Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Piątek, 27 listopada. Imieniny: Franciszka, Kseni, Maksymiliana
16/07/2020 - 13:40

Czy ludzie w Nowym Saczu przestali się bać koronawirusa? Pytamy psychologa

Na Sądecczyźnie sytuacja z dnia na dzień się pogarsza. Jest coraz więcej zarażonych i objętych kwarantanną. Mimo tego, niektórzy mieszkańcy naszego regionu nie rezygnują z hucznych zabaw i nie noszą maseczek. Nie chcą już słuchać więcej o wirusie z Chin. Z czego to wynika?

Czytaj też Czy Bóg wybacza samobójcom także tym w sutannach? Przejmujący wywiad z księdzem

Od niedawna możemy wreszcie spotkać się w większym gronie po kilkumiesięcznej izolacji. Wakacyjny czas sprzyja jednak wirusowi. Ludzie zaczęli ignorować zalecenia sanepidu i w taki sposób sytuacja na Sądecczyźnie jest coraz gorsza. Być może już się nie boją, albo nauczyli się radzić z sytuacją epidemii. Wyjaśnia to psycholog, magister Marta Kocęba-Ryś.

Sytuacja w naszym regionie nie wygląda najlepiej. Jak reagują na nią ludzie?
- Znowu zaczęli zamykać się w domach. W tym tygodniu zauważyłam taką tendencję. Ludzie po prostu zaniepokoili się, że pandemia jest coraz bliżej nich.

Czytaj więcej: Bezpieczne wesele w czasach zarazy? Rzeczywistość bywa zupełnie inna

Ale jeszcze niedawno mieliśmy wesela, komunie, gdzie ludzie raczej nie zwracali uwagi na zalecenia sanepidu i niestety, skończyło się to dla niektórych bardzo źle. Dlaczego przestali zwracać uwagę na epidemię?
- W tym przypadku chodziło o dwie rzeczy. Po pierwsze, aby zadbać o swój kręgosłup moralny, ludzie musieli dokonać pewnych obrzędów religijnych. Dotyczy to właśnie takich uroczystości jak komunia dzieci. A po drugie, byli już bardzo zmęczeni. Tęsknili za innymi ludźmi. Wszyscy mieliśmy nadzieję, że wakacje to będzie taki czas spokoju. Że wtedy będziemy mogli zapomnieć o całej pandemii przynajmniej na chwilę, albo już na zawsze. Poza tym pojawiały się przecież komunikaty, mówiące, że sytuacja jest już opanowana. Więc zmęczeni izolacją ludzie, ucieszyli się tym, że jest dobrze i wyszli z domu.

Koronawirus po prostu nie robił już na nikim wrażenia?
- Nie robił wtedy, kiedy nie jest to problem naszego otoczenia. Póki były to Chiny albo Śląsk, to nas to nie dotyczyło. W styczniu i lutym powstało wiele memów na temat Azjatów chodzących w maskach. Jak sami zaczęliśmy w nich chodzić, to przestało nas to śmieszyć.

Zauważyłam, że część odbiorców gwałtownie reaguje na kolejne wiadomości dotyczące rozwoju epidemii koronawirusa. Czemu nie chcą już o tym słuchać?
- Bo my nie chcemy słuchać o rzeczach, które wywołują w nas nieprzyjemne emocje. Takie wiadomości wywierają w nas lęk na poziomie podświadomym.

Czyli dalej boimy się, że umrzemy?
- Myślę, że ludzie boją się nie tyle śmierci z powodu koronawirusa, co izolacji związanej z kwarantanną.

To akurat ciekawa opinia. Z czego wynika lęk przed zamknięciem?
- Od kilku miesięcy całe rodziny są zamykane na kwarantannie w domach. Wcześniej to były pojedyncze przypadki. W tym momencie zaczynamy się bać o naszych bliskich. Jeśli pojawia się jakiekolwiek zagrożenie, że ktoś z rodziny miał kontakt z osobą zarażoną albo podejrzaną o to, wtedy cała rodzina zostanie odizolowana od świata zewnętrznego.

