Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Piątek, 25 września. Imieniny: Aureli, Kamila, Kleofasa
09/12/2018 - 19:45

Polska węglem stoi, czyli szczyt klimatyczny a sprawa sądecka

Właśnie mija miesiąc od pamiętnych sejmowych wydarzeń, kiedy to nasi miłościwie panujący „przedstawiciele narodu” pokazali jak bardzo się z głosem tegoż narodu liczą. I dziś znowu sygnał idzie – tym razem na cały świat – jak ważne jest dla nich dobro poddanych, ech… przepraszam – obywateli... - pisze w swym felietonie Sławomir Wróblewski.

Przed miesiącem (przypomnę) zignorowali – z pewną wręcz gracją, okraszoną sporą dawką medialnej propagandy – pełne determinacji wołanie Polaków o naprawę patologicznego i opresyjnego systemu obowiązkowych szczepień dzieci. Teraz robią wiele by pokazać całemu światu, jak ważna jest dla nich inna sprawa ściśle związana z naszym zdrowiem i życiem.

Czynią to oczywiście przy okazji trwającego właśnie szczytu klimatycznego w Katowicach – zbojkotowanego przez niemałą grupę zagranicznych osobistości, które nie chcą firmować swą obecnością zaiste dziwnej – można by rzec – na wielu frontach „anty-ekologicznej” polityki państwa gospodarza.

Nie ma bowiem co się oszukiwać, że czystość środowiska i przyszłość klimatu to kwestie, które zdecydowanie nie stanowią istotnych celów w polityce polskich władz. Zresztą nie tylko obecnych, bo i poprzednicy niespecjalne mieli na tym polu osiągnięcia; choć to obecna ekipa dokonała na początek symbolicznego „wyrzucenia” jednego wyrazu z oficjalnej nazwy ministerstwa (niegdyś „ochrony”, dziś tylko „środowiska”), a później dokonała paru ostentacyjnie „anty-ekologicznych” posunięć.

Może to trochę zastanawiać, gdyż przecież nawet i w gronie wyborców aktualnie rządzącej partii niemałą część stanowią – z tego co mi wiadomo – ludzie, którym zależy na czystym środowisku; może akurat niekoniecznie są to aktywiści Greenpeace, ale już choćby zapaleni działkowcy, grzybiarze, wędkarze i tym podobni rozmaici – nieco młodsi i trochę starsi, lecz młodzi duchem – „pozytywnie zakręceni” miłośnicy przyrody.

Oczywiście z drugiej strony jasny przekaz polskich gospodarzy – Z węgla nie zrezygnujemy (nigdy?)! – też pozornie daje się rozsądnie wytłumaczyć. Wszak Polska „węglem od zawsze stoi” i niemało ludzi w kopalniach zarabia na chleb. Kiedy jednak bliżej się sprawie przyjrzeć okazuje się, że chyba jednak naszej władzy nie bardzo chodzi o ochronę miejsc pracy polskich górników. Istnieje bowiem – jak się okazuje – całkiem sporo możliwości „czystszego” i nowoczesnego wykorzystania naszego „czarnego złota”, które jednak pozostają wciąż w sferze teorii.

Weźmy choćby to, co próbuje rozpropagować inżynier Krzysztof Sitarski – górnik „z dziada pradziada” i poseł na sejm (z klubu Kukiz15). Też i on co prawda twierdzi, że „wyjście z węgla w ogóle nie wchodzi w grę” (trudno by górnik głosił co innego), ale zarazem mówi (konkretnie) o „bardziej efektywnym wykorzystaniu węgla”, „czystych technologiach węglowych”, zastosowaniach węgla koksowego, produkcji wodoru i potencjale technologii wodorowych, wreszcie o rewelacji ostatnich lat, a więc tajemniczym – stworzonym przez polskich naukowców z Zabrza – „błękitnym węglu”. Nie wiem, nie znam się specjalnie na węglu ani wodorze, ale brzmi to wszystko dość interesująco.

            No a poza tym, jak świadczą nieubłagane statystyki, na chwilę obecną Polska niemało węgla… importuje! W 2017 r. sprowadziliśmy go dwa razy więcej niż sprzedaliśmy za granicę. A chodzi tu o rzędy kilkunastu milionów ton rocznie. Sprowadzamy zaś węgiel głównie z Rosji – od której to podobno mamy się w zakresie energetyki uniezależnić. Skoro więc tak, to czy aby naprawdę nie dałoby się jednak odważniej podjąć tej modernizacji polskiej branży energetycznej, która przecież – jak wiadomo – z pewnością trochę potrwa? A odchodzenie od węgla jako paliwa może by zacząć nie od zamykania kopalń, ale od zmniejszenia importu tego „narodowego polskiego” surowca?

Co prawda węgiel rosyjski kupują podobno głównie ciepłownicy i składy opału. A pewnie państwo zakazać im tego nie może (i słusznie – nie tędy droga). Jednak zamiast zasłaniać się rzekomą ochroną interesów polskich kopalń, mogłoby z większą – nomen omen – energią ułatwiać naszym rodakom wprowadzanie proekologicznych rozwiązań w gospodarstwach domowych, czy też podjąć bardziej radykalne kroki w sprawie poprawy jakości węgla, jaki Polacy kupują w składach i spalają w swoich domach; wprowadzone w kwietniu tego roku przepisy są powszechnie krytykowane jako działania pozorowane i nastawione na granie na zwłokę.

