Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Niedziela, 5 kwietnia. Imieniny: Ireny, Kleofasa, Wincentego
26/03/2020 - 05:15

Jest trwoga, a Boga zamknęli w kościele! Przejmująca rozmowa z sądeckim jezuitą

Jak trwoga to do Boga… tak jak teraz, kiedy oddychamy „morowym powietrzem”. Rodzi się potrzeba modlitwy w kościele, w domu Boga, gdzie chcemy się schronić, mieć poczucie wspólnoty i modlić się razem. Nie możemy. Zamknięte odrzwia mogą się uchylić tylko dla pięciu osób podczas jednej mszy. Czy biskupi zbyt szybko złożyli broń? Czyż nie tkwi w tym pewien absurd? Świadczy to, nie tyle o realizmie, co o słabej wierze Bożego wsparcia człowieka zawartej w Eucharystii, której teraz zostaliśmy pozbawieni?

Z księdzem jezuitą, Józefem Polakiem, proboszczem parafii pod wezwaniem Ducha Świętego w Nowym Sączu rozmawia Jagienka Michalik

Jak trwoga to do Boga… ileż razy doświadczamy tego w swoim życiu i doświadczaliśmy w historii naszego kraju. Tak było w czasach wojen i zarazy, takiej jak dżuma czy cholera. To wtedy w swojej bezradności ludzie zwracali się do Kościoła. Pielgrzymowali na Jasną Górę, świątynie były pełne modlących się wiernych. Teraz mamy morowe powietrze, które zabija ludzi na całym świecie, a biskupi pozamykali kościoły! Na przestrzeni wieków nigdy nic takiego się nie zdarzyło.
-
W naszej historii bywały zarazy, ale teraz mamy większą świadomość, jak można taką zarazę powstrzymać. Czasy się zmieniły, medycyna się zmieniła, a człowiek jest też zachęcany do tego, żeby korzystać z rozumu.

Rozum to jedno, ale modlitwa czyni cuda. Gorąca modlitwa w kościele, w domu Boga, gdzie w trudnej sytuacji chcemy się schronić, mieć poczucie wspólnoty. A tu pustka w sensie dosłownym i duchowym.
-
Ja się tym nie przerażam, bo wiem ilu ludzi łączy się duchowo. Prosiłem parafian, by zostali w domach i jestem z nich dumny, że posłuchali. Przestrzeganie zasad w warunkach epidemii to odpowiedzialność za drugiego człowieka.

A może jest w tym także lęk przed oskarżeniem o to,  że „ciemni katole”  mogą się przyczynić do rozprzestrzenienia epidemii? Może jednak, trzeba było pozwolić ludziom na chodzenie do kościoła z zachowaniem takich samych środków ostrożności jak w sklepach.|
-
To by była nieodpowiedzialność. W duchu miłości i  poczucia odpowiedzialności mówię jak jezuita, że w tym momencie liczy się posłuszeństwo Kościołowi. Nawet jeśli to nas dużo kosztuje, bądźmy posłuszni, dlatego, że w tym jest większe dobro. Na łamach  „Sądeczanina”  przytaczacie myśli z „Dzienniczka” Siostry Faustyny. Czego Jezus od niej wymagał? Posłuszeństwa przełożonym. Większa chwała była w jednym akcie posłuszeństwa niż w tym, że zachowywała nie wiadomo jakie posty czy umartwienia. To się dzieje i w naszych czasach, teraz.
-Nie poddam się tak szybko w tej rozmowie. A może jednak zamykając kościoły, biskupi zbyt szybko złożyli broń.  Czyż nie tkwi w tym pewien absurd? To świadczy nie tyle o realizmie, co o słabej wierze i niedocenianiu mocy sakramentów. To jest tajemnica Bożego wsparcia człowieka zawarta w Eucharystii, której tym razem zostaliśmy pozbawieni.

Nie, nie zostaliśmy pozbawieni Eucharystii. W sytuacji,  gdy z posłuszeństwa Kościołowi człowiek nie ma możliwości rzeczywistego uczestniczenia we mszy, jest możliwość przyjęcia komunii świętej duchowej. Do tego jesteśmy zachęcani. Otwieram swoje serce i zapraszam Jezusa, żeby przyszedł. I co? Czy Jezus jest ograniczony koronawirusem?

Ludzie głębokiej wiary są przeświadczeni, że nie może im się nic stać, kiedy przyjmują Ciało Chrystusa. Przecież dla Boga nie ma nic niemożliwego, bo… nie jest ograniczony koronawirusem.
-
Czy pani by chciała, żeby powiedzieć ludziom: „Kochani, wierzcie w moc sakramentów, przychodźcie do kościoła, wirus i tak was nie dotknie, choćby was tu było tysiąc osób na jednej mszy”. Nie mogę tego powiedzieć. Mamy używać rozumu, w tym co dotyczy racjonalnej obrony przed czymś, co zagraża życiu. To, co  widzimy we Włoszech czy Hiszpanii, jest przerażające.

Och, ksiądz ciągle o rozumie, a ja uparcie mówię o wierze.  Chyba powinno być nawet odwrotnie w tej naszej rozmowie.
-
Ta sytuacja, tak uważam,  spowoduje jedno. Zatęsknimy za realną obecnością Chrystusa w Eucharystii. Bo myślę, żeśmy w znacznym stopniu o niej zapomnieli. Tak przyzwyczailiśmy się do tego, że Pan Jezus jest na wyciągnięcie ręki i że „jak chcę, to się wyspowiadam”,  raz do roku, dwa razy do roku, na Wielkanoc i Boże Narodzenie i że to ode mnie zależy, kiedy przyjmę komunię świętą. Czasami Pan Bóg dopuszcza takie trudne doświadczenia po to, żeby wiara odżyła. A ona odżyje w tęsknocie.

Chce ksiądz powiedzieć: dzięki Bogu mamy koronawirusa, że Pan Bóg krzywymi ścieżkami prowadzi nas do prostych dróg?  Ta zaraza może nam uzmysłowić, że oderwaliśmy się od Opatrzności, zatraciliśmy się we współczesnym życiu?
-
Pewny jestem jednego. Pan Bóg z największego zła wyprowadza jeszcze większe dobro. Tylko to się nie dzieje, od tak, na pstryknięcie palców.

Ciąg dalszy na następnej stronie







Dziękujemy za przesłanie błędu