Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 23 września. Imieniny: Bogusława, Liwiusza, Tekli
19/08/2020 - 09:05

Marian Michalik ma 61 lat i wciąż gra w piłkę nożną

Choć ma 61 lat, Marian Michalik cały czas pozostaje aktywnym zawodnikiem w drużynie Orła Ptaszkowa. Sport w jego życiu obecny był od zawsze. Zapraszamy na rozmowę z najbardziej doświadczonym graczem ligowym na Sądecczyźnie.

Jak rozpoczęła się Pana przygoda ze sportem? Wiem, że na początku trenował Pan narciarstwo.
- Tak, Ptaszkowa zawsze słynęła z narciarstwa. Ten sport uprawiali wszyscy, mieliśmy nawet Mistrzów Polski w biegach narciarskich, więc i ja od najmłodszych lat się tym zajmowałem. W szkole średniej grałem już w piłkę. Moją pierwszą drużyną była Barciczanka Barcice, w której występowałem 4 lata. Był taki okres,że równocześnie uprawiałem narciarstwo i piłkę nożną, co nie zawsze szło ze sobą w parze, jednak dało się to pogodzić. W lecie biegałem za piłką, natomiast w zimie „przerzucałem się” na narty.

Będąc w wojsku uprawiał Pan również lekkoatletykę.
- Dostałem przydział do marynarki wojennej, więc próbowałem różnych sposobów żeby nie służyć 3 lata na okręcie. Pochodzę z muzykalnej rodziny, zatem oprócz sportu mogłem też występować w orkiestrze wojskowej. W jednostce wygrałem jednak mistrzostwa w biegu na 1000 metrów, wysoko byłem też w mistrzostwach marynarki i mistrzostwach Wojska Polskiego. Pozwoliło mi to dostać się do klubu lekkoatletycznego Flota Gdynia. Jego członkiem byłem przez 2 lata.

Zobacz także: Z piłką przy nodze. Rozmawiamy z ks. Dominikiem Stolarzem, bramkarzem Zamczyska

Można zatem powiedzieć, że odnosił Pan sukcesy zarówno w narciarstwie, jak i lekkoatletyce...
- W jednostkach wojskowych tak, ale w 2 lata ciężko jest zrobić dobry wynik na większą skalę, bo na bieżni pojawiali się bardzo dobrzy zawodnicy. Znalazłem się wśród sześciu osób z trzydziestoosobowej jednostki wojskowej, które dostały się do klubu. Trenowałem w nim tylko rok, bo później został wprowadzony stan wojenny. We Flocie było wiele osób, które potem startowały w reprezentacji Polski i odnosiły duże sukcesy np. Ryszard Wichrowski. Poziom był bardzo wysoki. Pamiętam, że mieliśmy obóz w Szklarskiej Porębie, gdzie biegaliśmy dwa razy dziennie po 40 km, co dzisiaj dla niektórych wydaje się nie do pomyślenia. Sport pomógł mi spędzić okres wojskowy w dobrej atmosferze. Jeśli chodzi o biegi to swego czasu startowałem nawet z Józefem Łuszczkiem, więc udało mi się poznać kilku ludzi z „górnej półki”.

Przejdźmy do Pana przygody piłkarskej. Klubem w którym pan występował była Barciczanka, długo grał Pan też w Grybovii
W Barcicach grałem m.in. z obecnym prezesem klubu Pawłem Cieślickim. Była to mocna drużyna, która występowała w czwartej lidze. Starałem się solidnie trenować, zawsze miałem bardzo wysoką frekwencję na treningach, a byłem jedną z nielicznych osób, które były przyjezdne. Wychodzę z założenia, że jak już coś robię, to tak żeby to miało sens. Kiedy wróciłem z wojska rozpocząłem pracę w Grybowie, więc zmieniłem też klub na Grybovię. Ślę duże podziękowania dla ówczesnych prezesów Barciczanki, że zgodzili się na taki ruch. Moje największe osiągnięcie w Grybovii to udział w barażu o 3 ligę, który niestety przegraliśmy z Kamaxem Kańczuga. Łącznie występowałem w tym klubie przez około 20 lat.

