Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Poniedziałek, 22 kwietnia. Imieniny: Łukasza, Kai, Nastazji
21/02/2024 - 15:35

Rządzi u nich najfajniejszy dyktator świata. Są zachwyceni swoim millenialskim prezydentem

Nayib Bukele odniósł miażdżące zwycięstwo w niedawnych wyborach prezydenckich w Salwadorze. 42-letni prezydent cieszy się ogromną popularnością ze względu na sukcesy związane z przywróceniem bezpieczeństwa w kraju, który przez dekady był terroryzowany przez gangi. Według danych rządowych Bukele miał zdobyć aż 85 proc. głosów. Co więcej, jego partia Nuevas Ideas wygrała w cuglach wyścig do salwadorskiego parlamentu, zdobywając 58 z 60 deputowanych. Oznacza to, że bezkonkurencyjny Bukele, nazywany się w mediach społecznościowych „najfajniejszym dyktatorem świata”, będzie mógł przedłużyć trwanie stanu wyjątkowego, a także swoje rządy tak długo, jak będzie miał na to ochotę. Młody prezydent praktycznie nie ma obecnie konkurencji, a w wyborach zwyciężył mimo zastrzeżeń wynikających z konstytucyjnego zakazu reelekcji.

Są zachwyceni swoim prezydentem

Jak to było z tą wygraną „najfajniejszego dyktatora świata”.  W wyborczy wieczór 4 lutego,  po podliczeniu głosów z 31 proc. lokali wyborczych, Bukele uzyskał 83 procentowe poparcie, deklasując kontrkandydatów. Była to ostatnia oficjalna aktualizacja danych, gdyż strona internetowa informująca o postępach w liczeniu głosów uległczeniu a awarii po północy. Mimo to niedługo później świat obiegła wieść o triumfie Nayiba Bukele, a zwycięstwo ogłosił…on sam w przemówieniu wygłoszonym wobec tłumu zgromadzonego pod Pałacem Narodowym w San Salvador.

Bukele zapewnił, że według jego danych wygrał wybory z przewagą "ponad 85 proc." głosów i uzyskał reelekcję. I choć sposób ogłoszenia zwycięstwa Bukelego może budzić uzasadnione zastrzeżenia, to nikt nie wątpi, że polityk w istocie wygrał. Sondaże nie pozostawiały złudzeń. Salwadorczycy w ogromnej większości są zachwyceni swoim prezydentem, a jego reelekcja była więcej niż pewna.

Ominął prawo

Nie sposób jednak pominąć faktu, że Bukele ominął przy tym prawo. Zgodnie z konstytucją Salwadoru urząd prezydenta można sprawować tylko przez jedną kadencję. Mimo to Nayib Bukele ponownie stanął do wyścigu o fotel prezydencki. Jak to możliwe? Doszło do dosyć… elastycznej interpretacji konstytucji Salwadoru. Umożliwiła to Izba Konstytucyjna Sądu Najwyższego, której członkowie zostali mianowani przez jednoizbowy parlament – gdzie przewagę mają koledzy partyjni Bukele – z pominięciem części procedur.

W oczach wielu Salwadorczyków reelekcja Bukele była scenariuszem na tyle pożądanym, że głosy krytyki nie wpłynęły na wynik wyborów. Wszystkie sondaże dawały mu zwycięstwo, trudno więc mieć wątpliwości, że obywatele kraju chcą go mieć za prezydenta. Potwierdziły to wyniki niedzielnego głosowania. Masowe poparcie dla prezydenta jego zwolennicy uznają za wystarczający dowód na legitymizację jego władzy. Po oddaniu głosu Bukele dyskutował z dziennikarzami, twierdząc, że wyniki wyborów posłużą jako "referendum" w sprawie tego, co zrobiła jego administracja. "Nie zastępujemy demokracji, ponieważ Salwador nigdy jej nie miał" - powiedział. "To pierwszy raz w historii, kiedy w Salwadorze panuje demokracja. I nie mówię tego ja, mówią to ludzie". Bukele zapewnił też, że nie zmieni salwadorskiej konstytucji, aby ubiegać się o trzecią kadencję, ale niektórzy uważają, że jego ambicje są tak duże, że nie opuści pałacu.

