Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 19 czerwca. Imieniny: Gerwazego, Protazego, Sylwii
18/12/2013 - 16:35

Nowy Sącz: Dawny szpital żydowski zamienił się w biurowiec

Przy ulicy Kraszewskiego w Nowym Sączu jeszcze niedawno znajdowała się olbrzymia ruina strasząca przechodniów. Mało kto pamiętał, że przed wojną był w tym budynku szpital żydowski. Równo 100 lat po jego powstaniu, stare mury wcieliły się w rolę biurowca. Jedynie zarys secesyjnej architektury przypomina o jego XIX-wiecznym rodowodzie. O tym, ile w tych murach było dramatycznej walki o ludzkie życie, nie pamięta już prawie nikt.
Stosunkowo szybki rozwój opieki medycznej wśród Żydów, nie tylko sądeckich, był spowodowany kilkoma czynnikami. Najważniejszym z nich wydaje się być obowiązek dobroczynności. W języku hebrajskim nazywa się ją „Tzedakah” (cedaką). Słowo to zostało uformowane z rdzenia „Tzadej-Dalet-Kof” oznaczającego prawomyślność, sprawiedliwość, dobroć. Pieniężna ofiara dobroczynna miała z biegiem czasu zastąpić ofiarę ze zwierząt jaką kiedyś składali Izraelici. Pobożni, bogaci Żydzi w swoich domach umieszczali specjalne puszki na ofiary. Każdy domownik mógł wesprzeć potrzebujących. Cedaka uchodzi również za dobrodziejstwo dla ofiarodawcy, bowiem w czasie sądu ostatecznego może ona przeważyć szalę na rzecz sądzonego. Cedaka winna być dokonywana chętnie, w sposób niewymuszony oraz bez samozadowolenia. Ofiarodawca winien być wdzięczny temu, komu pomaga za przyjęcie ofiary. Według uczonych cedaka jest najważniejszym przykazaniem (micwą), a jego zaniedbanie porównuje się z oddawaniem czci innym bogom. Taki rodzaj ofiary został zalegalizowany w prawie religijnym ponad trzy tysiące lat temu: „…do skraju pola twojego nie wyżynaj, pokłosia żniwa twojego nie pobieraj (…), winnicy też twojej nie obieraj do szczętu, co opadło z sadu twojego, nie zbieraj; ubogiemu i cudzoziemcowi zostaw je (…)”. Po upadku świątyni jerozolimskiej cedaka stała się elementem życia społecznego silnie zakorzenionym w tradycji i skodyfikowanym w religijnym prawie. Istnieje ośmiostopniowa hierarchia aktów dobroczynności: wsparcie bezzwrotnym zasiłkiem; wsparcie pieniężne udzielone osobie nieznanej, która nigdy nie dowie się, kto jej pomógł; wsparcie pieniężne gminie na cele dobroczynne; wsparcie finansowe dla osoby, która wie kto jej pomaga, ale dobroczyńca jej nie widzi; dodatek udzielony w sytuacji, kiedy obdarowany nie prosi o wsparcie; wsparcie na prośbę osoby potrzebującej, całkowicie i chętnie; wsparcie udzielone potrzebującej osobie chętnie, choć nie całkowicie oraz wsparcie udzielone przez darczyńcę na prośbę obdarowanej osoby niechętnie i nie w pełnym wymiarze.
                                                                                                                 *
Obowiązek dobroczynności dotyczył nie tylko bogatych Żydów, bowiem według zasad religii mojżeszowej pomagać mieli innym nawet ci, którzy sami byli w potrzebie. Prawo żydowskie zobowiązywało oddawać dziesiątą część swoich dochodów ubogim, po odliczeniu podatków. Stąd często mówiło się o solidarności żydowskiej. W okresie przedrozbiorowym dobroczynnością zajmował się wydział zarządu kahału (gminy wyznaniowej). Z dobroczynności słynął na całą Galicję sądecki cadyk Chaim Halberstam, który pomagał ubogim, szczególnie w czasie świąt Sukot.
Żydzi składali cedakę nie tylko dla żebraków, ale również na instytucje zajmujące się zdrowiem, edukacją i opieką, a także na synagogi. Udzielano jej w pierwszej kolejności ubogim własnej gminy, ale w imię pokoju również gojom. Ludzie znani ze swojej dobroczynności honorowani byli na nagrobkach (macewach) symbolami w postaci dłoni z jałmużniczym groszem.
