Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Czwartek, 26 listopada. Imieniny: Leona, Leonarda, Lesławy
07/07/2020 - 08:15

Czy Bóg wybacza samobójcom także tym w sutannach? Przejmujący wywiad z księdzem

Kiedy odbierają sobie życie, tajemnicę śmierci zabierają do grobu. W jakie miejsce trafiają w zaświaty? Wśród wierzących panuje przekonanie, że samobójcy skazani są na wieczne potępienie. Przez całe wieki Kościół odmawiał im pogrzebu z udziałem księdza i pochówku na poświęconej ziemi, co było bardzo surowe, zwłaszcza dla rodziny. Teraz to się zmieniło, ale czy Bóg wybacza samobójcom?

Z księdzem dr. Andrzejem Sułkiem, psychologiem rozmawia Jagienka Michalik

Ksiądz i jednocześnie psycholog, wydaje się, że ktoś taki może łatwiej zajrzeć do ludzkiej duszy, która czasem tak boli, że człowiek nie chce żyć. Słyszy ksiądz takie wyznania w konfesjonale? Ktoś mówi, nie jestem w stanie znieść cierpienia, jakiego doświadczam. Mam samobójcze myśli.
- To co ludzie wyznają w konfesjonale, mówią, ze świadomością, że jest to objęte tajemnicą, więc nie pytajmy o tajemnicę.

Być może podczas spowiedzi słyszy ksiądz to, czego inni nie potrafią dostrzec. Często taka samobójcza śmierć wywołuje szok w najbliższym otoczeniu. Mówimy… był taki wesoły, pogodny,  jeszcze wczoraj się śmiał. Nie było żadnych oznak tego, że może mieć kłopoty, że był przygnębiony. Czy ci, którzy decydują się na desperacki krok  dobrze potrafią się maskować, czy też to my nie potrafimy dostrzec, czegoś co powinno nas zaniepokoić. A może po prostu nie chcemy tego zobaczyć?
-
Myślę, że to po części i jedno i drugie. Szczególnie dotyczy to ludzi młodych. Potrafią ukryć takie symptomy. Zdarza się, że widzimy kogoś dynamicznego, aktywnego, ale gdybyśmy mogli go zobaczyć samego, jak przez dziurkę od klucza, ujrzelibyśmy kogoś, kto tak naprawdę jest  przygnębiony i potrzebuje pomocy. Bywa, że brak nam wyobraźni miłosierdzia?

Wyobraźni miłosierdzia? Co się pod tym kryje?|
-
Nie dostrzegamy człowieka w potrzebie, mimo pewnych sygnałów. Ale bywa, że trudno je zauważyć i nawet po samobójczej śmierci najbliższe otoczenie próbuje to analizować, wychwycić i często się nie udaje.

Tajemnica śmierci zostaje zabrana do grobu… ale  dlaczego ludzie maskują swoje cierpienie.  Wstydzą się przyznać do tego, że mają problemy? Wstydzą się tego, że tak bardzo potrzebują oparcia w drugim człowieku,  bo dziś na wzór amerykański, wszystko musi być okey? Wstydzą się zwierzeń, bo to oznaka słabości?  
-
Coraz gorzej jest z umiejętnościami komunikacyjnymi. W ogóle nie jest łatwo mówić o swoich kłopotach. Jeśli dochodzą do tego zakłócone relacje rodzinne, to trudniej znaleźć kogoś, komu można się zwierzyć. Trudności w komunikowaniu swoich potrzeb i problemów to często wynik zaniedbań wychowawczych.  Rodzice dbają o kwestie materialne, o edukację,  ale brakuje im czasu, żeby zadbać o dialog, o to, żeby od najmłodszych lat uczyć dziecko mówienia o swoich potrzebach i problemach, ale też i uczyć radzenia sobie z problemami. Jeśli w dzieciństwie nikt nas tego nie nauczy, trudniej radzić sobie z tym w dorosłym życiu.

Mówił ksiądz o wyobraźni miłosierdzia. Przez całe wieki brakowało jej Kościołowi, który odmawiał samobójcom kościelnego pogrzebu i pochówku na poświęconej ziemi, co było bardzo surowe, zwłaszcza dla rodziny.  Było to społeczne napiętnowanie skierowane do żyjących. Teraz to się zmieniło. 
-
Wyobraźnię miłosierdzia Kościół zawsze miał, ale wiedza o stanie psychiki osoby zagrożonej samobójstwem jest nowa. Ludzie, którzy odbierają sobie życie, najczęściej cierpią na depresję. Wtedy ich świadomość i dobrowolność może być bardzo zmniejszona. Kościół bierze to pod uwagę.

