Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Sobota, 22 czerwca. Imieniny: Pauliny, Sabiny, Tomasza
17/05/2024 - 12:10

“Konopiami też można się leczyć”. Sylwia Salwińska kandydatką do Parlamentu Europejskiego

Wybory do Parlamentu Europejskiego zbliżają się wielkimi krokami. Czwarte miejsce na liście Koalicji Obywatelskiej w naszym okręgu zajmuje Sylwia Salwińska - właścicielka placówki medycznej "Medicanneum Medycyna i Konopie". Dlaczego kandyduje? Jakie są jej wyborcze postulaty? Czy temat medycznych konopi jest odpowiednio rozpowszechniony w naszym kraju? Wszystko dokładnie wyjaśniła.

Dlaczego zdecydowała się pani kandydować do Parlamentu Europejskiego?
- Od ponad 20 lat prowadzę własna działalność gospodarczą w obszarach zdrowia i kultury. Jestem osobą aktywną także społecznie - mówi Sylwia Salwińska. Kandydowanie do PE jest w pewnym sensie kontynuacją mojej pracy zawodowej i społecznej. Uważam to wręcz za swój obowiązek w tych wyjątkowo ważnych dla przyszłości Polski wyborach, w czasach gdy licznym prawdziwym zagrożeniom towarzyszy bardzo głośna, absurdalna i najczęściej kłamliwa propaganda przeciwko Unii i naszemu członkostwu w niej. W dodatku obszary życia, które najbardziej mnie interesują, czyli zdrowie i bezpieczeństwo zależą w wielkim stopniu od polityki UE, stąd bardzo chciałabym mieć na nią wpływ. Wiem, że można tę politykę kształtować tak, aby Polska odniosła z niej jak największe korzyści.

Jakie są pani główne postulaty, o których będzie pani mówiła podczas kampanii wyborczej?
- Moje hasło wyborcze to “zdrowie i bezpieczeństwo” - zarówno jedno, jak i drugie zagadnienie, to szerokie obszary tematyczne. Przykładowo w kwestii zdrowia, szczególnie kobiet, chciałabym abyśmy doszli do europejskich poziomów zarówno w kwestii zachorowania jak i wyleczenia. Z powodu raka szyjki macicy, całkowicie uleczalnego we wczesnym stadium, co roku umiera 7 na 100 tys. Polek. W krajach takich jak Finlandia, Włochy czy Turcja liczba spadła do 2 kobiet na 100 tys. Tylko połowa chorych na raka szyjki macicy Polek przeżywa 5 lat od rozpoznania, podczas gdy w Norwegii przeżywa więcej niż 80% kobiet. Różnice wynikają z badań profilaktycznych których w Polsce wykonuje się zdecydowanie mniej.

Jak ocenia pani poziom bezpieczeństwa naszego kraju, biorąc pod uwagę zagrożenie ze wschodu? Czy Polska jest odpowiednio przygotowana?
- Szereg wydarzeń z kilku ostatnich lat zmienił architekturę bezpieczeństwa w naszym regionie, jak również postrzeganie na kwestie bezpieczeństwa i obronności przez społeczeństwo. Polska stoi przed wyzwaniami oraz nowymi formami zagrożeń, z którymi nie mieliśmy jeszcze do czynienia. Jako państwo graniczne, jesteśmy w szczególności narażeni na problemy, o których w większości dotąd nawet nie myśleliśmy. Mam tutaj na myśli chociażby przepisy dotyczące obrony cywilnej, które są zupełnie niezadowalające i nie odpowiadają dzisiejszym standardom.

Jednak problem nie leży tylko w  przepisach, nie posiadamy wyznaczonych i przygotowanych potencjalnych miejsc schronienia dla ludności cywilnej ani rozwiniętej infrastruktury kryzysowej. Dlatego powinniśmy zadbać również o rozbudowę naszych rezerw strategicznych. Innym ważnym elementem naszego bezpieczeństwa jest również edukacja - powinniśmy przede wszystkim stale podnosić poziom świadomości polskiego społeczeństwa z zakresu postępowania w trakcie sytuacji kryzysowych. Za absolutną oczywistość uważam stałą modernizację i rozbudowę potencjału sił zbrojnych RP, tak aby odpowiadały współczesnej rzeczywistości.

W jaki sposób obecności Polski w Unii Europejskiej wpływa na poziom bezpieczeństwa? Czy w tym zakresie coś wymaga zmian?
- Musimy przekonać Europę że bezpieczna i silna Polska to bezpieczeństwo całej Unii Europejskiej.

Jakie widzi Pani szczególne zagrożenia i problemy dla Polski, o których rozwiązanie powinniśmy zabiegać w Unii Europejskiej? 
- Unia powinna nam pomóc w skutecznym rozwiązaniu konfliktu z Ukrainą w związku z zawieszeniem cła na import produktów rolnych z Ukrainy. Powinna też wywierać nacisk na Węgry, które blokują w UE wypłatę Polsce rekompensaty 450 milionów euro, które należą się Polsce z europejskiego budżetu za sprzęt wojskowy dostarczony Ukrainie. To tak w bardzo dużym skrócie.

