Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Sobota, 26 września. Imieniny: Cypriana, Justyny, Łucji
12/01/2015 - 14:00

Historia o poszukiwaniach dziecka i ojca, zdjętej opasce elektronicznej i decyzjach organów ścigania

Zgłoszenie, jakie kilka dni temu przyjęto w Komendzie Miejskiej Policji w Nowym Sączu postawiło na nogi nie tylko miejscowych policjantów, ale także funkcjonariuszy z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie. Młoda matka zgłosiła wówczas zawiadomienie o zaginięciu ponadrocznego syna. Chłopczyka zabrał z domu kobiety jej mąż i ojciec dziecka. Kilka godzin później policja otrzymała informacje o miejscu ich pobytu. Maluch został przewieziony na badania do szpitala, a jego ojca zatrzymała policja. Po tym zdarzeniu mężczyzna usłyszał cztery zarzuty, Prokuratura Rejonowa w Nowym Sączu zastosowała wobec niego m.in. dozór policji. Zabroniła mu także zbliżania się do żony i syna na odległość mniejszą niż 100 metrów.
Informację o poszukiwaniach potwierdziła nam mł. asp. Iwona Grzebyk-Dulak, rzecznik prasowy sądeckiej policji.

- Drugiego stycznia w Komendzie Miejskiej Policji w Nowym Sączu zgłoszono zaginięcie dziecka – mówi policjantka. - Z domu matki zabrał je na „widzenie” ojciec chłopca. W dniu tym, zgodnie z postanowieniem sądu, miał do tego prawo. Jednak po zakończeniu spotkania nie odwiózł dziecka do matki. Z uwagi na treść zawiadomienia, która wskazywała na realne zagrożenie dla życia i zdrowia dziecka, natychmiast w komendzie zorganizowano bardzo szeroko zakrojoną akcję poszukiwawczą – dodaje rzeczniczka.

Pani Katarzyna przez kilka godzin nie wiedziała, gdzie jest jej maleńki synek a także małżonek, z którym, jak nam powiedziała, jest w trakcie sprawy rozwodowej. Mężczyzna zaś, zgodnie z orzeczeniem sądowym, mógł spotykać się z dzieckiem w ustalone dni i godziny.

- Drugiego stycznia, mąż, zgodnie z ustaleniami miał „widzenie” z dzieckiem – opowiada pani Katarzyna. – Dziesięć minut przed godz. 18, a więc przed upływem czasu spotkania, zadzwoniłam do męża i zapytałam:„Kiedy będzie?”. Usłyszałam, że ubiera syna i już idzie. Kilka minut po osiemnastej zadzwoniłam jeszcze raz. Pytałam, gdzie jest z dzieckiem, bo jest już po czasie. Usłyszałam: „W d....ie! Dziecka już więcej nie zobaczysz. Zobaczymy jak się teraz będziesz czuła”. Roztrzęsiona próbowałam kilkakrotnie skontaktować się z mężem. Miał wyłączony telefon. Włączył go trochę później, ja, w międzyczasie, zadzwoniłam na policję. Patrol przyjechał bardzo szybko.

Kobieta twierdzi, że nie zabraniała mężowi kontaktu z synem, a wcześniej taka sytuacja, jak ta z 2 stycznia, się nie zdarzyła.
- Mąż, po spotkaniu z synem odprowadzał go zawsze pod dom – mówi kobieta.

Nie tylko Policja szukała dziecka

Zaczęło się, jak opowiada kobieta, sprawdzanie razem z policjantami miejsc, w których mężczyzna mógł przebywać z dzieckiem. W tym czasie, jak mówi, odebrała jeden, potem kolejny i następny telefon z wyzwiskami i pogróżkami, jakie miał kierować w stosunku do niej małżonek.

