Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 19 czerwca. Imieniny: Gerwazego, Protazego, Sylwii
22/07/2021 - 16:05

Ostatnia dziennikarska droga Moniki. „Bóg wyznaczył jej inne zadanie” [ZDJĘCIA]

Ciepła, serdeczna i dobra... te słowa powtarzali wszyscy ci, którzy przyszli towarzyszyć w ostatniej drodze sądeckiej dziennikarce Monice Kowalczyk. – Miała w sobie spokój w ostatnich chwilach życia - mówił podczas żałobnego nabożeństwa proboszcz parafii w Trzetrzewinie .Do końca walczyła o każdy okruch nadziei. Mimo cierpienia, jakie przyniosła jej choroba, zachowała pogodę ducha. Potrafiła w tym odnaleźć sens i znaleźć drogę do Boga.

Rodzina,  przyjaciele i znajomi pożegnali Monikę Kowalczyk. Ze łzami w oczach patrzyli na tonącą w kwiatach urnę z jej prochami. – Ciągle nie mogę uwierzyć, że jej nie ma – mówiła Małgorzata Cygnarowicz, dla której Monika była koleżanką z pracy w redakcji „Sądeczanina”. Była nie tylko redaktorem naczelnym. Potrafiła zbudować zespół ludzi, z którym dobrze się razem pracowało. W moich wspomnieniach pozostanie nie tylko jako znakomita dziennikarka. Zapamiętam jej szczerość i życzliwość. Moni, nie tak miało być! Wypijemy planowaną kawę, kiedyś na pewno

Ciepła i serdeczna… te słowa powtarzali ci wszyscy, którzy przyszli towarzyszyć Monice w ostatniej drodze. I każdy powtarzał też, że trudno pogodzić się z odejściem kogoś, kto miał przed sobą jeszcze kawał życia i tyle do zrobienia w zawodzie, który był jej pasją.

Mówił o tym w słowach pożegnania proboszcz parafii w Trzetrzewinie ksiądz Edward Mikoś  - Służyła ludziom swoim znakomitym piórem. Ale Pan Bóg wyznaczył jej jeszcze inne zadanie, którego być może się nie spodziewała, ale zaakceptowała. I to zadanie przez cierpienie, przez chorobę wypełniła jak najlepiej, nie poddawała się.  Mówiła, że z choroby chce wynieść użytek. I tak właśnie  robiła. Znosząc cierpienie, potrafiła być też pełna radości i dawała piękny przykład, że nie można się poddawać.  Czytaj też Monika Kowalczyk była prawdziwą wojowniczką. Ze śmiercią walczyła do końca

Do tego siłę czerpała od Boga, z modlitwy. Widzieliśmy to. Ufamy, że to co złe przeminęło i nastała dla niej radość na tamtym świecie. My jedynie odczuwamy cierpienie i ból serca, z powodu jej odejścia. Dlatego też w modlitwie obejmijmy jej najbliższą rodzinę. Niech dobre słowa umocnią w ich sercach nadzieję.

Bardzo osobiste kazanie  wygłosił wikariusz parafii ksiądz Daniel Syjud. – Monikę poznałem, kiedy przyszła do szkoły odebrać z lekcji dzieci swoich braci. Wywiązała się między nami rozmowa. Wiedziałem, że jest ciężko chora. Zaskoczyła mnie swoją otwartością i tym, że  nie boi się rozmawiać o swoim stanie. To zrobiło na mnie duże wrażenie.

Potem po kilku miesiącach spotkaliśmy się w konfesjonale,  który z powodu jej ciężkiego stanu przeniósł się do pokoju. O wielu rzeczach nie mogę mówić, ale mogę powiedzieć, że rozumieliśmy się. To wielka łaska. Bo Bóg mówi do człowieka przez człowieka.  Tę łaskę Bóg pokazał  Monice i  mnie. Ona nie bała  się trudnych, osobistych tematów jak relacja z Bogiem, jak lęk przed śmiercią, przed cierpieniem. To było niesamowite doświadczenie. Czytaj też Pewnie Monika nie chciałaby kwiatów na swoim pogrzebie. Inaczej ją pożegnamy

Trzy tygodnie przed jej odejściem rozmawialiśmy długo o Bogu.  Jej historia tak się potoczyła, że choroba pomieszana z jej wrażliwością na świat i na rozumienie świata, dała owoc świadomego przeżywania życia. Nie miała czasu, bo na udawanie miłości. Wiedziała, że to może być tydzień, dwa, miesiąc, rok…  Smakowała życie. Cieszyła się każdym dniem. Świadomie przeżywała też śmierć. Świadomie przeżywała to, że pomału gaśnie. To też było niesamowite.

Do końca walczyła o każdy okruch nadziei. Ta nadzieja dawała jej pasję do życia i do pracy słowem.  Walczyła dla rodziny, dla swoich bliskich, dla znajomych…można zapytać, czy przegrała tę walkę? Nie. Nie przegrała. Dlatego, że się nie poddawała,  dlatego, że te różne trudności, które niejednego by złamały, jej nie złamały. Nie poddała się tylko walczyła do końca.

Ale śmierć nie ma ostatniego słowa. To tylko próg, przejście do innego, lepszego świata.  Tam, gdzie Bóg otrze z naszych oczu wszelką łzę. Tam, gdzie jak wierzymy będzie lepiej i tam, gdzie jak wierzymy, będzie Monika- mówił w kazaniu ksiądz Daniel Syjud

Ta modlitwa popłynęła podczas żałobnego nabożeństwa w wypełnionym kościele. Potem wszyscy ci, którzy Monikę kochali, znali, odprowadzili ja na pobliski cmentarz, gdzie jej prochy spoczęły w grobowcu.

Żegnaj Moniko. Dołączyłaś do niebieskiej redakcji w zaświatach. Jesteś z Heniem Szewczykiem, z którym razem pracowałaś w „Sądeczaninie”, z Leszkiem Horwathem i Andrzejem Krupczyńskim,  którzy tak jak Ty, pracowali przez kilka lat w Radiu Echo” i jest też Jurek Leśniak, który pracował w „Gazecie Krakowskiej”. Na pewno przywitali cię z otwartymi ramionami. My też za jakiś czas znowu się z tobą spotkamy. ([email protected]) fot. jm, IM, Daria Matczuk

Ostatnia droga Moniki Kowalczyk




Dzisiaj pożegnaliśmy zmarłą świetną dziennikarkę i felietonistkę Monikę Kowalczyk, byłą redaktor naczelną serwisu Sądeczanin i "Gazety Krakowskiej"






Dziękujemy za przesłanie błędu