Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Piątek, 22 października. Imieniny: Haliszki, Lody, Przybysłšwa
19/05/2021 - 21:50

Śmierć spotkała się z życiem Małgosi przez milczenie po drugiej stronie telefonu

Kiedy była dzieckiem bił ją ojczym. Potem, kiedy dorosła i opuściła pełen okrucieństwa dom, myślała, że jakoś ułoży sobie życie. Wyszła za mąż, z czasem jej małżeństwo stało się kolejną matnią, z której nie mogła się wydostać. Małgorzata spod Nowego Sącz chciała ze sobą skończyć. Uratowała ją Judyta.

Blisko sześćset tysięcy odsłon, ponad cztery tysiące udostępnień na Facebooku i kilkaset komentarzy w mediach społecznościowych. Takie poruszenie w sieci wywołał artykuł „Sądeczanina” o samotności tych, którzy odebrali sobie życie. To było kilka historii ludzi, tych młodych i tych starych, którzy nosili w sobie ciężar, w ich przekonaniu, nie do udźwignięcia. W niemym krzyku wołali o pomoc, ale tego krzyku nie słyszał nikt. Pomogła im tylko śmierć. On założył sobie pętlę w lesie, ona na moście. Śmierć zabrała ich w samotności

Ale bywa, że tę drogę do śmierci przetnie drugi człowiek. Taka jest właśnie historia Małgorzaty, z jednej z miejscowości na Sądecczyźnie.  

- Każde dziecko powinno być szczęśliwe. Ja nie byłam. Zamiast ojca miałam ojczyma, który bił mnie i moją matkę – opowiada Małgorzata. - Bywało, że głodna błąkałam się po okolicy, bo bałam się wracać do domu. Miałam wtedy dziesięć lat. I nikt mi nie pomógł, choć o tę pomoc prosiłam. Policja przyjmowała rutynowe wezwania do rodzinnej bijatyki, w szkole nikt nie dostrzegał wycofanego, zamkniętego w sobie dziecka. Kilka razy przerażona poszłam do ośrodka pomocy społecznej. Mówiłam z płaczem, że ojczym może nas zabić.  Spotkałam się ze znieczulicą.

Małgorzata tkwiła w tej przemocy całe lata. Kiedy dorosła, opuściła dom w nadziei na normalne życie. - W tę moją samodzielność weszłam ze straszliwą tramą. Mimo wszystko wierzyłam w swoje szczęście. Wierzyłam w to, że zbuduję swój mały, bezpieczny świat.

Wyszła za mąż. Wydawało się, że wreszcie wszystko zaczyna się dobrze układać. Ale z czasem okazało się, że znowu znalazła się w matni. Mąż zaczął zaglądał do kieliszka, a potem zaczął ją bić, tak jak ojczym. To był nowy, straszliwy koszmar.

- Nie wytrzymywałam tego psychicznie. W końcu i ja zaczęłam coraz częściej sięgać po alkohol. To, tak mi się wtedy wydawało, przynosiło mi uczucie chwilowej ulgi. To było takie moje znieczulenie na rzeczywistość, która mnie osaczyła. Ale to była też droga donikąd, tak jak znikąd nie miałam pomocy. Bo bite kobiety często ze wstydu ukrywają swoje cierpienie.

To cierpienie stawało się nie do zniesienia. Coraz bardziej była przekonana, że z tej matni nie ma wyjścia i że  nie chce już żyć. Kiedyś przerażona własnymi myślami o samobójstwie wyszukała jakiś katolicki telefon zaufania, który przeznaczony był dla takich ludzi jak ona. Takich,  których dotyka przemoc w rodzinie.

- Zadzwoniłam, ale ktoś kto podniósł słuchawkę, zapewne pełen dobrej woli, na pewno nie był do tego przygotowany. Myślałam, że trafię na psychologa, ale szybko zorientowałam się,  że to ktoś, kto nie ma doświadczenia w prowadzeniu takiej trudnej rozmowy. Skończyło się na odłożeniu przeze mnie słuchawki i przekonaniu, że te wszystkie infolinie są nic nie warte.