Na tym jednak nie zakończył Pan piłkarskich występów...
- Po odejściu z Grybovii miałem kontuzję, więc około dwa lata nie grałem w ogóle. Po tym jak utworzyła się drużyna Orła, dołączyłem do niej, gdzie w dalszym ciągu „bawię się” w sport. Wiadomo, jest to poziom w pełni amatorski, ale dla mnie piłka nożna to rozrywka. Nie napinamy się na żadne wyniki, sami sobie wszystko organizujemy i wzajemnie pomagamy.

Zobacz także: Z Nowego Sącza na Igrzyska Olimpijskie. Wspomnienia Piotra Klimczaka

Jest Pan świetnym potwierdzeniem słów, że wiek to tylko liczba. Jaki jest przepis na piłkarską długowieczność?
- Przede wszystkim trzeba prowadzić zdrowy i sportowy tryb życia. W moim przypadku na pewno zadziałało to, że w młodości miałem bardzo dobre przygotowanie kondycyjne. Jeśli za najmłodszych lat solidnie budowałeś swoją formę, to następnie można czerpać z tego korzyści na późniejszy okres. Podstawy trzeba wytworzyć będąc młodym człowiekiem, w wieku 30 lat pewnych rzeczy się już nie nadrobi. Jak się odpowiednio podtrzymuje wydolność i motorykę, którą się wypracowało, to można grać bardzo długo.

Miał Pan już takie myśli żeby zostawić grę w piłkę, czy nie zastanawia się Pan w ogóle nad tym?
- Myśli takich nie mam na pewno, jedyne co mnie może wyeliminować z gry to kontuzje. Jak ktoś lubi sport, to ciężko jest z niego zrezygnować. Ja nawet w czasie kiedy na skutek urazów nie mogłem występować na boisku, to starałem się jeździć na okoliczne stadiony i oglądać mecze innych drużyn. Przez tyle lat grania, mogę powiedzieć, że mam znajomych w praktycznie każdym klubie, więc kibicować jest komu.

Pewnie jest pan popularny wśród zawodników lig regionalnych...
- Wśród młodzieży na pewno mniej, ale w niższych ligach gra dużo zawodników starszego pokolenia, którzy mnie znają. Lekką rozpoznawalność mam, ale wydaje mi się, że raczej jest to spowodowane długowiecznością, a nie wynikami sportowymi. Mam parcie na sport, więc dopóki zdrowie pozwoli, chcę go uprawiać.

Czy biorąc pod uwagę całą pana przygodę z piłką czuje się pan spełnionym zawodnikiem, czy uważa, że mógł osiągnąć więcej?
- Miałem w pewnym momencie szansę żeby pograć na wyższym poziomie, bo otrzymałem propozycję z Sandecji. Warunkiem było zatrudnienie się na kolei, na co się nie zdecydowałem, bo nie chciałem porzucać swojej pracy. W życiu różnie może być, w przypadku kontuzji, zostałbym „na lodzie”. Pojawiła się zatem „furtka” do gry wyżej i gdybym z niej skorzystał to być może coś bym osiągnął, ale pewności nigdy nie będzie. Piłka nożna jest bowiem taka, że u jednego trenera masz pewne miejsce w składzie, a u innego już niekoniecznie. Możliwość na pewno była, ale swojej decyzji nie żałuję.

Jakie są najbliższe plany na przyszłość pana i Orła Ptaszkowa?
- Jeśli chodzi o Orła, to na pewno czerpać radość z gry w piłkę i próbować osiągać kolejne zwycięstwa. Udało się awansować, teraz trzeba się pokazać z dobrej strony w A-klasie. Ja jestem po zabiegu operacji barku i powoli zaczynam się z powrotem bawić w "kopanie”. Nie ukrywam, liczę na to, że uda mi się jeszcze pojawić w składzie w meczu ligowym.

Rozmawiał: MP, fot.: Orzeł Ptaszkowa







Dziękujemy za przesłanie błędu

Miesięcznik Sądeczanin - wydanie wrześniowe