Ofiary wojny z gangami

Część opinii publicznej potępia Bukelego za łamanie prawa, zarówno w kontekście startu w wyborach, jak i wcześniejsze reformy godzące w trójpodział władzy oraz zamach na niezależne media (w wyniku których m.in. ceniona na świecie agencja prasowa El Faro przeniosła swą siedzibę na Kostarykę). Bukele oskarżany jest także o łamanie praw człowieka w ramach wojny, którą wypowiedział gangom, a w wyniku której kilkadziesiąt tysięcy osób (niestety wiele z nich zupełnie przypadkowych) osadzono w więzieniach i pozbawiono podstawowych praw. Salwadorczycy są świadomi, że uwięziono wielu niewinnych ludzi, ale przedkładają to nad oczywiste osiągnięcia prezydenta w zakresie bezpieczeństwa. Sam Bukele z lekceważeniem odnosi się do zarzutów, nazywając się „najfajniejszym dyktatorem świata” i przypisując krytykę wrogim „elitom”.

Paradoksalnie, do elit łatwiej zaliczyć samego Bukelego, który pochodzi z zamożnej i wpływowej rodziny. Jego ojcem był Armando Bukele, biznesmen palestyńskiego pochodzenia, który prowadził program telewizyjny poświęcony kwestiom kulturowym i politycznym. Był także właścicielem firmy komunikacyjnej, doradzającej lewicowej partii FMLN, w której Bukele rozpoczynał swoją polityczną karierę. Bukele został burmistrzem niewielkiej gminy w wieku zaledwie 31 lat, a następnie objął rządy w stolicy kraju, San Salvador. Kiedy obudziły się w nim aspiracje do tego, by zostać prezydentem kraju, młody polityk nie zyskał jednak poparcia FMLN i opuścił szeregi partii (w atmosferze skandalu, dodajmy, bo został oskarżony o molestowanie podwładnej).

Millenialski prezydent

Mimo to, w 2019 roku Bukele wygrał wybory, stając się najmłodszym, bo 37-letnim, prezydentem w historii kraju. A do tego pierwszym wyznania muzułmańskiego. Sukces Bukelego wielu przypisuje jego aktywnej działalności w mediach społecznościowych, gdyż millenialski prezydent jako pierwszy polityk w Salwadorze zaczął na tak szeroką skalę korzystać z platform społecznościowych do kontaktu z wyborcami.

Sukces wyborczy blednie jednak w obliczu największego sukcesu prezydentury Bukelego – w ciągu kilku lat udało mu się sprawić, że jeden z najbardziej niebezpiecznych krajów świata stał się miejscem, gdzie można swobodnie spacerować po ulicach. Przed administracją Bukelego, gangi zarabiały rocznie miliony dolarów na wymuszeniach, szantażując nie tylko majętnych przedsiębiorców, ale też zwykłych rolników. Na porządku dziennym były porwania, brutalne gwałty czy morderstwa, również nieletnich. W 2015 Salwador miał jeden z najwyższych wskaźników morderstw na świecie. Okolic, w które strach było się zapuszczać, było więcej niż tych, gdzie można było czuć się bezpiecznie.

Kilka dekad wcześniej

Aby zrozumieć, w jaki sposób przemoc w Salwadorze osiągnęła taki poziom, należy cofnąć się o kilka dekad. W latach 60. i 70. Salwadorem rządziła grupa majętnych właścicieli ziemskich, którzy bezlitośnie wyzyskiwali robotników. Rzesze biedoty miały w końcu dość życia w ubóstwie i Salwadorczycy zaczęli się organizować i protestować, domagając się lepszych warunków życia. Rząd odpowiedział przemocą, a specjalne oddziały wzięły na celownik przywódców związkowych, intelektualistów, przywódców religijnych, każdego, kto odważył się kwestionować interesy bogatej klasy rządzącej. Nie sposób pominąć tu rolę USA, ponieważ amerykańska polityka walnie przyczyniła się najpierw do stłamszenia protestów, a później – do stworzenia salwadorskim gangom idealnych warunków do rozwoju. W trakcie konfliktu, amerykański rząd wysyłał pomoc i broń, by wesprzeć salwatorski rząd. Były to lata zimnej wojny, a Stany Zjednoczone nie życzyły sobie, by „na ich podwórku” doszło do przejęcia władzy przez komunistów, więc wspierały prawicowe siły w regionie, bez względu na okrucieństwa, jakich się one dopuszczały. A o tym, jak krwawy był to czas niech świadczy masakra w El Mozote, podczas której wojskowi wyposażeni i przeszkoleni przez USA zabili ponad 1000 osób, z których połowę stanowiły dzieci.