Jak mówi pani Katarzyna, miał ją straszyć też, że zrobi jakąś krzywdę dziecku. Kobieta trafiła do komendy, by złożyć w tej sprawie zeznania. W tym czasie policyjne jednostki na Sądecczyźnie prowadziły szeroko zakrojone działania poszukiwawcze. Włączyli się w nie również strażacy i funkcjonariusze z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie. W przypadku zaginięcia dziecka poszukiwania prowadzone są wielotorowo. W takich akcjach sprzymierzeńcem nie jest niestety upływający czas. Liczy się w nich każda minuta...

- Funkcjonariusze przeczesywali miejsca, w których mógł znajdować się mężczyzna – stwierdza rzeczniczka sądeckiej policji.
Poszukiwania, jak podała policja, zahaczyły m.in. o teren Piwnicznej-Zdroju, bowiem istniało przypuszczenie, że ojciec i dziecko mogą tam również przebywać. Do akcji włączyli się wówczas także ratownicy GOPR.

W poszukiwaniach pomagały i inne osoby cywilne. Jak mówi matka dziecka, byli to m.in. członkowie ich rodzin, znajomi. Akcja trwała kilka godzin.

- Dziecko zostało odnalezione wraz z ojcem na terenie gminy Stary Sącz. 32 – letni mężczyzna został zatrzymały 3 stycznia około godziny 1.00, a po badaniu, przewieziony do policyjnego aresztu. Chłopczyk trafił na obserwację do szpitala – informuje rzeczniczka sądeckiej policji.

- Syn w stanie ogólnym dobrym został wypisany do domu – mówi matka – Niebawem zaczął jednak wysoko gorączkować. Okazało się, że ma m.in. zapalenie gardła. Musiał dostać antybiotyk.

Ojciec z czterema zarzutami

Następnego dnia po zatrzymaniu przez policję, ojciec dziecka, z przedstawionymi mu zarzutami, został doprowadzony do Prokuratury Rejonowej w Nowym Sączu. Policja wnioskowała wówczas o zastosowanie wobec niego aresztu tymczasowego.

W prokuraturze został on przesłuchany i usłyszał cztery zarzuty.

- Został on podejrzany o to, że w okresie od grudnia 2013 roku do końca marca 2014 roku i od marca do września ub. r. miał znęcać się psychicznie i fizycznie nad swoją żoną, a także o to, że od września ub. r. do 2 stycznia br. miał nękać telefonicznie i nachodzić o różnych porach dnia i nocy swoją małżonkę – mówi Waldemar Starzak, prokurator rejonowy w Nowym Sączu. - Miał jej również grozić pozbawieniem życia. Mężczyzna jest także podejrzany o to, że od 2 do 3 stycznia br. naraził małoletniego syna na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, w ten sposób, że sprawując opiekę nad dzieckiem, będąc pod wpływem alkoholu, przebywał z nim w porze nocnej na otwartej przestrzeni, przy niskiej temperaturze powietrza. W obecności małoletniego miał też dokonać samookaleczenia. 2 stycznia miał on również wypowiadać groźby pozbawienia życia zarówno wobec żony jak i syna.

Prokurator zastosował wtedy wobec podejrzanego wolnościowe środki zapobiegawcze – dozór policji (podejrzany został zobowiązany do stawiennictwa dwa razy w tygodniu w Komendzie Miejskiej Policji w Nowym Sączu), a także zobowiązał go do powstrzymania się od zbliżania się do pokrzywdzonych – żony i dziecka na odległość mniejszą niż 100 metrów i kontaktowania się z nimi bez zgody (kobiety - pani Katrzyny - przyp. red.).

Pani Katarzyna była kompletnie zaskoczona decyzją prokuratora.

