Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Sobota, 23 października. Imieniny: Edwarda, Marleny, Seweryna
18/09/2021 - 10:50

Skoczył bez wahania. Sądecczyzna od dziś ma nowego bohatera

Przechodzień chwiejnym krokiem wszedł na przejście dla pieszych. Przetoczył się na drugą stronę Barskiej i wpadł do koryta Naściszówki. Wszystko to widział Jarosław Pawłowski. Zjechał na bok, wyskoczył ze swego auta i rzucił się na pomoc.

Jarosław Pawłowski z Łęki w piątek wieczorem jechał z córką do Nowego Sącza na zakupy. Było po osiemnastej, stali na światłach przed skrzyżowaniem Barskiej z Witosa. Nagle, przed maskę ich auta, chwiejnym krokiem wtoczył się przechodzień. Dobrnął wprawdzie na drugą stronę jezdni i pewnie chciał iść dalej, ale nie trafił w mostek na Naściszówce.

Kątem oka pan Jarosław dostrzegł jak człowiek nagle znika. Nie zastanawiał się ani chwili; zjechał na pobocze, złapał telefon i wyskoczył z auta. Podbiegł do mostku, ale przechodnia już w dole nie zobaczył. Zauważył go, jak wypłynął po drugiej stronie, z twarzą w wodzie, z rozrzuconymi rękami. Wzburzony nurt potoku niósł go w dół, w stronę równie wezbranej Łubinki.

- Zadzwoniłem pod 112, powiedziałem co się dzieje, zostawiłem telefon jakiemuś stojącemu na brzegu chłopakowi i skoczyłem. Dobrze pływam i pewnie dlatego miałem na tyle odwagi - mówił "Sądeczaninowi" przemoczony na wskroś bohater, gdy karetka pogotowia zabrała już do szpitala niedoszłego topielca.

Jarosław Pawłowski

-  Złapałem go jak leżał głową w dół, pod kamieniem Jakimś cudem wyszarpałem go na brzeg, ale nie mogłem dalej wydostać. Ocuciłem i trzymałem mu twarz nad wodą, próbowałem zatamować krwawienie z rany na głowie. Gdy ocknął się wreszcie, w kółko pytał kim ja jestem.

Po chwili nad Naściszówką zjawili się policjanci. Dzięki ich pomocy udało się wydostać nieszczęśnika na brzeg. Po kilku minutach przyjechała karetka pogotowia, po włożeniu na nosze wspólnymi siłami policjanci i ratownicy dźwignęli rannego ponad kamienne brzegi koryta, donieśli do ambulansu. 

- Będzie żył - zapewniał Jarosława Pawłowskiego jeden z policjantów. - Będzie żył dzięki panu!

Gdyby nie odwaga i przytomność umysłu Jarosława Pawłowskiego, ranny człowiek spłynąłby pewnie do Łubinki i dalej, do Dunajca. Nie miałby żadnych szans na przeżycie (tomasz.kowalski@sadeczanin.info)







Dziękujemy za przesłanie błędu