Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Niedziela, 31 maja. Imieniny: Anieli, Feliksa, Kamili
18/03/2020 - 12:00

Przyjechał z Niemiec i poddał się kwarantannie. Wcale nie musiał, a jednak...

29-letni Mirek z okolic Nowego Sącza dobrowolnie poddał się kwarantannie w obliczu zagrożenia epidemicznego. Czy jest to wskazówka dla innych?

Przymusowa kwarantanna to dziś temat dnia. W cieniu pandemii koronawirusa pojawia się jednak wiele innych inspirujących historii, a jedną z nich jest opowieść o sądeczanach, którzy dobrowolnie oddają się samotni. Wrócili przed zamknięciem granic, bądź pracują w firmach transportowych. Mają żony, dzieci i jak twierdzą, poczucie społecznego obowiązku.
Rozmawiamy z jedną z takich osób, 29-letnim Mirkiem z małej miejscowości nieopodal Nowego Sącza, który jednak nie zechciał ujawnić swojej twarzy.

Od ilu dni przebywasz na kwarantannie?
- Dokładnie od 4 dni.
 
Jak to się wszystko zaczęło? Kiedy rozpoczął się Twój powrót  z zagranicy i jak trafiłeś ostatecznie do miejsca, w którym aktualnie przebywasz?
- Pracowałem w Niemczech. Dodam, że nie byłem sam, bo pracuję razem z sześcioma znajomymi Polakami. Już wtedy, w momencie kiedy zaczęły się pierwsze przypadki koronawirusa w Polsce, doszliśmy do wniosku, że jak tylko wrócimy do kraju to poddamy się dobrowolnej kwarantannie, na wszelki wypadek, aby nie zakazić członków rodzin. W Niemczech zresztą zauważyliśmy, że tamtejsze władze w żaden sposób nie zareagowały na pojawienie się wirusa, wszystko toczyło się jakby nigdy nic. Początkowo wracać mieliśmy pod koniec tego tygodnia. Jednak piątkowa decyzja polskich władz o zamknięciu granic przyspieszyła naszą o wcześniejszym powrocie. Samą granicę przekroczyłem w sobotę (14 marca) 30 minut po północy. Podczas jazdy powrotnej mieliśmy czas, żeby zaaranżować sobie mieszkania, tak żeby na nasz powrót były już puste. Żony nam pomogły. W mieszkaniach zresztą już czekała dostarczona przez nasze małżonki żywność. Przyjechaliśmy więc "na gotowe". Tak zaczęła się nasza kwarantanna 14-dniowa, osobna dla każdego z nas.
 
Wracając do punktu przekroczenia granicy niemiecko-polskiej. Jak wyglądało to w praktyce? Ktoś was kontrolował? Jak długo trwał przejazd przez granicę jeszcze wtedy otwartą?
- Ku naszemu zaskoczeniu nie było żadnej kontroli samochodów osobowych. Jedynie straż graniczna sprawdzała autobusy i busy przewożące więcej niż 9 osób. Przekroczenie granicy przebiegło płynnie, nie było też wtedy żadnych specjalnych utrudnień w ruchu.
 
Czy podejmując dobrowolną kwarantannę zastanawialiście się nad koniecznością zgłoszenia tego faktu, może rejestracji w urzędzie?
- Jeszcze przed przyjazdem do Polski zasięgnęliśmy informacji 12 marca (w czwartek) w Sanepidzie, czy musimy komukolwiek zgłosić naszą decyzję o izolacji. Nie było jednak wtedy żadnych konkretnych wskazówek odnośnie takiej kwarantanny dla osób z zagranicy poza zaleceniem samoobserwacji. Taki stan rzeczy utrzymał się do soboty. Obowiązkowa kwarantanna, jak wiadomo, pojawiła się dopiero od niedzieli. W związku tym nikomu tego nie zgłaszaliśmy, nikt też od nas tego nie wymagał. Na wszelki wypadek próbowałem w poniedziałek (16 marca) dodzwonić się do sanepidu. Do sanepidu dodzwonić jednak się nie da. Jedynie udało mi się dodzwonić do ośrodka zdrowia, który sam zasugerował zrobienie kwarantanny.
 
A czy ośrodek zdrowia zasugerował wtedy, aby przejść testy na obecność koronawirusa?
- Nikt tego nie proponował. Nikt również nie potrzebował moich danych osobowych.
 
Rozumiem więc, że to samodyscyplina i potrzeba zabezpieczenia siebie i rodziny przesądziła o podjęciu kwarantanny? A jak wygląda z bliska codzienne życie człowieka w odosobnieniu? Jakieś problemy, które napotyka osoba musząca poradzić sobie w nowej rzeczywistości pewnego rodzaju osamotnienia?
- Jestem ciężkim przypadkiem, bo moja praca zawodowa wymaga ode mnie podróżowania po Europie, stąd często korzystam z noclegów w hotelach. Nie jest więc dla mnie niczym nowym konieczność spędzenia całej doby samotnie w nowym miejscu. Dziś mam już za sobą 3 doby w izolacji. Czas spędzam w mieszkaniu mojej mamy w Nowym Sączu, która na czas kwarantanny przeprowadziła się do mojej małżonki. Codziennie gdy wstaję, czeka na mnie mini-siłownia, konsola do gier, książka, filmy, Netflix. I tak od rana do wieczora mogę przebierać.

Czyli można krótko mówiąc przetrwać. A kto dostarcza jedzenie?
- Jedzenie, jak wcześniej wspomniałem, miałem jeszcze dostarczone przed moim przyjazdem. Jeszcze nie wyczerpały się jego zapasy. Dodatkowo gotuję i przyrządzam potrawy sam. Natomiast gdy tylko zaistnieje potrzeba dostarczenia jakichkolwiek produktów "dostawca" przychodzi i zostawia pod drzwiami, a ja po pewnym czasie zabieram.






Dziękujemy za przesłanie błędu