Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Sobota, 20 kwietnia. Imieniny: Agnieszki, Amalii, Czecha
06/11/2023 - 12:15

Ludzie uciekają z małych miast. Czy da się zatrzymać depopulację

Według definicji Głównego Urzędu Statystycznego miasto „małe” to takie, którego liczba ludności nie przekracza 20 tys. mieszkańców. Dane statystyczne jednoznacznie wskazują, że to właśnie takie miasta dominują w strukturze urbanizacyjnej naszego kraju. W roku 2022 liczba miast poniżej 20 tys. wyniosła 749, z czego tylko 177 mieściły się w przedziale od 10 do 20 tysięcy. Są to głównie miasta, które znamy z samego faktu, że są takie jak dolnośląska Bielawa, mazurskie Olecko czy też położony na wyżynie lubelskiej Krasnystaw.

Szerokie przemiany społeczne, polityczne i ekonomiczne nadchodzące wraz z ostatnią dekadą XX wieku nie ominęły także omawianych jednostek. Od roku 1989 w większości małych miast w Polsce możemy zaobserwować stopniowy proces depopulacji. Depopulacja jest to proces wyludniania się pewnego obszaru, czyli  zmniejszania się liczby ludności, a w rezultacie i gęstości zaludnienia tegoż obszaru.[1] Proces ten dotyka omawianych miast nie zależnie od ich położenia na mapie Polski. Jak Polska długa i szeroka małe miasta stale się wyludniają- wspomniana już dolnośląska Bielawa od roku 1989 straciła blisko 5 tys. mieszkańców, natomiast położony w centralnej Polsce Łask blisko 4 tysiące.

Czytaj też Tak umiera Nowy Sącz. Nie ma już ratunku dla sądeckiej starówki? 

Jedną z głównych podawanych przyczyn takiego stanu jest upadek małych miast po przemianach gospodarczych w końcówce ubiegłego stulecia. Po blisko 50 latach gospodarki centralnie planowanej nastały czasu kapitalizmu oraz wolnego rynku. Nasz kraj otworzył się wówczas na rynki zagraniczne, eksport towarów, który miał stać się łatwiejszy dzięki podpisanym w 1993 roku  Porozumieniu o Wolnym Handlu (CEFTA) przewidujące zniesienie ceł na artykuły przemysłowe do końca 1997 oraz import towarów. Jednym z pierwszym novum do którego musiały się przystosować przedsiębiorstwa był rozwiązanie w roku 1991 Rady Wzajemnej Pomocy Gospodarczej. 

Współpraca gospodarcza między krajami wchodzącymi w skład RWPG przyjmowała głównie formę dostaw surowców, kredyty oraz transfer technologii. Mimo, że jej działania nie zawsze były uzasadnione z punktu widzenia ekonomii, czy też nie przynosiły nadspodziewanych efektów, gwarantowały części przedsiębiorstw możliwość udziału w rynkach zagranicznych- w krajach socjalistycznych. Wraz z upadkiem RWPG przedsiębiorstwa straciły gwarancję w eksporcie swoich produktów. Musiały się one przystosować wówczas do zupełnie innych zasad panujących na rynkach zachodniej Europy. Nieodzownym elementem otwarcia się Polski na wolny rynek była masowa prywatyzacja państwowych zakładów.

Przykładem przedsiębiorstwa, które nie poradziło sobie z prywatyzacją oraz masowym wzrostem importu może być Bielawski Bielbaw, który od 1989 roku do 2008 chylił się ku upadkowi, żeby ostatecznie po 200 latach produkcji zakończyć działalność. Po przemianach 1989 roku przemysł włókienniczy w całym kraju przeszedł załamanie. W 1992 roku Bielbaw został przekształcony w jednoosobową spółkę skarbu państwa. Trzy lata później jego akcje wniesiono do Narodowych Funduszy Inwestycyjnych (NFL), które stanowiły element Programu Powszechnej Prywatyzacji. Pomysłodawcą programu był minister przekształceń własnościowych w rządzie Hanny Suchockiej – Janusz Lewandowski. Zadaniem NFI było zarządzanie zakładami tak, aby poprawić ich kondycję i wartość, a następnie znaleźć dla nich kupca i inwestora. Rzeczywiście, na początku udało się znaleźć inwestora, jednak z roku na rok przy kurczeniu się rynku na skutek napływu tanich towarów z bliskiego wschodu zainteresowanie zarządzaniem nierentownym zakładem zmniejszało się, by w końcu w roku 2008 zakład mógł ogłosić upadłość.

