Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 23 września. Imieniny: Bogusława, Liwiusza, Tekli
10/12/2013 - 15:33

Pracownik WIOŚ: Kontrole w Mo-Bruku na wzór włoskiego strajku

Przed Sądem Rejonowym w Nowym Sączu odbyła się kolejna rozprawa przeciwko prezesowi firmy Mo-Bruk. Józef Mokrzycki jest oskarżony o to, że udaremniał i utrudniał pracownikom delegatury Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Nowym Sączu wykonanie czynności kontrolnych w jego firmie, a także podawał sprzeczne informacje. W sprawie przesłuchani zostali m.in. pracownicy firmy Mo-Bruk i WIOŚ oraz mieszkanka gminy Korzenna, której dom znajduje się 100 metrów od zakładu.
Relację z pierwszej rozprawy czytaj: Mokrzycki kontra WIOŚ. Podczas kontroli prezes zachowywał się agresywnie!

Sprawę prezesowi Mo-Bruku założyła inspektor Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Nowym Sączu. Podczas pierwszej rozprawy (23 października 2013 r.) argumentowała, że utrudniono jej prowadzenie kontroli.  Jej zdaniem Józef Mokrzycki zachowywał się agresywnie, wyrwał jej z rąk dokumenty, które przeglądała w biurze firmy w Niecwi. Prezes nie przyznaje się do winy i przekonuje, że zarzuty te są bezpodstawne.

Jako pierwsza została przesłuchana pracownica zakładu z Niecwi. – Protokół z kontroli przeprowadzonej przez WIOŚ w firmie nie zawiera żadnych merytorycznych argumentów – uważa.

Świadek stwierdziła, że nie widziała, aby Józef Mokrzycki miał wyrywać dokumenty z rąk inspektor lub na nią krzyczeć. – Dokumenty zostały zabrane kontrolującej, bo były to materiały wewnętrzne firmy. Znajdują się tam m.in. informacje na temat zarządzania środowiskiem, ale i zarządzania firmą. Przekazał je pracownik, który nie miał do tego upoważnienia. To są dokumenty ISO. Nie mają one związku z pozwoleniem zintegrowanym na podstawie, którego firma działa. Posiadanie ich podnosi prestiż zakładu.

Sędzia Grzegorz Król dopytywał: - Skoro te dokumenty mają działać na korzyść spółki to dlaczego je ukrywać? Są tajne?  

- To nie jest dokument na podstawie, którego można oceniać, czy spółka prawidłowo korzysta ze środowiska. W czasie wcześniejszych kontroli, nigdy inspektor nie prosiła o dokumenty ISO.

Pracownik, który przekazał dokumenty ISO kontrolującej przyznał podczas wtorkowej (10 rozprawy), że znajdowały się w nim zapisy, które interesowały kontrolującą.

- Chodziło o opis procesu pielęgnacji granulatu. Otworzyłem książkę na odpowiedniej stronie. Powiedziałem jednak inspektor, że są to dokumenty poufne firmy i po tym, jak zapoznała się z opisem procesu pielęgnacji, poprosiłem o ich oddanie. Odmówiła. Po około 40 minutach przyszedł prezes i sam je zabrał. Nie widziałem sytuacji wyrywania dokumentów. Wszystko przebiegało spokojnie, nikt na nikogo, nie krzyczał.

Świadek przyznał jednocześnie, że nie był upoważniony do przekazywania tych dokumentów. – Dostałem za to od prezesa ustną naganę.

Przed sądem stanęli dziś także pracownicy  WIOŚ, którzy brali udział w kontroli w firmie Mo-Bruk.

- Prezes utrzymywał, że w powietrzu unosi się para wodna. Po naszym przyjeździe na miejsce wyczuwalny był jednak amoniak. Zrobiliśmy pomiary. Stężenie nie przekraczało dopuszczalnych norm. Według mojej oceny, wyczuwalny zapach amoniaku był efektem reakcji chemicznej hałdy i cieczy, która była polewana. Ale nie znam składu jednego i drugiego. Nie pobraliśmy próbek, bo nie było takiego polecenia ze strony pani inspektor.

Zdaniem kolejnego świadka, wieloletniego pracownika WIOŚ, kontrole na terenie Mo-Bruku do przyjemnych i łatwych nie należą.

- Wyglądają one często jakby prezes chciał wymusić na nas strajk włoski, czyli wszystko musi odbywać się skrupulatnie, według przepisów prawa i ani pół kroczka w jedną, ani w drugą stronę. Pan Mokrzycki domagał się od nas daleko idącej skrupulatności – zaznaczył.

Kontrola w firmie odbyła się po informacji mieszkańców gminy Korzenna o tym, że w powietrzu unosi się zapach amoniaku.

- Było już kilka interwencji na terenie zakładu. Ostatnia w listopadzie. Chodzi o opary i wyziewy, które docierają do naszych domów. Zgłaszaliśmy to na policję i straż pożarną. Wiem, że na terenie firmy były przeprowadzone kontrole, ale nie brałam w nich udziału. Tylko specyficzne zakłady pracy mogą wypuszczać amoniak. Uciążliwość ta jednak powinna zamykać się na terenie zakładu, my nie powinniśmy tego odczuwać.

Czytaj: Mieszkańcy zawiadomili: WIOŚ, policja i straż w Mo-Bruku

Kobieta wspomniała także o spotkaniach z mieszkańcami, wójtem gminy Korzenna, policją, przedstawicielami WIOŚ w sprawie uciążliwych – zdaniem mieszkańców – zapachów, które wydostają się z terenu Mo-Bruku. - Te opary nie są dla nas obojętne – dodała mieszkanka gminy Korzenna.

Józef Mokrzycki zezwolił na publikację swojego wizerunku. Prezes Mo-Bruku podczas pierwszej rozprawy (23 października 2013 r.) złożył przed sądem obszerne wyjaśnienia, w których odnosił się do stawianych mu zarzutów. Między innymi do ukrycia pojemnika z nieustaloną cieczą, którą miała być polewana hałda. W wyniku kontaktu z wodą wydobył się z niej nieprzyjemny zapach, podobny do amoniaku. Nie przyznaje się do winy i przekonuje, że zarzuty stawiane mu przez pracowników WIOŚ są bezpodstawne.

 

(MC)

Fot. MC 







Dziękujemy za przesłanie błędu

Miesięcznik Sądeczanin - wydanie wrześniowe