Jednak z punktu widzenia wiary odebranie sobie życia to największy grzech. Wśród wierzących panuje przekonanie, że ktoś taki skazany jest na wieczne potępienie.
-
Nawet jeśli wielu ludzi tak uważa, warto spojrzeć na to nieco inaczej, w duchu nauczania i praktyki Kościoła. O wielkości, ciężarze grzechu decyduje nie tylko sama materia grzechu, kategoria czynu, ale świadomość i dobrowolność w czasie popełniania go. Skoro grzech to świadome i dobrowolne przekroczenie przykazań Bożych, to bierzemy pod uwagę nie tylko sam czyn, czy  samą materię grzechu, ale też poziom świadomości i dobrowolności. Odpowiedź na to pytanie znajdziemy w Katechizmie Kościoła Katolickiego, który mówi, że strach i zaburzenia psychiczne mogą zmniejszyć odpowiedzialność samobójcy. Człowiek niekoniecznie działa w pełnej świadomości i dobrowolności.

Odpowiedź na to pytanie mogą dać tylko ci, których od samobójczej śmierci udało się uratować.
-
Z rozmów z niedoszłymi samobójcami wynika, że często nie są w stanie powiedzieć, jak to się w ogóle stało. Są w takim stanie psychicznym, że nie do końca wiedzą, co robią. Nie mamy prawa osądzać takiego człowieka. Takie prawo ma tylko Bóg. Dlatego Kościół modli się za samobójców i odprawia pogrzeb. Katechizm Kościoła Katolickiego mówi, że nie powinno się tracić nadziei dotyczącej wiecznego zbawienia osób, które odebrały sobie życie. Bóg w sobie wiadomy sposób, może dać im możliwość zbawiennego żalu.  

Nikt nie jest wolny od depresji. Nawet duchowni odbierają sobie życie. Ale to niezmiennie wywołuje szok.  Ksiądz, którego powołaniem i misją było wspieranie życia bliźnich, sam je sobie odbiera. Taka postawa staje się trucizną, która niszczy zaufanie wiernych do Kościoła, kwestionuje sens ich moralnych zmagań, bo  "skoro ksiądz na trudności życiowe tak reaguje, to cóż dopiero ja?"
-
To wszystko, co powiedzieliśmy wcześniej, dotyczy również duchownych. Jeśli księża, tak jak inni ludzie, chorują na cukrzycę, nadciśnienie, nowotwory , to tak samo, jak inni ludzie doświadczają trudności natury psychicznej, na przykład depresji, która zakłóca racjonalne myślenie, emocje, rozeznanie, ocenę moralną. Jeśli potrafimy to dostrzec, bardziej po ludzku podchodzimy do takich sytuacji.

Ludzie duchowni doświadczają licznych obciążeń psychicznych. Zmagają się z samotnością i muszą przy tym wszystkim dźwigać ludzkie grzechy. Bywa, że w czasie spowiedzi zanurzają się w zło. Mają wgląd w najczarniejsze zakamarki ludzkiej duszy, czasem po prostu w ludzkie bagno.
-To o czym pani mówi, może być doświadczeniem każdego księdza, ale musi być coś oprócz tego. Jest wiele innych czynników, które sprawiają, że z takim czy innym obciążeniem ksiądz sobie nie radzi. Sprawa jest na pewno o wiele bardziej złożona. To zawsze jest jakaś konfiguracja okoliczności, które sprawiają, że do takich tragedii dochodzi. Nigdy tego nie rozwikłamy. Można snuć przypuszczenia, ale zazwyczaj nie jesteśmy w stanie rozwikłać takiej zagadki.

To wszystko wie tylko Bóg?
-Pan Bóg dokonuje osądu i Pan Bóg zna tę tajemnicę.

Mówi się, że ludzie wierzący rzadziej odbierają sobie życie. Wiara i modlitwa przynoszą  ukojenie, ale człowiek potrzebuje przede wszystkim drugiego człowieka.|
-Rzeczywiście wiara, modlitwa, sakramenty… dają człowiekowi mocne oparcie. Ale pozostaje też ogromna rola innych osób, zwłaszcza z otoczenia. Skoro wśród przyczyn samobójstw wymienia się samotność, brak lub słabo wykształcone sposoby radzenia sobie z sytuacją trudną, a przede wszystkim depresję, to te trzy obszary są zadaniem dla otoczenia osoby zagrożonej samobójstwem. I dlatego trzeba szukać samotnych osób i wchodzić z nimi w relacje. Budować znajomości, prowadzić życie rodzinne i towarzyskie.

