Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Sobota, 8 sierpnia. Imieniny: Izy, Rajmunda, Seweryna
02/05/2016 - 13:25

Książka o „Łaziku” zaciekawiała mieszkańców Łącka

Historia Jana Wąchały „Łazika” i jego kompanów z plutonu egzekucyjnego AK przyciągnęła do hali sportowej w Łącku wielu gości. Autorem niedawno wydanego reportażu „Oddział. Między AK i UB – historia żołnierzy Łazika” jest Jerzy Wójcik, dziennikarz przez lata związany z „Gazetą Wyborczą”.

 „Ich świat nie był czarno-biały – tu szlachetni rycerze podziemia, tam niegodziwi zdrajcy ojczyzny. To było krwawe piekło, w którym mieszało się dobro ze złem. „Odział” jest opowieścią o Janie Wąchale „Łaziku” , dowódcy patrolu egzekucyjnego AK, i o jego ludziach. W tej historii nic nie układa się tak, jakbyśmy chcieli pamiętać. Ani to, że młody Wąchała, po zamordowaniu człowieka został dowódcą partyzanckiego oddziału, ani to, że zmuszał skazańców, by klękali i przepraszali za grzechy” – to fragment z okładki książki wydanej przez „Wielką Literę”. „Oddział” nie jest typową książką historyczną. Wójcik zaskakuje od początku sposobem opowiadania, które przybrało formę fabularyzowanego dokumentu. Dla autora historia „Łazika” ma charakter osobisty.

Książkę napisałem zupełnie przez przypadek. Kiedyś siostra poprosiła mnie, żeby zebrać w całość informacje, które ukazały się drukiem o Janie Wąchale. Chcieliśmy mieć coś w domu dla naszych dzieci i wnuków. Razem z siostrą długo nie wiedzieliśmy, że ojciec był w Armii Krajowej – zaznacza autor.

Samo odkrycie wojennej historii ojca było dla autora sporym zaskoczeniem...

Miałem osiemnaście lat i polonistka kazała mi napisać referat o Tadeuszu Boyu Żeleńskim. Seria książek Żeleńskiego stała na najwyższej półce. Kiedy wyjmowałem kolejne tomy, zobaczyłem coś. To było P38 kaliber 9 i dwa magazynki, woreczek z amunicją. Byłem kompletnie zaskoczony. Położyłem pistolet na stole i kiedy tata wrócił z pracy, zapytałem się po co mu ten pistolet? Skąd go ma? Tato wyciągnął kilka fotografii i powiedział, że to jest Jan Wąchała „Łazik”, a to jestem ja – miałem pseudonim „Marian”. Widziałem wcześnie te zdjęcia, ale wtedy tato mówił, że to zdjęcia z planu filmowego – mówi Jerzy Wójcik.

Do historii oddziału AK dowodzonego przez „Łazika” Wójcik wrócił w 2012 roku, kiedy spotkał Dawida Golika z krakowskiego IPN-u. Młody historyk wiele wniósł do powstającej książki, zwłaszcza przydały się jego  kwerendy w archiwach państwowych. Tak powstała 300-stronicowa historia zapomnianego „przez świat” Jana Wąchały, który w 1946 roku zginął z rozkazu Józefa Kurasia „Ognia”. Dla jednych „Łazik”, niemal bezbłędny egzekutor zdrajców, był bohaterem, dla innych najgorszym łotrem... i to w tej historii jest najbardziej wciągające.

W piątek (29 kwietnia) na spotkanie z Wójcikiem w Łącku przybyły tłumy. Z sali wyniesiono nawet niepotrzebne meble, żeby mogło zmieścić się więcej osób. Na 10 minut przed spotkaniem sprzedały się wszystkie książki (52 sztuki!).

(JB)
Fot. JB

Książka o „Łaziku” zaciekawiała mieszkańców Łącka










Dziękujemy za przesłanie błędu

Sądeczanin HISTORIA (2-2020)