Czytaj też „Nigdy nie ufaj osobie w garniaku”. Znany samorządowiec pod lupą CBA

Bezrobocie w regionie przekroczyło wówczas 21 proc. Wraz z upadkiem dawnych państwowych przedsiębiorstw i masowych zwolnień rozpoczął się etap, w którym w małych miastach nie było pracy dla ludzi. Proces ten trwa nieprzewianie do dzisiaj i nie zapowiada się, żeby w najbliższych latach sytuacja miała się poprawić. Upadające ogromne zakłady to symbol takich miast jak wspominana Bielawa, Ostrzeszów, Mielec, Zabrze, Bartoszyce czy Jasło. Osoby starsze, którym nie wiele brakowało do emerytury decydowały się na pozostanie w miastach. Jednak osoby w wieku produkcyjnym wciąż decydują się na wyjazd do większych ośrodków, gdzie łatwiej  im znaleźć pracę.

Drugą grupą osób, które decydują się na porzucenie swoich rodzinnych stron są osoby wchodzące w dorosłe życie. Po zdobyciu świadectwa dojrzałości naturalnym wyborem dla części z nich staje się zdobycie wyższego wykształcenia na studiach. Wówczas, jak opisuje to Marek Szymaniak następuje paradoks wykształcenia: wszystkim: rodzicom, nauczycielom, władzom samorządowym, zależy, żeby młodzież się kształciła. Jednak, gdy wyjedzie do dużego miasta, zacznie studiować i pozna smak dużego miasta i w większości przypadków tam zostanie.

Dzieje się tak, dlatego że młodzi ludzie nie mają gdzie wracać ze swoim wykształceniem. W tym przypadku poziom wykształcenia zdaje się przewyższać lokalne możliwości pracowe. Nawet jeżeli znajdzie się odpowiednie stanowisko dla nowej osoby na rynku pracy z wyższym wykształceniem w małej miejscowości to i tak ze względu na warunki płacowe nie będzie ona chętna do podjęcia takiej pracy. Jeżeli młody człowiek kończy dobre studia w takim mieście np. jak Warszawa czy Kraków zna swoją wartość, jest świadomy co może zaoferować ale także czego może oczekiwać od swoich pracodawców.        

Przełom XX i XXI wieku to zdecydowany upadek polskich małych miast. Prócz wspomnianego wcześniej problemu zamykania zakładów, które nie często były jedynymi dużymi ośrodkami pracy w okolicy to także wygaszanie połączeń kolejowych, zamykanie urzędów pocztowych, kin, domów kultury. 3 kwietnia 2000 roku doszło do zawieszenia kursowania pociągów na 1028 km sieci kolejowej, głównie połączeń do mniejszych miejscowości. [4] Nie wątpliwie było to spowodowane zmniejszeniem popytu, czego z kolei przyczyną była zapewne depopulacja miast.  W miejscu znikających miejsc rozrywek powstały budowlane markety czy spożywcze dyskont- miejsca, które oczywiście są istotne w strukturze miasta jednak nie tak chętnie przez mieszkańców jak wspomniane kino czy domy kultury. Małe miejscowości zaczęły stawać się miejscami nieatrakcyjnymi do życia- brakuje w nich rozrywki, miejsc atrakcyjnych, przyciągających, albo po prostu takich do które chciało by się odwiedzić.

Jednym ze wskazywanych pomysłów na rozwiązanie problemu depopulacji jest proces decentralizacja polegający na przenoszeniu części władzy z ośrodków centralnych i przekazaniu władzy w gestie jednostek samorządu terytorialnego. Nie wątpliwie wiązało by się to ze zwiększeniem prestiżu małych miejscowości, nowymi miejscami pracy, być może także lepiej płatnymi. Cały czas powinniśmy przede wszystkim dążyć do uatrakcyjnienie małych miast dla młodych ludzi. Zarówno pod względem kulturalnym jak i pod względem możliwości pracowych i płacowych. Starsi ludzie, którzy zostali w małych miastach już tam zostaną, osoby w wieku produkcyjnym, jeżeli już wyjechały to będą wracać tylko na weekendy lub święta. Przyszłość małych miast leży w ludziach młodych, którzy zdecydują się w nich zostać. Dlatego powinniśmy tworzyć im jak najbardziej atrakcyjne powody żeby tak się stało. (ISW, Jakub Bieńkowski)







Dziękujemy za przesłanie błędu