Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Czwartek, 8 czerwca. Imieniny: Ady, Celii, Medarda
15/03/2023 - 15:55

O książkach, tradycji i wyzwaniach patriotyzmu rozmawiamy z prof. Ryszardem Terleckim

Tym razem gościem studia "Sądeczanina" jest profesor Ryszard Terlecki, historyk, działacz opozycji, wicemarszałek Sejmu, zatrzymywany w 1968 i 1970 roku za udział w protestach studenckich, od 1977 roku członek Komitetu Obrony Robotników, od 1980 roku w „Solidarności”. Związany z IPN od 2000 roku, najpierw jako szef Biura Edukacji Publicznej w krakowskim Oddziale Instytutu Pamięci Narodowej, po 2006 roku dyrektor tego oddziału.

Panie profesorze, jako historyk, autor wielu książek o mrocznych czasach komuny, m.in.: "Dyktatura zdrady. Polska w 1947 roku", "Polska w niewoli 1945–1989. Historia sowieckiej kolonii", "Profesorowie UJ w aktach UB i SB", czy "Miecz i tarcza komunizmu. Historia aparatu bezpieczeństwa w Polsce 1944–1990", doskonale zna pan metody działania komunistycznych służb. Na ile wytworzone przez nie materiały stały się podstawą do zniesławiania Jana Pawła II?
- Te materiały, te dokumenty, fizycznie istnieją. Pochodzą z tamtych czasów, były wyprodukowane z wykorzystaniem ogromnej sieci informatorów i donosicieli, którzy różne informacje bezpiece przekazywali. Były tak różne i było ich tak dużo, że bezpieka nie była w stanie ich wszystkich gromadzić i przetwarzać. Trzeba na to wszystko patrzeć pod kątem tego, kto informacje zamawiał, kto je spisywał i na podstawie czyich donosów były tworzone.

Z jednej strony dokumenty te pokazują więc cały ówczesny system, skalę uruchomionej przez bezpiekę inwigilacji. Z drugiej strony trzeba bardzo ostrożnie z nich korzystać, bo na ich podstawie można wyciągnąć pochopne wnioski i formułować nieprawdziwe tezy. Tak jak stało się właśnie z oskarżeniami pod adresem ojca świętego. Ten atak na Jana Pawła II, z którym mamy teraz do czynienia powstaje właśnie na podstawie tamtych materiałów.

Weźmy pod uwagę prosty przykład księdza z grupy tak zwanych "patriotów", sprzeciwiających się Watykanowi, Episkopatowi, gotowych współpracować z ówczestnym reżimem, który przekazuje informacje, jakie mogą mu pomóc w dalszej karierze.

Choć mówi to, co mówi, choć notuje to funkcjonariusz bezpieki, to niekoniecznie musi być prawda. Dlatego trzeba te informacje weryfikować na różne sposoby. Pozostały po tamtych czasach dziesiątki kilometrów akt, dzięki temu można ich zawartość sprawdzać, ale to bardzo żmudna praca. Tymczasem użyto ułomków tych akt do politycznego ataku na świętego Jana Pawła II, do ataku na Kościół. Lewica, która teraz krzyczy, że trzeba burzyć papieski pomniki...

...Zrywać tablice z nazwami ulic...
- Tak, zmieniać nazwy ulic... Działają w nadziei, że zdołają jakiś procent Polaków przekonać do tego, że bez Kościoła będzie im się żyło lepiej, weselej i przyjemniej. To część planu politycznego, jaki to środowisko próbuje realizować.

Część z wymienionych przeze mnie tytułów pańskich książek jest już niedostępnych w sprzedaży. Czy planuje pan profesor ich kolejne wydania, nowe edycje, a może pracuje nad kolejną książką?
- Moja Historia "Solidarności", ("Solidarność 1980-1989. Polska droga do wolności" - przyp. red.) której właśnie wyszło węgierskie wydanie, a w przygotowaniu mamy rumuńskie, jest jeszcze w Polsce dostępna. Wydawca historii Peerelu, którą pan wspomniał, planuje kolejne wydanie. Natomiast ja, już od kilku lat, "siedzę nad książką", którą próbuję napisać. To historia polskiej emigracji politycznej pod tytułem "Polskie państwo bez ziemi", ale mam na to zwykle jedynie parę dni w roku, więc powstaje bardzo powoli.

Niedawno obchodziliśmy 160. rocznicę powstania styczniowego. To był wolnościowy zryw obywateli, bardzo często przypominany i czczony już po 1918 roku, w wolnej Polsce. Jak Pan sądzi, czy obecnie również mamy coś, co może nas w takim samym stopniu spajać? Czy to legenda Solidarności, czy heroiczna walka żołnierzy wyklętych?
- Rzeczywiście, w polityce historycznej państwa niezbędne są elementy, do których można się odwoływać, które budują dumę i tożsamość narodową. Poza słusznie przywołanym Powstaniem Styczniowym, które dla Józefa Piłsudskiego i jego otoczenia było leitmotivem, prowadzącym ich do walki, w okresie II Rzeczpospolitej  również Bitwa Warszawska, czy cała, zwycięska wojna z bolszewikami, bohaterstwo Orląt Lwowskich, były elementami, które konstuowały pamięć historyczną, wychowanie obywatelskie i patriotyczne.

Komuniści przez kolejne pół wieku swoich rządów próbowali budować własną narrację, odwołując się do historii ruchów komunistycznych. Gdy komunizm upadł, pojawił się ten zaskakujący dla wielu polityków i historyków, budowana oddolnie przez młodzież legenda Żołnierzy Wyklętych. Ten temat nagle wybuchł, bo właśnie młodym ludziom doświadczenie niezwykle dramatycznej walki wydało się intrygujące i inspirujące. Niestety, państwo wzięło na siebie organizację tych uroczystości i zbyt długimi przemowami i urzędniczymi procedurami zabiło tę spontaniczność.

Ale pytanie o elementy, które mogą stać się motorem budowania naszego patriotyzmu, przywiązania do własnej Ojczyzny, pozostaje otwarte. W naturalny sposób ruch "Solidarności" pasowałby do takiej narracji historycznej; niestety, podziały polityczne, która nałożyły się na historię "Solidarności", bardzo to utrudniły. Nie przesądzajmy więc o tym, ale mocno też pracujmy, by historia Żołnierzy Niezłomnych, czy wspaniałego, znanego na całym świecie ruchu "Solidarności" nie uległy zapomnieniu. 

Całość rozmowy - w materiale wideo. Z prof. Ryszardem Terleckim rozmawiał: [email protected]







Dziękujemy za przesłanie błędu