Kiedyś w swoich myślach znowu zobaczyła śmierć. I znowu zaczęła się bać. I znowu postanowiła szukać pomocy. Tym razem zadzwoniła na Niebieską Linię, pogotowia dla ofiar przemocy w rodzinie. I znowu skończyło się katastrofą. Kobieta, która odebrała telefon, jej  sprawę zwyczajnie zbagatelizowała.

- Ale kiedyś przyszedł taki dzień, że się upiłam – opowiada Małgorzata. -  Postanowiłam, że ze sobą skończę. Ale widać moje pełne przemocy życie postanowiło walczyć ze śmiercią. Pijana zadzwoniłam w środku nocy do telefonu zaufania „Anonimowy Przyjaciel”, gdzie trafiłam na wspaniała kobietę, Judytę, bo tak miała na imię.

- I nie usłyszałam, że jestem pijana i żebym zadzwoniła, jak wytrzeźwieję. Rozmawiała ze mną przez całą noc. Słyszałam w słuchawce jej spokojny głos. I czułam, że kiedy mówię, kiedy wyrzucam z siebie swoje nieszczęście, moje cierpienie, swój żal, swoje myśli o śmierci,  ona tego naprawdę słucha. I tak trwała ze mną, choć wyczuwałam w jej głosie, że jest zmęczona. Była ze mną, kiedy milczałam. Milczała razem zemną i to też była rozmowa. I po raz pierwszy nie czułam się sama. I nie chciałam już umierać. Bo Judyta dała mi nadzieję i w ten sposób uratowała mi życie. Chciałabym ją jeszcze kiedyś usłyszeć.  Nie wiem kim jest, czym się zajmuje, poza tym, że jest głęboko wierzącą katoliczką.

Ta rozmowa była dla Małgorzaty pierwszym krokiem, do wyjścia na prostą. To wszystko jest już poza nią. - Mam już nowe spokojne życie, choć ciągle korzystam z psychologicznego wsparcia dla tych, których dotknęła przemoc w rodzinie.

Dlaczego opowiedziałam tę moją historię? Bo wstrząsnął mną artykuł o samotności samobójców.  Bo psycholog , z którym rozmawialiście, powiedział, że media nie powinny milczeć na ten temat, ale obok opisywanych tragicznych ludzkich historii, powinny być i takie, które nie skończyły się założeniem śmiertelnej pętli na szyję, bo ktoś w porę zareagował.

No i to zdanie na końcu: „Może ktoś z was, sam mierzył się z tymi strasznymi myślami, żeby odebrać sobie życie i znalazł się ktoś, kto wyciągnął pomocną dłoń i uratował wam życie. Opowiedzcie swoją historię tym, którzy weszli już na drogę ku śmierci. Teraz to wy możecie uratować komuś życie”. I wtedy pomyślałam, że to przecież jestem ja i Judyta mnie uratowała.

Małgorzata jako pierwsza opowiedziała nam swoją historię. Czy będę kolejne, które dadzą nadzieję innym? Piszcie na adres: jagienka.michalik@sadeczanin.info

  • Jeśli potrzebujesz rozmowy z psychologiem, możesz zwrócić się do Całodobowego Centrum Wsparcia pod numerem 800 70 2222. Pod telefonem, mailem i czatem dyżurują psycholodzy Fundacji ITAKA udzielający porad i kierujący dzwoniące osoby do odpowiedniej placówki pomocowej w ich regionie. Z Centrum skontaktować mogą się także bliscy osób, które wymagają pomocy. Specjaliści doradzą co zrobić, żeby skłonić naszego bliskiego do kontaktu ze specjalistą.
  • Ośrodek Interwencji Kryzysowej w Nowym Sączu, ul. Śniadeckich 10,  tel. 18 449 04 98
  • Poradnia Zdrowia Psychicznego, Aleje Wolności 49, tel. 18 442 56 28







Dziękujemy za przesłanie błędu