- Zupełnie tego nie rozumiem. Dla mnie ta decyzja jest to porostu śmieszna – mówiła nam w czwartek pani Katarzyna, nie kryjąc oburzenia. - Dozór policji dla osoby odbywającej karę, mającej elektroniczną opaskę, którą następnie zrywa. Uważam, że prokuratura potraktowała sprawę bardzo pobłażliwie. Nie zostawię tak tej sprawy. Noszę się z zamiarem złożenia skargi na decyzję sądeckiej prokuratury. Dalej przechodzę przez ten koszmar. To się chyba nigdy nie skończy. Boję się o siebie i syna, ale także o moich bliskich. Syn po tym zdarzeniu zrywa się w nocy z płaczem, jest bardzo nerwowy. Wcześniej tak się nie zachowywał. Był spokojny, uśmiechnięty. Chcę zacząć spokojnie żyć.

Podejrzany, jak nam powiedział szef sądeckiej prokuratury nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Złożył w tej sprawie wyjaśnienia.

- Jeśli chodzi o zarzut narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, to z materiałów dowodowych zgromadzonych w tym postępowaniu wynika, że ojciec zabrał dziecko od matki za jej zgodą – mówi prokurator Waldemar Starzak. – W ustalonym terminie nie oddał syna pod jej opiekę. Do ustalenia miejsca pobytu dziecka doszło w ten sposób, że jego ojciec podszedł do sąsiada kolegi, u którego tymczasowo przebywał i poprosił, w związku z tym, że w danym momencie nie dysponował on telefonem, aby ta osoba zadzwoniła na policję i powiedziała, gdzie się znajduje wraz dzieckiem. Sąsiad, na prośbę podejrzanego zawiadomił funkcjonariuszy dzwoniąc na numer 112. Podejrzany wraz z dzieckiem czekał przy drodze na policjantów. Dziecko znajdowało się stanie dobrym. Było ciepło ubrane, odpowiednio do zimowej pory.

Prokurator tłumaczy się z decyzji

To była, jak przyznał szef sądeckiej prokuratury jedna z przesłanek, która przekonała prokuratora, że wystarczającym środkiem dla zapewnienia prawidłowego toku postępowania są środki wolnościowe zastosowane wobec podejrzanego. Prokurator Starzak zastrzegł jednak, że nie wyklucza to w przyszłości, jeśli sprawa w ogóle trafi do sądu z aktem oskarżenia, skierowania wniosku o zastosowanie wobec podejrzanego kary bezwzględnej.

- Prokurator nie stwierdził aby, istniała w tej sprawie obawa matactwa, czy też obawa wpływania bezprawnego na zeznania świadków przez podejrzanego - informuje szef sądeckiej prokuratury. - Obawa ukrywania się podejrzanego też nie jest realna, gdyż on sam dobrowolnie doprowadził do powiadomienia policji, gdzie znajduje się z dzieckiem. Żadne z tych przestępstw, które zostały zarzucone podejrzanemu, nie jest zagrożone karą, którego dolna granica przekraczałaby 8 lat pozbawienia wolności, co automatycznie obligowałoby do stosowania tymczasowego aresztu. Z wyjaśnień podejrzanego wynika, że zawiadomienie jakie złożyła pokrzywdzona o znęcanie i stosowanie gróźb ma, zdaniem podejrzanego, podłoże w nieporozumieniach na tle rodzinnym. Zarówno z zeznań pokrzywdzonej, jak i wyjaśnień samego podejrzanego wynika, że jeśli chodzi o tych małżonków, toczy się właśnie w ich sprawie postępowanie rozwodowe. Stanowisko podejrzanego jest takie, że jego żona w ten sposób próbuje zebrać sobie materiał dowodowy dla postępowania rozwodowego.

Prokurator zaznaczył, że symptomatyczne dla tej sprawy jest to, że jeśli chodzi o zarzut znęcania się, które miało trwać do września ub. r., pokrzywdzona, jak wynika z materiału dowodowego, od tego okresu, aż do 2 stycznia br., nie składała na policji, ani w prokuraturze zawiadomienia o takim przestępstwie.

32-latek, jak nas poinformowała rzeczniczka sądeckiej policji, był już wcześniej notowany przez policję. Obecnie odbywał on karę w systemie dozoru elektronicznego.

