Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Piątek, 25 września. Imieniny: Aureli, Kamila, Kleofasa
26/06/2017 - 11:20

Muzycy ze Starego Sącza dmą tak, że reszcie Polski poszło w pięty

Rok ciężkich przygotowań i wyrzeczeń, niekończące się próby, wiele wylanych łez i potu, nieprzespane noce, pełna mobilizacja i… wielki sukces. Orkiestra Miejska Stary Sącz zdobyła po raz pierwszy w historii Złote Pasmo „SUMMA CUM LAUDE” (najwyższe wyróżnienie) oraz Grand Prix Festiwalu i Nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego czyli wszystkie najważniejsze nagrody jakie były do zdobycia na XXVI Międzynarodowym Festiwalu Orkiestr Dętych w Rybniku.

Miejska Orkiestra Stary Sącz musiała się zmierzyć z 10 innymi wyselekcjonowanymi orkiestrami z całej Europy. Swoją muzyką podbiła serca jurorów oraz publiczności. Wyzwoliła pozytywną energię wypełniając salę wzruszającymi dźwiękami. Rozgromiła wszystkie pozostałe zespoły, otrzymując rekordowe 93,73 punkty i pozostawiając daleko w tyle pozostałych muzyków (różnica aż 8 punktów pomiędzy pierwszym, a drugim miejscem w historii tego festiwalu jest rzeczą do tej pory niespotykaną).

Pierwsze miejsce otrzymała również Aneta Baziak nagrodzona za występ solowy. Komisja konkursowa składała się z 10 osób, z przewodniczącym profesorem Alojzym Kopoczkiem. Wszyscy sędziowie byli pod olbrzymim wrażeniem profesjonalizmu naszej orkiestry, niektórzy z nich porównywali ich występ do perfekcyjnego wysłuchania nagrania z płyty.

Zobacz też: Stary Sącz: Miejska Orkiestra w intencji pokoju. Et in Terra Pax

– To co osiągnęliśmy w tym roku jest marzeniem wszystkich orkiestr – podkreśla dyrektor orkiestry,  Georg Weiss. – Wyjechaliśmy w Boże Ciało nieco później aby muzycy mogli tego dnia zagrać w Starym Sączu. Autokar, którym mieliśmy jechać na Festiwal zatrzymał się tuż przed Rynkiem w Starym Sączu i się zepsuł. Spóźniliśmy się półtorej godziny. Na szczęście co się źle zaczyna, zazwyczaj dobrze się kończy. Otrzymaliśmy najwyższe odznaczenie i  jesteśmy z tego bardzo dumni. Zagraliśmy dwa poematy symfoniczne, które zaprezentowaliśmy wcześniej starosądeckiej publiczności: Tytanic i Sub Terra oraz koncert Głazunowa – program zarówno trudny do zagrania jak i do odbioru. Jednak atmosfera była tak niesamowita, że stworzyliśmy muzykę pełną emocji, która poprowadziła nas do zwycięstwa. Stanowimy zgraną grupę, która wie, że warto się zaangażować i dać z siebie coś więcej by wspólnie sięgnąć po najwyższe wyróżnienia.

Natomiast na koncercie laureatów w Rybniku orkiestra ze Starego Sącza oprócz nagrodzonego  koncertu Głazunowa zdecydowała się zagrać repertuar popularny "Ice Cream" oraz "Guantanemarę", a na bis wiązankę utworów lachowskich. Zaprezentowała się i tym razem z jak najlepszej strony. Przy dźwiękach pieśni ludowych bawiło się tysiąc osób, a o Starym Sączu można było usłyszeć w radiu, telewizji i w internecie.

Zobacz też: Zespół Janczownioki. Nagroda SKT Sądeczanin 2017

To był pokaz, który został podsumowany w następujący sposób: Stary Sącz nie tylko umie grać ale również potrafi pokazać werwę i swoje korzenie. – Bez względu na to, gdzie jesteśmy nie możemy zapominać o swoim pochodzeniu, kulturze i tradycjach. Aby zachować tożsamość musimy być dumni ze swoich korzeni, musimy pielęgnować i chwalić się swoją tradycją. Z takim przesłaniem zakończyliśmy nasz Koncert Galowy na Rybnickiej ziemi – napisał na facebook’u jeden z muzyków. – Kiedy w orkiestrze dobrze gra dziesięciu muzyków i jeden fałszuje, to wszyscy słyszą tylko tego jednego. W naszej orkiestrze każdy muzyk dał z siebie wszystko. Kosztowało to wiele wyrzeczeń i poświęcenia, można powiedzieć, że niektórym język wisiał aż do kolan ale chcieli być najlepsi. Nasza determinacja i pracowitość przyniosły owoce. Droga, którą przeszliśmy pokazała, że orkiestra jest w znakomitej formie i potrafi zagrać praktycznie wszystko – dodaje Georg Weiss.

Nie bez znaczenia przy osiągnięciu tego sukcesu, który sam w sobie, jak mówi Georg Weiss, jest zasługą samych muzyków, okazała się charyzmatyczna osobowość dyrygenta, jego wizja, umiejętność zdyscyplinowania i zmotywowania całej orkiestry. Dla niego scena jest majestatem, na której muzyk musi zdawać sobie sprawę z ogromnej odpowiedzialności za przekazywanie drugiej osobie emocji. Zdawał on sobie sprawę, że w Polsce orkiestry z reguły grają głośnio i rytmicznie, natomiast wyznaczonym celem miało był uzyskanie subtelności i szlachetności brzmienia orkiestry symfonicznej. Żeby to uzyskać orkiestra pracowała niestrudzenie przez cały rok. To on śpiewał, pokazywał, powtarzał, ćwiczył aż dana grupa zagrała w taki a nie inny sposób.

Muzycy ze Starego Sącza szturmem zdobyli najwyższe laury




Fot.: Waldemar Wójs






Dziękujemy za przesłanie błędu

Miesięcznik Sądeczanin - wydanie wrześniowe