Trzeba umieć dostrzec człowieka w jego samotności?
- Tak. To także ogromne wyzwanie dla rodziców, nauczycieli, wychowawców i duszpasterzy, żeby uczyć dzieci od małego, aby w obliczu trudności szukały i realizowały różne sposoby radzenia sobie z sytuacją trudną. Wtedy poradzą sobie też w dorosłym życiu. W przypadku depresji ważna jest też kwestia leczenia farmakologicznego, ale nie zostawiajmy sprawy tabletkom, one wszystkiego nie załatwią. Konieczne jest towarzyszenie w cierpieniu i zwykła fizyczna obecność. To nie musi być rozmowa. Osoby w depresji często nawet nie mają takiej potrzeby.

Wystarczy po prostu być…
-Być swoją obecnością, ale i gotowością podejmowania właściwych kroków. Chyba najlepiej odzwierciedla to fragment z Dziejów Apostolskich opisujący pobyt Pawła i Sylasa w więzieniu w Filippi. W nocy przychodzi trzęsienie ziemi, które otworzyło drzwi. Strażnik był przekonany, że więźniowie uciekli. Dobył miecza i chciał się zabić. Paweł krzyknął wtedy:  „nie czyń sobie nic złego, bo my tu wszyscy jesteśmy”. Stała się rzecz dziwna. Strażnik rzucił się Pawłowi do kolan i zapytał, co ma zrobić, aby się zbawić. Zmienia się dynamika dalszej historii. Jeśli się nad tym głębiej zastanowić, to opisana sytuacja odpowiada doświadczeniom osób zagrożonym samobójstwem.

W jakim sensie?
-Ktoś, kto jest w głębokiej desperacji, ocenia sytuację znacznie gorzej, niż wygląda w rzeczywistości. To dosyć częste zjawisko u osób z tendencjami samobójczymi.

Potrzebny jest ktoś, kto potrafi wszystko ocenić z innej perspektywy? Ktoś, dla kogo cała sytuacja nie wygląda tak dramatycznie? Ktoś, kto po prostu powie: będzie dobrze.
-Ten inny punkt widzenia trzeba przedstawić umiejętnie. Jeśli ktoś jest w kiepskim stanie i my mówimy, że będzie dobrze, może wtedy uznać, że go nie rozumiemy. Trzeba wejść w ten klimat przygnębienia, zrozumieć, co naprawdę człowieka trapi, poczuć, że ciężar, który niesie jest rzeczywiście przytłaczający. Najważniejsze jest po pierwsze: wsparcie i zrozumienie, pokazanie tej osobie, że czuję jej cierpienie, po drugie: prowadzenie jej do zrozumienia, że sytuacja nie jest aż tak dramatyczna, jak ona ją widzi, że są różne sposoby wyjścia z tej sytuacji, i po trzecie: wspólne odnajdywanie konkretnych rozwiązań, gdzie się udać, jakie podjąć kroki, kogo się poradzić, z kim rozmawiać.

Czyli na każdym etapie jeden człowiek potrzebuje drugiego człowieka.
-To najlepsza profilaktyka samobójstw: wyobraźnia miłosierdzia i towarzyszenie osobom, które są wokół nas, zwłaszcza, gdy znajdą się w sytuacji trudnej, są w depresji lub przeżywają samotność.

[email protected]

***

W Nowym Sączu i na terenie powiatu nowosądeckiego w roku 2018 odnotowanych zostało 75 prób samobójstw, rok później - 68, a przez cztery miesiące tego roku już 24 próby samobójstwa. Na szczęście tylko połowa - z różnych przyczyn - skończyła się śmiercią desperatów - naszych synów, córek, mam, ojców, braci...

Co zrobić, by uniknąć ostateczności? Jak nie dopuścić do tego, by nasi bliscy targnęli się swe życie? Po czym poznać, że zmierzają do kresu swego życia i co ich do tego popycha? Odpowiedzi na te pytania szukamy w cyklu materiałów "Nie odwracaj wzroku, reaguj" publikowanych na łamach „Sądeczanina” .






Dziękujemy za przesłanie błędu