Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Piątek, 25 września. Imieniny: Aureli, Kamila, Kleofasa
18/03/2020 - 15:15

Cały świat walczy z pandemią koronawirusa. W Anglii życie toczy się innym rytmem

Cały świat walczy z epidemią koronawirusa, jednak nie wszędzie tak samo. Czytelniczka sadeczanin.info, która pochodzi z Gorlic, w mailu przesłanym do naszej redakcji, opisała jak wygląda sytuacja w Anglii, gdzie od kilku lat mieszka i pracuje.

- W Anglii życie toczy się zupełnie innym rytmem niż w Polsce. Zakupy, które pani Basia w Biedronce na kasie zeskanowałaby w ciągu dwóch minut, żeby obsłużyć kolejną niecierpliwiącą się osobę, John skanuje 3 razy wolniej, zadając klientom pytania: "Co słychać? Czy wszystko w porządku? Jak jest teraz na zewnątrz? Znowu pada?"  W kolejce wszyscy stoją spokojnie, nikt nie spogląda na zegarek, nikomu się nie spieszy. Może oprócz mnie, wciąż nie do końca przyzwyczajonej do tego, że życie nie polega na ciągłym pośpiechu i te dziesięć minut spędzonych w kolejce nie jest jakąś tragedią - pisze nasza Czytelniczka Patrycja Chodur.

O ile w wielu przypadkach angielskie wyluzowanie naprawdę jest dużo zdrowsze od naszego polskiego napięcia i pośpiechu, o tyle w temacie obecnej epidemii koronawirusa wydaje się niezbyt bezpiecznym podejściem - dodaje.

Dla porównania nasza Czytelniczka opisała, jak wygląda dzień 15 marca w Polsce i w Anglii:

15 marca w Polsce: około 200 potwierdzonych przypadków koronawirusa, zamknięte zostają granice, wstrzymany ruch powietrzny, zostają zamknięte szkoły, zamykane są restauracje, salony fryzjerskie i kosmetyczne, kina, teatry... Wszechobecny ruch #zostańwdomu.

15 marca w Anglii: 1400 przypadków koronawirusa, otwarte granice, dzieci chodzą do szkoły, czynne są restauracje, wszyscy chodzą do pracy.

W Anglii ludzie nie panikują, gromadzą zapasy. Towary w sklepach znikają bardzo szybko. Powstała petycja obywatelska, którą podpisało ponad 400 tysięcy osób. Obywatele proszą władze państwa o zamknięcie szkół. Rząd jednak wydaje się nie przejmować całą sytuacją , twierdząc że „prawdopodobnie i tak wszyscy się zarażą”.

- Pracuję w domach opieki. Mam styczność z osiemdziesięcioma osobami starszymi. Każda z tych osób ma ponad 90 lat. Wszystkie mają różne choroby współistniejące. W jednym z domów przebywa rezydentka, która ma kaszel i gorączkę. Nie wiemy czy to grypa, czy koronawirus, bo przestali robić testy osobom, które nie są w szpitalu z poważniejszymi objawami. Na drzwiach budynku jest informacja „Izolacja. Maksymalny czas ekspozycji 15 minut. Używaj jednorazowych rękawiczek, fartucha i maski”. Szkoda tylko, że maski skończyły się już 2 tygodnie temu i nie można zakupić nowych. Dopiero w miniony weekend zamknięto drzwi dla odwiedzających. Z jednej strony, każdy odetchnął z ulgą. Z drugiej, co powiedzieć śmiertelnie chorej osobie, która mówi „staram się nie panikować, ale właśnie sobie uświadomiłem, że być może rano ostatni raz spotkałem swoją żonę” - opowiada pani Patrycja.

- Tydzień temu odwołaliśmy urlop, który mieliśmy spędzić w Polsce. Bardzo dobrze, bo parę dni później i tak odwołali lot. Myjemy ręce, staramy się nie wychodzić bez potrzeby i nie myśleć o tym, jak daleko od domu jesteśmy. W ciągu ostatniego tygodnia ten dystans wydaje się o wiele większy. Jednak tylko spokój może nas ocalić, więc czekamy cierpliwie i mamy nadzieję, że w ciągu najbliższych miesięcy wszystko się uspokoi.  Tymczasem największym zmartwieniem dnia codziennego jest to, aby podczas kontroli temperatury w pracy nie mieć gorączki, gdyż dwa tygodnie tutejszego wynagrodzenia na L4 pokryje jedynie rachunek za wodę i prąd. Życie jeszcze toczy się dalej. Trzymajcie się - dodaje.

RG [email protected], Fot. P. Chodur







Dziękujemy za przesłanie błędu

Miesięcznik Sądeczanin - wydanie wrześniowe