Tymczasem Polacy radzą sobie z ogrzewaniem domów jak umieją, nieraz z ułańską wprost fantazją. Przy tej okazji niejeden nasz rodak ma sposobność upiec (prawie dosłownie) dwie pieczenie na jednym ogniu. Już w pierwsze jesienne chłodniejsze dni można wszak – zapalając w domowym piecyku – pozbyć się uzbieranych przez cały ciepły sezon rozmaitości. Ponoć Polska sprzeciwiła się unijnej koncepcji obowiązkowego recyklingu i wprowadzenia kaucji za plastikowe butelki (system taki funkcjonuje z wielkim powodzeniem w wielu państwach Europy), bo gdyby takie rozwiązanie u nas wprowadzić, Polacy nie mieliby czym domów ogrzewać.

Oczywiście oficjalnie nikt się do palenia plastikiem nie przyzna. Pozostaje nam więc ufać zapewnieniom naszych szanownych sąsiadów, mężnych służb kontrolujących i troskliwych władz miejskich, że wszystko jest w porządku, że to, co wykazują zimą miejskie stacje pomiarowe to zaburzone wyniki, bo ktoś je specjalnie koło komina ulokował. A jeśli widzimy wydobywające się z tego czy owego domostwa kłęby dymu rozmaitej barwy i woni, to na pewno wszystko od czystego węgla pochodzi. Pytanie tylko, cóż to za węgiel? Bo na pewno nie ten wspomniany zabrzański „błękitny”.

Co wszakże ciekawe – gdy idzie przynajmniej o naszą drogą ziemię sądecką, która jak wiemy przoduje w unijnych rankingach na zatrute powietrze – jakiś czas temu to właśnie nasi samorządowcy wyrażali szczególne zainteresowanie niezwykłym polskim węglowym wynalazkiem. Dnia 4 października 2016 r. w Nowym Sączu ówcześni: prezydent tegoż miasta, burmistrz Muszyny oraz starosta nowosądecki podpisali z przedstawicielami Instytutu Chemicznej Przeróbki Węgla w Zabrzu i polickiego Polcharu porozumienie w tej sprawie. Jak wciąż jeszcze możemy przeczytać na stronie zabrzańskiego Instytutu, nasi lokalni włodarze „zobowiązali się do partnerskiego wsparcia organizacyjnego, logistycznego oraz marketingowego dla realizacji przedsięwzięcia” pod nazwą „Eksperyment sądecki 2” polegającego na opracowaniu i wdrożeniu systemu dystrybucji tzw. „błękitnego węgla”.

Co z tego po dwóch latach wynikło? Trudno powiedzieć. Od tamtego czasu w tej sprawie cisza. Czy nic z tego nie wyszło z powodu braku wsparcia władz państwowych? A może z innej przyczyny. W każdym razie Nowy Sącz i cała sądecka kotlina wciąż dusi się zatrutym powietrzem – także i dziś, gdy piszę te słowa, ogłoszony jest alarm smogowy.

Tak więc nawet jeśli niektórzy sceptycy próbują negować ocieplenie klimatu (choć wakacyjne upały i zielone papużki fruwające latem nad naszymi głowami zdają się go potwierdzać) albo przynajmniej poddają w wątpliwość wpływ spalania węglem na to zjawisko (zwracając uwagę na podobne okresy ciepła w przeszłości, choćby przed paru wiekami, kiedy to na Winnej Górze w Biegonicach uprawiano winorośl), to trudno zaprzeczyć, że czystość naszego – także sądeckiego – powietrza pozostawia wiele do życzenia.

Mamy jednak nowe władze samorządowe. Nowego prezydenta w Nowym Sączu i nowego starostę powiatu – obu niewątpliwie z głowami pełnymi świeżych odważnych pomysłów. Pewnie nie zdołają oni wywrzeć wielkiego wpływu na światowe zmiany klimatyczne, lecz stan powietrza w naszym regionie to już co innego. Miejmy więc nadzieję, że nowi sądeccy włodarze nie poprzestaną na deklaracjach, ale rozprawią się wreszcie z tą naszą ziejącą trującymi oparami węglowo-śmieciową potworą.

Przyznać trzeba, że już samo powołanie przez prezydenta Ludomira Handzla na stanowisko dyrektora Wydziału Ochrony Środowiska pana Grzegorza Tabasza budzi wielkie nadzieje. Szczerze życzmy mu powodzenia w pracy, której zobowiązał się podjąć. No i sami w miarę możliwości podejmijmy działania, jakie możemy podjąć. Nawet jeśli klimatu świata nie uratujemy, to – „myśląc globalnie, działając lokalnie” – oczyścimy przynajmniej wreszcie nasze sądeckie powietrze. (Zielone papużki mogą w Sączu pozostać. (Sławomir Wróblewski)







Dziękujemy za przesłanie błędu

Miesięcznik Sądeczanin - wydanie wrześniowe