Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Sobota, 8 sierpnia. Imieniny: Izy, Rajmunda, Seweryna
20/05/2020 - 16:25

Spór o zatrutą studnię w Mystkowie. Kto ją uszkodził i kto ma ją naprawić

Kto zawinił, kto ma prawo i kto powinien naprawić uszkodzoną przez drzewo studnię, z której korzysta pan Kazimierz Poręba z Mystkowa w Kamionce Wielkiej? Woda z ujęcia jest przez uszkodzenie tak zanieczyszczona bakteriami kałowymi, że pić jej nie można a nasz Czytelnik twierdzi, że wszystkie instytucje, w tym gminne, do których zgłosił się o pomoc w tej sprawie odprawiają go z kwitkiem. Sprawdziliśmy jak to rzeczywiście jest.

Pan Kazimierz Poręba stawił się w naszej redakcji w dziennikarzach szukając ostatniej deski ratunku. Twierdził, że sołtys Mystkowa, również Poręba, tyle, że Stanisław, rzekomo ścinając drzewo uszkodził mu studnię i nawet się do tego nie przyznał. Nasz Czytelnik odkrył uszkodzenie przez przypadek i od kilku miesięcy wzywa „sprawcę” do naprawienia studni. Bez skutku.

Efekt? Pan Kazimierz zlecił badanie wody i okazało się, że ta jest tak skażona, że absolutnie nie nadaje się ani do picia, ani do mycia. Jednocześnie mężczyzna kilka razy prosił o pomoc Urząd Gminy w Kamionce Wielkiej - chciał by gmina dostarczyła mu wodę. Odzewu nie było. Dopiero gdy poprosił o pomoc Wojska Obrony Terytorialnej - które mają za zadanie wspierać obywateli w równie kryzysowych sytuacjach - pracownica Ośrodka Pomocy Społecznej dostarczyła mu... 25 litrów wody zastrzegając, że to pomoc jednorazowa.

Beczkowozu nasz Czytelnik zamówić nie może, bo droga dojazdowa do jego domu jest tak w fatalnym stanie, że miejscowa OSP już raz musiała pomagać ratownikom w dotarciu do jego schorowanej mamy. Poszkodowany zaznaczył również, że na sołtysa złożył stosowne doniesienie do organów ściągania - raz o uszkodzenie mienia, dwa - o narażenie na szwank życia i zdrowia tych, którzy z uszkodzonej a teraz zanieczyszczonej studni korzystają.

Zobacz też: Kamionka Wielka: wybory sołtysów – wielkich rewolucji nie było. Co się zmieniło?

W relacji naszego Czytelnika w dobrym świetle jawiła się jedynie postać wójta Andrzeja Stanka, po którego upomnieniu sołtys w końcu za naprawę studni się zabrał. Tylko, że naprawy nie dokończył… Po obejrzeniu studni na miejscu i przeczytaniu wyników badań wody, włos na głowie nam się zjeżył. Taka sytuacja jest niedopuszczalna. Jednak już po wizycie w Urzędzie Gminy w Kamionce Wielkiej, gdzie od razu pojechaliśmy z panem Kazimierzem i po rozmowie ze wszystkimi, którzy mają w tym zamieszaniu udział, okazało się, że sprawa jest zdecydowanie bardziej skomplikowana niż nam to pan Kazimierz przedstawiał.

Dla sekretarz gminy Małgorzaty Antkiewcz-Wójs oczywistym było, że OPS w tej sytuacji - oględnie mówiąc - na wysokości zadania nie stanął. Sekretarz owe wspomniane przez pana Kazimierza „jednorazowe” 25 litrów wody zaskoczyło równie mocno jak nas. Urzędniczka z miejsca zadeklarowała, że natychmiast skontaktuje się z właściwą osobą w ośrodku, by ten zorganizował od ręki dostawy, które będą przystawać do rzeczywistych potrzeb rodziny Poręby.

W kwestii wyciągnięcia ewentualnych konsekwencji wobec sołtysa i zdyscyplinowania go, by uszkodzoną studnię jak najszybciej naprawił, Antkiewicz-Wójs powiedziała poszkodowanemu to samo co i my wcześniej - sołtys gminie w żaden sposób służbowo nie podlega. I wójt Andrzej Stanek zrobił to co mógł - z sołtysem przeprowadził grzecznościową rozmowę i jak widać skutecznie, bo przecież sołtys nową pokrywę studni i nowy krąg przywiózł. A że tego nie zamontował...

No cóż, pan Kazimierz twierdzi, że stało się tak dlatego, że krąg okazał się za duży i do studni nie pasuje, a z kolei sekretarz gminy słyszała, że powodem był fakt, że pan Kazimierz przy tej czynności sołtysa nagrywał, czego sołtys wyraźnie sobie nie życzył. Pan Kazimierz ripostował, że nagrywał tak, aby była widoczna tylko studnia, która jest przecież dowodem rzeczowym w postępowaniu prowadzonym przez prokuraturę. Jaka była prawda? Tego już pewnie nie dojdziemy.

Konkluzja naszej trójstronnej dyskusji była jednak jednoznaczna - woda musi być dostarczana i basta, sołtys musi studnię naprawić i koniec, a gmina być może będzie miała możliwości - posługując się OPS - przyznać panu Kazimierzowi dotację celową na jej oczyszczenie i niezbędne po nim szczegółowe badanie wody. Dodatkowo sekretarz zdeklarowała się zmobilizować urzędników komunalnych do zbadania sprawy utwardzenia nieszczęsnej drogi dojazdowej do gospodarstwa poszkodowanego, którą teraz przejechać nie może nawet karetka, o beczkowozie z wodą nie wspominając.

My wzięliśmy na siebie rozmowę z rzekomym sprawcą, czyli sołtysem Mystkowa, sekretarz gminy Kamionki Wielkiej miała „wziąć w obroty” Ośrodek Pomocy Społecznej. Nie zdążyliśmy nawet wrócić z urzędu gminy do redakcji, a sekretarz już do nas dzwoniła; wieści, które nam przekazała już tak różowo nie wyglądają. Otóż okazało się, że uszkodzona studnia wcale nie jest na gruncie pana Kazimierza, tylko na gruncie osoby, która jest też właścicielem feralnego drzewa, które po ścięciu studnię uszkodziło. Pan Kazimierz korzysta rzeczywiście z tego ujęcia od wielu, wielu lat, tyle tylko, że grzecznościowo. Porozumienie z właścicielami ujęcia zawarli jeszcze jego dziadkowie, ale nigdy nie uzyskało ono formalnego statusu.







Dziękujemy za przesłanie błędu

Sądeczanin HISTORIA (2-2020)