Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Piątek, 5 czerwca. Imieniny: Bonifacego, Kiry, Waltera
06/05/2020 - 13:55

Kajakarz Grzegorz Hedwig: jeśli starty nie zostaną odwołane, będę na nie gotowy

"Wytłumaczyłem sobie to tak: jeśli igrzyska przenieśli, a udział w nich był moim marzeniem, to muszę przenieść marzenie na przyszły rok". Grzegorz Hedwig, kajakarz górski z Nowego Sącza opowiada o tym, jak wyglądają jego treningi w czasie epidemii. Co z przygotowaniami do sezonu olimpijskiego?

Twoje treningi uległy diametralnej zmianie, ponieważ – z wiadomych względów – wszystkie kluby i siłownie są teraz zamknięte. Jak sobie radzisz?
Na początku było ciężko. Nie mogliśmy pływać, ale trzeba było sobie jakoś radzić. Treningi robiłem w domu – siłownia, rower (trenażer) i orbitrek. Teraz, po zniesieniu niektórych zakazów, w końcu mogę wrócić do pływania, z czego bardzo się cieszę.

Zatem co z formą? Nie obawiasz się, że się pogorszy?
Forma na ten sezon była w trakcie budowy. Z powodu wirusa wszystko się pomieszało i musieliśmy sporo pozmieniać. Na dzień dzisiejszy jestem spokojny. Trenuję jeden lub dwa razy dziennie w celu podtrzymania tego, co wypracowałem przez zimę i czekam, co przyniesie najbliższa przyszłość.

Epidemia odebrała wiele sportowcom. Czego obecnie brakuje Ci najbardziej?
Oczywiście startów. Sportowiec musi mieć cel, do którego będzie dążył. Ciężko jest dawać z siebie 100 proc., jeśli nie wiesz, do czego się przygotowujesz…

Co z przygotowaniami do sezonu? Starty zostały odwołane, przesunięte?
Na dzień dzisiejszy do końca czerwca wszystkie starty są odwołane. W sierpniu zaplanowane są Mistrzostwa Polski oraz 3 Puchary Świata. Wspólnie z trenerem ustaliliśmy, że przeciągniemy okres przygotowawczy i poczekamy na rozwój sytuacji. Jeśli starty z drugiej połowy sezonu nie zostaną odwołane, będę na nie gotowy.

Zobacz także: Norbert Job o odwołanej walce w Rzymie: przygotowania nie poszły na marne

A jak do przygotowania fizycznego ma się kondycja psychiczna? Domyślam się, że dla sportowca to szczególnie ważne – wśród Was nie ma miejsca dla słabych charakterów…
Zarówno fizycznie jak i psychicznie czuję się świetnie. W pierwszych tygodniach zastanawiałem się, jak to będzie. Tyle pracy włożonej w przygotowania do sezonu - i to nie byle jakiego, bo olimpijskiego! W zeszłym roku wywalczyłem kwalifikacje olimpijskie dla kraju, za co dostałem spory bonus punktowy, a także pewną kwalifikację do reprezentacji na aktualny sezon. Została mi ostatnia prosta (dwa starty kwalifikacyjne) i ewentualny wyjazd na igrzyska, ale wirus pokrzyżował moje plany. Sezon jeszcze w pełni się nie zaczął, chociaż powinienem być już po kilku startach i za dwa tygodnie brać udział w Mistrzostwach Europy. Wytłumaczyłem sobie to tak: jeśli igrzyska przenieśli, a udział w nich był moim marzeniem, to muszę przenieść marzenie na przyszły rok. I tego się trzymam!

Dlaczego kajaki?
Zostałem do nich zmuszony… Mama była kajakarką. Po pierwszym treningu powiedziałem, że nigdy nie będę pływał na kajakach. Kiedy zaczynałem przygodę z pływaniem, większość osób w grupie stanowili moi kuzyni albo rodzeństwo. Dobrze się trzymaliśmy – jeden ciągnął drugiego na trening. Szybko przekonałem się do tego sportu, a po roku największą karą, jaką mogli mi dać rodzice, był zakaz wyjścia na trening. Pokochałem kajaki, a raczej kanadyjkę, bo to właśnie na niej pływam. Robię to, co lubię, a to sprawia mi największą przyjemność.

[email protected], fot. archiwum prywatne







Dziękujemy za przesłanie błędu