W takim przypadku stygmatyzacja osób zarażonych jest dość poważnym zjawiskiem.
- Nawet jeśli ktoś jest tylko podejrzany o zarażenie to i tak jest traktowany jak trędowaty w swoim środowisku.

Jak z tym walczyć?
- Trzeba byłoby zacząć od podstaw. Trudno jest mówić o poprawie sytuacji zarażonych koronawirusem w społeczeństwie, gdzie generalnie każda grupa, która choć troszkę odstaje od ogółu jest stygmatyzowana. Niestety, nie da się nauczyć tolerancji tylko w jednym przypadku.

Z jakimi problemami przychodzili ludzie po lockdownie do psychologa?
- Głównie z poczuciem osamotnienia. Zauważyłam, że ten problem dotknął przede wszystkich nastolatków. Mówię o grupie od dziesiątego do osiemnastego roku życia. To grupa osób, która przez pewien czas nie mogła nawet sama iść do sklepu czy wynieść śmieci. Na dodatek nie wymagają już tak dużej opieki rodziców. Młodsze dzieci pozostawały w domu pod nadzorem dorosłych, oni nie.

Nastolatkowie generalnie mają problem z budowaniem relacji, a ta izolacja sprawiła, że poczuli się jeszcze bardziej odrzuceni. Sytuacja pandemii szczególnie dotkliwie wpłynęła również na osoby, które  mają ogólną tendencję do neurotyczności. U osób, które mają zaburzenia lękowo-depresyjne noszenie maseczek może nasilać objawy. Takim osobom może być duszno, mogą mieć trudności z oddychaniem lub mogą pojawiać się inne objawy psychosomatyczne. A w maseczce to się jeszcze bardziej nasila.

Czyli nie można nastawiać, że będzie dobrze jeśli wprowadzą kwarantannę raz jeszcze?
- Zauważyłam pozytywny aspekty całej sytuacji. Myślę, że dzięki epidemii poprawiły się nasze relacje. Kiedy już wychodzimy z domu to staramy się odwiedzać starych znajomych czy rodzinę. Nie wyjeżdżamy na zagraniczne wczasy i mamy więcej czasu dla ludzi.

Jak ludzie zareagują na ponowne zamknięcie w domach?
- Trudno jest wyrokować w tej kwestii. Ale możliwe, że nabyte doświadczenie z poprzedniej izolacji sprawi, że będzie nam łatwiej. Na przykład dla osób, które już pracowały zdalnie, powrót do takiego trybu działania nie stanowił by problemu. Ponadto, po prostu uodparniamy się na te bodźce. Czyli fakt, że koronawirus gdzieś krąży w naszym otoczeniu nie będzie na nas wywierał tak emocjonalnego wpływu. Będziemy mieli większą tolerancję na tą sytuację.

Nie musimy się już bać, bo mamy opracowane sposoby na lockdown?
- Nie przestaliśmy się bać dlatego, że wiemy jak reagować. Przestaliśmy się bać dlatego, że przywykliśmy do tej sytuacji.

Więc wypieramy to, jak jest naprawdę?
- Wypieramy z głowy sytuację, myśląc, że to nas nie dotyczy. A kiedy okazało się, że w naszym regionie pojawiło się tak dużo zarażeń, to przekonaliśmy się, że nas też to może spotkać.

Co w takim razie robić? Nie wychodzić z domu?
- Na pewno trzeba przestrzegać wszystkich zaleceń, które wydał Główny Inspektor Sanitarny. W tej kwestii powinniśmy zaufać specjalistom.

Rozmawiała Sylwia Siwulska

Zobacz również: Zdalnie czy w murach uczelni? Co wolą w sądeckiej PWSZ







Dziękujemy za przesłanie błędu