- Jednak jeszcze przed zdarzeniem ściągnął nadajnik (opaskę) i zostawił w domu
– stwierdza policjantka.

Taka okoliczność, zdaniem prokuratury, nie była przesłanką do zastosowania wobec wspomnianego podejrzanego, a zarazem skazanego w innej sprawie za popełnienie innych przestępstw - aresztu tymczasowego.

- Usunięcie opaski elektronicznej przez skazanego jest ewentualnie przesłanką do tego, aby sąd, i to ten, który decydował o zezwoleniu na odbywanie kary w ramach dozoru elektronicznego w postępowaniu wykonawczym, po otrzymaniu takiej informacji, zmienił zasady – tłumaczy prokurator Starzak. – Tenże podejrzany miał zgodę sądu na odbywanie kary w systemie dozoru elektronicznego, w związku z popełnieniem innych przestępstw. Jeśli w sprawie, w której obecnie prowadzimy dochodzenie ten podejrzany w dalszym ciągu będzie niepokoił swoją małżonkę esemesami, czy telefonami i uzyskamy taką informację, to wówczas jest możliwość zmiany zastosowanego przez nas wolnościowego środka zapobiegawczego na surowszy. Mówimy tutaj o sytuacji stwierdzenia, że podejrzany nie realizuje tego środka zapobiegawczego, który był dotychczas wobec niego stosowany.

Kolejny alarm

W czwartek wieczorem pani Katarzyna ponownie zaalarmowała sądecką policję.

- Pokrzywdzona skontaktowała się policją informując, że widziała swojego męża pod jej domem – mówi rzeczniczka sądeckiej policji. – Natychmiast we wskazane miejsce pojechał patrol. Niestety osoby tej już tam nie było. Funkcjonariusze sprawdzili okoliczny teren. Równocześnie prowadzone były działania zmierzające do zatrzymania 32-latka.

Policja zatrzymała go w piątek (9 stycznia) około godz. 10. Jeszcze w tym samym dniu sądecka prokuratura skierowała do sądu wniosek o zastosowanie wobec podejrzanego aresztu tymczasowego na trzy miesiące.

- Podejrzanemu zostały uzupełnione zarzuty o okres nękania. Dodano też jeszcze zdarzenia z tego tygodnia
– mówi prokurator Starzak. - Oprócz tego uzupełniono je jeszcze o jeden zarzut stosowania gróźb pod adresem żony. Podejrzany się do nich nie przyznał. Złożył wymijające wyjaśnienia. Prokurator uznał, że w związku z tym, iż nie realizuje on poprzedniego środka zapobiegawczego zachodzą podstawy do zastosowania wobec niego aresztu tymczasowego na trzy miesiące. Taki wniosek został przesłany do sądu.

W piątek Sąd Rejonowy w Nowym Sączu zbierał się dwukrotnie w sprawie 32-latka.

- Sąd uchylił skazanemu zezwolenie na odbywanie kary pozbawienia wolności w systemie dozoru elektronicznego – powiedział naszemu portalowi sędzia Bogdan Kijak, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Nowym Sączu. – Postanowienie to musi się jeszcze uprawomocnić. Wówczas skazany resztę kary będzie musiał odbyć w zakładzie karnym. Skazanemu przysługuje prawo złożenia zażalenia na to postanowienie.

Po raz drugi sąd zebrał się tego dnia na posiedzeniu, aby rozpatrzyć wniosek prokuratury o zastosowanie wobec podejrzanego aresztu tymczasowego.

Sąd zastosował w piątek wobec niego areszt tymczasowy na trzy miesiące. Jego uchylenie uzależnił od wpłacenia przez podejrzanego poręczenia majątkowego.


Imię matki dziecka zostało zmienione.

(MS)
Fot. sxc.hu, archiwum – zdjęcia ilustracyjne.







Dziękujemy za przesłanie błędu

Miesięcznik Sądeczanin - wydanie wrześniowe