” – a idzie o karczmę w Polsce, nieprawdaż? A może o karczmę, jaką jest Polska? Lejmy piwa w puste łby.

Oto nasza racja stanu.

Witold Kaliński

**

Autor – Witold Kaliński jest radnym Wierchomli w gm. Piwniczna-Zdrój, prezesem Towarzystwa Literackiego im. C. Norwida w Nowym Sączu; stały felietonista miesięcznika „Sądeczanin”.







Dziękujemy za przesłanie błędu