Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Czwartek, 20 czerwca. Imieniny: Bogny, Rafaeli, Rafała
19/09/2022 - 10:35

Papier na wagę złota. Leszek Mazan o sztuce radzenia sobie w kryzysowych chwilach

W kolejnym felietonie Leszek Mazan otwiera przed Czytelnikami „Sądeczanina” drzwi… dawnych szaletów i zaprasza do wciągającej opowieści o papierze na wagę złota.

Przed klozetem miejskim stali
Trzej młodzieńcy. I czekali.
I już bierze ich cholera,
Że im babcia nie otwiera…

- tym cytatem Leszek Mazan rozpoczyna swój felieton w najnowszym, wrześniowym numerze miesięcznika „Sądeczanin”.

- Jednym z bezimiennych bohaterów tej sądeckiej ballady sprzed sześćdziesięciu lat byłem (no, jeszcze trochę jestem) ja – uczeń I LO im. Jana Długosza, zatrzymujący się w drodze do szkoły pod oknami komendy Straży Pożarnej, naprzeciw której na placyku stała duma mojego rodzinnego miasta: murowany klozet vulgo wychodek alias sraczyk.

Skorzystanie niego uwarunkowane było obecnością popularnej w całym mieście babci. Babcia miała jednak mocny sen i często nam, potencjalnym klientom, pozostawały tylko marzenia i przebieranie nogami.

Być może do porannych czynności babci należały oględziny ścian sraczyka, czy aby nie pojawiły się na nich mrożące krew w żyłach napisy antyrządowe czy (co na jedno wychodziło) antypartyjne. A takie, mimo nadczujności naszych organów ścigania, wykwitały często nad pisuarami czy muszlami klozetowymi.

Pan Lucuś z opowiadania Sławomira Mrożka pisze na ścianie: „Precz z bolszewizmem”. Dopiero spłoszony przenosi się poza wychodek, gdzie już względnie spokojnie może wysikiwać na śniegu: „Katolicy się nie dadzą”…

Ja, dla skrócenia czasu oczekiwania na otwarcie przytulnego wychodka przywoływałem w pamięci dumną scenę ze „Szwejka”: pod drzwiami drewnianego, ogrodowego sraczyka stoi oficer domagający się natychmiastowego wejścia:

– Herrgott, kto tam siedzi?

– Kadet Biegler, 11 kompania, batalion N, 91 pułk.

– A tu podporucznik Dub z tej samej kompanii. Otworzyć natychmiast, bo inaczej postawię pana przed sądem polowym!

– Już kończę, panie podporuczniku!

I zza drzwiczek popłynął obiecujący szelest papieru…

Badaczom przygód pana Haszkowych bohaterów nie udało się jeszcze ustalić, co to był za papier. Z całą pewnością nie był to dzisiejszy papier toaletowy, więc co? Gazeta? Na pewno nie książka, gdyż ich karty były niewsiąkliwe. Więc co?

Wyobraźnia podsuwała bajki z mchu i paproci, które to dary natury dostarczane musiały być na sądecki zamek w dużych ilościach, osobliwie w czasie wizyt króla Władysława Jagiełły.

Zwycięzca spod Grunwaldu pasjami lubił gruszki, co zwiększało i częstotliwość, i czas pobytu monarchy w naddunajeckich wychodkach zwanych loca sekreta oraz większe zużycie zamkowych zapasów liści, mchów, delikatesowego siana, owczej wełny etc., etc.

Niedawno, przechodząc z  ogromnym szacunkiem obok nieistniejącego już magistrackiego klozetu (kto wie, kto pamięta?) przypomniała mi się dramatyczna historia z  lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku wyczytana w  czeskim dzienniku „Mlada Fronta”.

Nocne manewry, zagajnik. Jadący gazikiem pułkownik ze sztabu dywizji poczuwa nieodpartą konieczność natychmiastowego załatwienia dużej potrzeby. Zatrzymuje wóz, wojskowym krokiem udaje się w zarośla i woła do kierowcy:

– Honza, daj mi kawałek „Rudeho prava”!

– Tak jest! Moment… Towarzyszu pułkowniku, nie mamy w wozie żadnej gazety!

– O sacra…! Honza, otwórz no moją raportówkę, wyciągnij jakiś papier!

– Tak jest! Moment… Towarzyszu pułkowniku, ale na wszystkich są pieczątki „ściśle tajne”.

– Ty wole jeden! Wybierz taki, na którym pieczątka jest niewyraźna…

Kierowca rozkaz wykonał precyzyjnie, ale na drugi dzień podzielił się swymi wrażeniami z kim trzeba. Do zagajnika zjechała speckomisja, badając przez lupę treść użytego do celów pozasłużbowych dokumentu. A my w tym miejscu spuśćmy zasłonę miłosierdzia…

Dalszą część felietonu Leszka Mazana można przeczytać we wrześniowym wydaniu miesięcznika „Sądeczanin”. Czasopismo w formie papierowej dostępne jest w wybranych kioskach na terenie Sądecczyzny – pełną listę znajdziesz TUTAJ – lub w siedzibie wydawcy – Fundacji Sądeckiej.

Ci, którzy – w przeciwieństwie do bohaterów felietonu Mazana – papieru nie potrzebują, mogą nabyć e-wydanie „Sądeczanina”. Wydanie cyfrowe – wysyłane na adres mailowy w formacie pdf – dostępne jest TUTAJ. ([email protected], fot. Pixabay)







Dziękujemy za przesłanie błędu