Jest pani właścicielką placówki medycznej "Medicanneum Medycyna i Konopie". Co można powiedzieć o leczeniu medycznymi konopiami w Polsce?
- Że jest (uśmiech). Ale zdecydowanie lekarze i cała służba zdrowia niewiele wie na ten temat. Nadal podczas studiów medycznych nie dowie się pan nic na temat konopi. Lekarze, którzy są zainteresowani tą gałęzią medycyny szkolą się indywidualnie na różnego rodzaju konferencjach zewnętrznych. Jest też już paru naprawdę bardzo dobrych specjalistów, którzy zajmowali się leczeniem konopiami, zanim jeszcze ustawa im na to pozwoliła. Można powiedzieć że w Polsce cały czas jeszcze się uczymy o konopiach.

Czy ludzie są zainteresowani tego typu leczeniem? Z jakimi reakcjami się pani spotyka?
- Tak. Ludzie są zainteresowani dlatego, że jak człowiek jest chory to szuka różnych możliwości wyleczenia. Są też osoby, które już nie chcą zażywać "tabletek". Reakcje są różne, ale z czasem jest coraz więcej pozytywnych, zwłaszcza gdy ludzie widzą że to pomaga im samym lub ich bliskim.

Jak wygląda sam proces takiego leczenia?
- No i tu zaczynają się schody dlatego, że po pierwsze pacjenci oczekują cudu i najlepiej żeby wszystkie dolegliwości minęły po 15 minutach, a tak nie jest. To faktycznie jest proces. Po drugie większość z nas jest przyzwyczajona że jedna tabletka rano, jedna wieczorem i to wszystko - a to też nie tak. W zależności od rodzaju schorzenia i stanu pacjenta lekarz dobiera odpowiedni preparat o odpowiednich właściwościach i stężeniu. W 2019 roku, jak zaczynaliśmy w aptekach dostępny był tylko jeden produkt, teraz jest ich jest ponad 10 w różnej postaci suszu i oleju. Są więc większe możliwości lepszego dobrania preparatu dla pacjenta i jego problemów. Jak już lekarz to zrobi, to potem należy odpowiednio dobrać dawkowanie i tu jest ważna współpraca z pacjentem i jego rodziną - dlatego, że naszymi pacjentami są osoby samodzielne, jak i takie, które są w opiece paliatywnej. Pierwsze efekty mogą być zauważalne w zależności od pacjenta - albo już po dwóch tygodniach, albo po dwóch miesiącach, po których albo zmieniamy preparat, albo przechodzimy na inny poziom leczenia, albo zostajemy przy tym, co było. To tak mniej więcej wygląda w telegraficznym skrócie.

Czy temat leczenia medycznymi konopiami jest w naszym kraju dostatecznie rozpowszechniony? Czy obywatele mają świadomość na czym to polega?
- Niestety nie. Dobrze by było, aby rozpowszechniały go kompetentne źródła, a nie żeby informacje na ten temat pochodziły z szarej strefy. Konopie od zamierzchłych czasów były wykorzystywane w medycynie, w budownictwie, w przemyśle, do produkcji bardzo zdrowiej odzieży i w wielu innych miejscach. Zostały strącone w niebytz ale w tej chwili wracają i to z dużą mocą zwłaszcza w medycynie. Bardzo dużo osób nie wie na ten temat zbyt wiele, ale szukają tej wiedzy i są jej ciekawi. Myślę że świadomość odnośnie konopi będzie się pogłębiać.

Co w zakresie leczenia medycznymi konopiami chciałaby Pani zrobić, jako przyszła europosłanka?
- Przede wszystkim konieczna jest aktualizacja przepisów w Unii Europejskiej dotyczących medycznych i nie tylko konopi. Ujednolicenie tych przepisów tak, aby poszczególne kraje miały się do czego odnieść. W tej chwili są bardzo duże różnice pomiędzy państwami w tej materii. No i to co, by było najbardziej pomocne pacjentom, którzy są kierowcami - określenie dopuszczalnego stężenia kannabinoidu THC we krwi. Najprościej rzecz ujmując chodzi o to, że ktoś nie jest już pod wpływem konopi, a w badaniach krwi nadal jest ślad. Cząsteczki kannabinoidów bardzo długo potrafią się utrzymywać w naszym organizmie i w badaniach są wykrywalne po miesiącu a nawet po trzech.

Jakie więc ma Pani wyborcze życzenia?
- Moim życzeniem jest aby wojna się skończyła i żebym mogła swobodnie zaprosić pana na kawę na rynek we Lwowie. Żebyśmy nadal byli członkami Unii Europejskiej i się w niej rozwijali i żebyśmy wszyscy byli zdrowi, czego panu i wszystkim czytelnikom życzę. (rozmawiał: Mateusz Pogwizd, fot.: Sylwia Salwińska)

Artykuł sponsorowany







Dziękujemy za przesłanie błędu