W Nowym Sączu działało mnóstwo żydowskich organizacji dobroczynnych. Jednym z popularniejszych było towarzystwo niskoprocentowej kasy kredytowej Gemilas Chesed. Większość z instytucji utrzymywała się z ofiar.
Zapewne również z darowizn społecznych powstał szpital żydowski w Nowym Sączu. Warto podkreślić, że w mieście istniało liczne, dobrze zorganizowane środowisko lekarzy wyznania mojżeszowego. Należy tu wymienić takie postaci jak dr Herman Reiss (nestor sądeckich lekarzy), dr Dawid Mohr czy bardzo popularny dr Maurcy Ameisen. Lekarze żydowscy kształcili się na renomowanych uniwersytetach od Krakowa, Lwowa po Wiedeń, doskonale wykorzystując możliwości jakie stworzyła przed nimi autonomia galicyjska.
W okresie międzywojennym pojawiła się młoda generacja medyków, jak bracia Herbstowie (Henryk i Maksymilian). Byli synami Adolfa Herbsta, opiekuna szpitala żydowskiego. Wziętą lekarką przed wojną była córka znanego kupca Bernarda Żupnika, dr Helena Żupnik z Rynku. Większość medyków ordynowało prywatnie.
                                                                                            *
Szpitalnictwo żydowskie pojawiło się w Nowym Sączu wraz z przybyciem starozakonnych w XVII wieku. Pierwszym odnotowanym w źródłach sądeckim Żydem był Abraham, okulista. Nie znamy położenia starego obiektu szpitalnego, poprzednika szpitala przy obecnej ulicy Kraszewskiego. Wiemy jedynie, że znajdował się również na Załubińczu. Lokalizacja w obrębie dzielnicy Piekło nie była przypadkowa. Ten obszar zamieszkiwało wielu Żydów. Sama instytucja szpitala istniała nieoficjalnie od 1848 roku, urzędowo zaś od 1852 roku. Lecznica utrzymywana była przez kahał sądecki.
W 1867 r. magistrat powołał specjalną komisję do kontroli szpitala. Na jej czele stanął znany lekarz i ówczesny burmistrz miasta Onufry Trembecki. Prymariuszem w szpitalu u progu XX wieku był dr Bernard Silberman, zaś sekundariuszem dr Herman Laks. Ponadto w szpitalu pracował wspomniany dr Dawid Mohr. Potem na długo objął on funkcję kierownika sądeckiej lecznicy.
Nowy budynek przy ulicy Kraszewskiego 44 powstał dopiero w latach 1910–1913. Aby ułatwić sobie zdobycie zezwolenia na jego budowę, szpital powstawał jako fundacja imienia cesarza Franciszka Józefa. W 1914 r. wybuchła Wielka Wojna, która nie oszczędziła budynku. Nie dość, że zahamowała działalność szpitala, to budynek został bardzo zniszczony. Po wojnie szpital wznowił działalność.
W 1934 r. na szpital spadł kolejny cios. W czasie wielkiej powodzi wylała pobliska Kamienica. Woda zniszczyła wyposażenie i mury szpitalne. Budynek nie nadawał się do użytku. Wydawało się, że szpital skończy jako ruina. Na szczęście na czele sądeckiego kahału stanęli obrotni syjoniści, którzy planowali remont budynku.
W 1935 roku prezes kahału sądeckiego, będący równocześnie zarządcą szpitala, przedstawił staroście sądeckiemu Maciejowi Łachowi projekt odbudowy lecznicy. Idea wskrzeszenia szpitala zjednoczyła zróżnicowane politycznie środowisko żydowskie. Pomysł poparli lekarze żydowscy, którzy w tym czasie uchodzili za najlepszych w mieście. Jeszcze w czasie remontu dochodziło do ostrych spięć między Żydami. Nie podobał się wielu osobom fakt otwarcia w 1938 r., w budynku szpitala, kuchni dla ubogich. Środowisko inteligenckie było zainteresowane obsadą kierownika lecznicy. Prasa żydowska lansowała na to stanowisko dr. Mariana Mohra, syna Dawida. Zarzucano kahałowi, że nie otworzył ambulatorium przy szpitalu, co według niektórych miało odciąć ubogą ludność Piekła od pomocy lekarskiej.
Remont szpitala zakończono w lipcu 1939 r. Wewnątrz miało się znaleźć 30 łóżek. Dobrano także nowy personel...

Cały artykuł Artura Franczaka i Łukasza Połomskiego zatytułowany "Chcieli zdążyć przed Panem Bogiem" w grudniowym numerze miesięcznika "Sądeczanin".

(s) Fot. z archiwum autorów








Dziękujemy za przesłanie błędu