Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 24 lipca. Imieniny: Kingi, Krystyna, Michaliny
07/04/2019 - 10:20

Flygskam, czyli dlaczego Szwedzi (trochę) wstydzą się latać samolotem

Znani z dbałości o środowisko Szwedzi podróżują samolotami aż siedem razy więcej niż wynosi średnia krajowa na świecie. Czy to nie paradoks, skoro powszechnie znany jest negatywny wpływ lotnictwa na klimat?

Aby ograniczyć do minimum zanieczyszczenie środowiska, Szwedzi świadomie wybierają na co dzień rower, metro, kolejkę podmiejską, czy też pociąg.  Wybierają ekologiczne lokalne produkty, minimalizują zużycie plastiku, segregują śmieci. Jednak co rok, miliony Szwedów planują egzotyczne wyjazdy do odległych zakątków świata, zwłaszcza do Azji. W 2018 roku Szwedzi odbyli aż 207 000 podróży do Tajlandii. Lot jednego pasażera do tego kraju powoduje emisję ponad 720 kg dwutlenku węgla.

Do tego doliczyć należy inne szkodliwe substancje, które mają właściwości zmieniające atmosferę, takie jak: tlenki azotu, siarki, parę wodną i sadzę. Na tę chwilę wymienione gazy cieplarniane odpowiadają za około 5 proc. globalnego ocieplenia, co odpowiada za stopienie się około 6 tys. kilometrów kwadratowych lodu na Arktyce w ciągu roku.

Flygskam, czyli wstyd latania

5 proc. wydaje się niewielką liczbą w porównaniu z 17 proc. wytwarzanymi przez ruch drogowy, jednak odnotowuje się ciągły dynamiczny wzrost ruchu lotniczego i jego udziału w zanieczyszczeniu naszej planety. W 2018 roku wynosił on 6,4 proc., ale według badań, już za 31 lat, w 2050 roku  wartość ta wzrośnie do ponad 20 proc.

Poza tym uważa się, że spaliny samolotów oddziaływają na środowisko i efekt cieplarniany w o wiele większym stopniu z powodu wysokości, na której dokonuje się emisja. Jak się okazuje, silniki na powierzchni Ziemi są mniej szkodliwe – z tego wynika, że latanie samolotem jest przeciwieństwem postawy proekologicznej. Dlatego głośne są w Szwecji ostatnio kampanie namawiające do korzystania z bardziej przyjaznych klimatowi środków transportu i ograniczenie lotów samolotem.

Do słownika Szwedów na stałe weszło nowe wyrażenie „flygskam” czyli wstyd z powodu latania samolotem. Powoli uświadamiają sobie fakt, że lotnictwo rujnuje środowisko naturalne. Na Instagramie powstał nawet hashtag #svesemester, czyli „szwedzkie wakacje”. Nowy trend to wakacje w kamperze w surowej naturze Szwecji. Jednak czy Szwedzi będą w stanie powstrzymać się od podróży w stronę słońca podczas 10 miesięcy deszczu, mrozu i wilgoci? Czy znajdą inny sposób na walkę z depresją?

Specyficzne warunki klimatyczne nie zachęcają do częstych wyjść na zewnątrz i aktywności na dworze. Styl życia towarzyskiego siłą rzeczy nie rozwinął się tak, jak w cieplejszych krajach. Szwedzi często walczą ze stanami depresyjnymi, a jednym ze sposobów walki są właśnie podróże do ciepłych krajów. Jeśli Szwedzi rzeczywiście wcielą w życie plan ograniczenia lotów, trend ten ma szansę stać się przykładem dla innych nacji.

To co „skandynawskie” kojarzy nam się przecież z innowacją, bezwzględną ekologią, rozwojem oraz dobrobytem. Świat często czerpie ze skandynawskich wzorców i w tym przypadku nowy trend ekologiczny powoli staje się międzynarodowy, otrzymał nawet swój hasztag #flyingless.

Od kogo wszystko zależy

Bez zaangażowania kilku bardzo ważnych grup: najbogatszych, polityków i zarządów dużych korporacji ochrona środowiska wydaje się niemożliwa.  To oni najczęściej podróżują w nieekonomicznej klasie biznes lub w pierwszej klasie, zostawiają największy ślad dwutlenku węgla w przeliczeniu na osobę. Jeszcze gorzej sytuacja przedstawia się w przypadku milionerów, korzystających z małych, prywatnych samolotów. W tej sytuacji przybycie rekordowej liczby polityków prywatnymi odrzutowcami na tegoroczne Forum Ekonomiczne do Davos na rozmowy o klimacie było lekką hipokryzją.

Czy istnieje recepta na ograniczenie podróży samolotami w czasach globalizacji, kiedy niemal każdy może sobie pozwolić na lot samolotem? Jednym z rozwiązań jest wybranie innego środka lokomocji, na przykład pociągu. Poświęcenie swojego czasu i obniżenie standardu podróży oraz ograniczenie długodystansowych podróży do minimum to chyba cena, którą musimy zapłacić. Dla Matki Ziemi i przyszłych pokoleń. (A.Alińska)

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji





Dziękujemy za przesłanie błędu


lipcowy miesięcznik