Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Wtorek, 22 września. Imieniny: Maury, Milany, Tomasza
22/05/2016 - 12:30

Ma 73 lata i chce zdobyć Koronę Maratonów Świata

Barbara Prymakowska, zwana „najszybszą babcią świata”, w drodze po Koronę Maratonów Świata zahaczyła o zawody w Wierchomli. Biegaczka Sokoła Tarnów wygrała ze swoimi konkurentkami młodszymi o 10-20 lat. Prymakowska wybiegała czas 01.06:20,95. Dla niej to, jak przyznaje, przetarcie w starcie w maratonach i biegach górskich o mistrzostwo świata.

Pani Basiu, startuje pani w wielu zawodach, nie jest też tajemnicą, że chce Pani zdobyć tak zwaną Koronę Maratonów Świata...
Tak, postanowiłam zdobyć Koronę Maratonów Świata. W tym roku wystartowałam w Maratonie w Tokio, gdzie byłam pierwszą Europejką w swojej kategorii  wiekowej. Po miesiącu wystartowałam w Bostonie i byłam czwarta w swojej kategorii wiekowej i druga jako Europejka. Mam już numer startowy na Chicago, gdzie pobiegnę 9 października. Jak go ukończę, to Korona Maratonów Świata będzie moja.

Jakie oprócz tego w tym roku starty już za Panią?
W tym roku również za mną dwie połówki: Półmaraton Warszawski i  w Sobótce, czyli odbywa się bardzo prestiżowy maraton wokół Ślęży. Była Dziesiątka Skawińska i Bieg Pszczelim Szlakiem. A dziś jestem tu w Wierchomli, bo przygotowuję się do Mistrzostw Polski Mastersów w Biegach Górskich i może wystartuję w Mistrzostwach Świata w Biegach Górskich stylem alpejskim.  

Jakie marony zaliczane do Korony są już za Panią?
To: Berlin, Nowy Jork, Londyn. W tym roku zaliczyłam Tokio i Boston. Brakuje mi tylko Chicago i akurat w tym roku mi sie to udało, bo na wielu matronach wchodzę z  tak zwanego limitu czasowego i omija mnie loteria. Jeśli zawodnik liczy na start przez loterię, to musi się wykosztować około 1500 dolarów za taką przyjemność.

Od jakiego czasu Pani biega?
Piętnasty Cracovia Maraton to było moje wielkie święto, ponieważ piętnaście lat temu mając 58 lat  pobiegłam swój pierwszy maraton w życiu na „podeszwach”. W tym roku, ponieważ już byłam zamulona tymi dwoma maratonami i dwoma polówkami przejechać się na łyżworolkach. Ukończyłam Cracowię na łyżworolkach, tylko że na ekstremalnych warunkach, bo lało, a mokra i śliska nawierzchnia na rolkach to wielka trudność, wręcz walka o przetrwanie.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Janina Rosińska: Uciekłam grabarzowi spod łopaty...

Jaka była motywacja, żeby tuż przed sześćdziesiątką zacząć biegać maratony?
Jestem po Akademii Wychowania Fizycznego i całe życie „robiłam w sporcie”. Było to przede wszystkim narciarstwo zjazdowe, bo jestem instruktorem narciarstwa zjazdowego, ale też biegówki i łyżwy, a także łyżworolki. Na biegówkach biegłam na przykład siedemdziesięciokilometrową Marcialonę, Dolomiten Laufen. König-Ludwig-Lauf i oczywiście Biegi Piastów. Po Tokio wykręciłam taki numer, że sześć dni po pobiegłam 54 kilometry stylem klasycznym, bo nie chciałam zrezygnować z czterdziestego Biegu Piastów.   

Pani życiówka na 42 kilometry 195 metrów?
To 3 godziny 58 minut 17 sekund.

Teraz spotykamy się jednak w górach Beskidu Sądeckiego?
Za późno zaczęłam biegać w górach, a bardzo je uwielbiam. Od miłości do gór zaczęła się chęć zdobycia Mont Blanc. Mając 68 lat, jako najstarsza Polska, zdobyłam Mont Blanc. Bieganie w górach to coś naprawdę fantastycznego, obcowanie z przyrodą, brak tłumów, nie ma tego klepania asfaltu. Owszem nieraz trzeba, bo chciałam mieć koronę maronów, ale niewspółmiernie większą przyjemnością jest biegać w górach.

Skoro góry, to pewnie będzie można Panią spotkać we wrześniu w Krynicy?
Oczywiście. Poiegnę dziesiątkę i maraton, dzień po dniu.

Rozmawiał Janusz Bobrek
Fot. JB







Dziękujemy za przesłanie błędu

Miesięcznik Sądeczanin - wydanie wrześniowe