Wobec ogromu przemocy mieszkańcy Salwadoru zaczęli uciekać z kraju, masowo emigrując do Stanów. W Los Angeles, gdzie skupiła się salwadorska emigracja, uciekinierzy spotkali się z wrogością i przemocą ze strony lokalnych gangów. W odpowiedzi młodzi Salwadorczycy stworzyli swoje bandy, dając początek grupie, która przekształciła się w siejące postrach MS-13 (Mara Salavatrucha). W latach 90-tych, gdy wojna gangów i przemoc w Los Angeles stały się zbyt duże, by Stany mogły je tolerować, deportowano skazanych przestępców z powrotem do ich krajów. Tysiące członków gangów znalazły się znów w Salwadorze, w kraju rozdartym przez niedawną wojnę domową. W tym środowisku gangi rozkwitły i przez kolejne dziesięciolecia terroryzowały ludność Salwadoru.

Dopiero Nayijib Bukele przyniósł zmiany

W ramach stanu wyjątkowego zatwierdzonego w marcu 2022 r. (w odwecie za krwawy weekend, podczas którego gangi dokonały 87 zabójstw) w Salwadorze ponad 75 000 osób zostało zatrzymanych za domniemane powiązania z gangami. To więcej niż 1% populacji kraju, co czyni Salwador krajem o najwyższym wskaźniku prizonizacji na świecie. W kraju zawieszono szereg praw konstytucyjnych, policja otrzymała możliwość zatrzymania każdego bez nakazu, bez podania powodu i bez prawa do prawnika. Z wielu doniesień wynika, że funkcjonariusze musieli wypełnić minimum dziennych zatrzymań. Działania mające na celu rozprawienie się z gangami wywołały oskarżenia o powszechne łamanie praw człowieka (m.in. brak procesu, tortury czy śmierci w więzieniach ze względu na fatalne warunki higieniczne), ale nie można mieć wątpliwości, że przemoc w Salwadorze gwałtownie spadła.

Zastanawiać mogą jednak liczby…Zaraz przed wprowadzeniem stanu wyjątkowego, administracja Bukele szacowała, że na ulicach kraju jest 70 tys. gangsterów, od tego momentu zatrzymano ponad 75 tysięcy…natomiast wg raportu policyjnego, jaki wyciekł we wrześniu 2023, ponad 43 000 podejrzanych związki z gangami pozostaje na wolności. Gdy przyjrzymy się tym danym pojawia się pytanie, kogo aresztuje i przetrzymuje w więzieniach rząd Bukele? Być może jednak walka Bukelego z gangami nie jest aż tak radykalna, a rezultaty wynikają po części z układów między rządem a przestępcami. Nie byłoby to z resztą nic nowego – wcześniejsze administracje negocjowały z gangami, zobowiązując się np. do zapewnienia osadzonym w więzieniach członkom band lepszych warunków w zamian za ograniczanie liczby popełnianych morderstw. Śledztwo dziennikarskie El Faro wykazało, że Bukele również stosował takie środki. Znane są nagrania, pokazujące bliskiego współpracownika prezydenta spotykającego się w więzieniu o zaostrzonym rygorze z zamaskowanymi mężczyznami (których zidentyfikowano jako członków gangów), mającymi przekazywać ustalenia miedzy Bukelem a osadzonymi w celach liderami gangów. Nie jest to jedyne śledztwo, które wykazało, że administracja Bukelego zawarła układ z gangami, czego dowodem ma być m.in. ochrona ważnych liderów MS-13 przed ekstradycją do Stanów – i tak np. Crook zamiast w salwadorskim więzieniu został w listopadzie znaleziony w Meksyku.

Polityka żelaznej pięści

Mimo tych doniesień nie ma wątpliwości, że ogromna większość mieszkańców Salwadoru aprobuje podejście Bukelego i jego politykę "mano dura" (żelaznej pięści). W ankiecie przeprowadzonej przez Uniwersytet Francisco Gavidia opublikowanej w styczniu, 86% Salwadorczyków stwierdziło, że w kraju czują się bezpieczniej, a tylko 12% było zdania, że terror się utrzymuje, tyle że teraz odpowiedzialni za niego są policja i wojsko a nie gangi.

Mniej entuzjazmu budzą ekonomiczne posunięcia rządu Bukele. Dlatego też największym wyzwaniem kolejnej kadencji będzie rozwój gospodarki w kraju, w którym w ciągu ostatnich czterech lat 200 000 osób popadło w skrajne ubóstwo. Wobec braku jakiegokolwiek planu, nie wiadomo, w jaki sposób Bukelemu miałoby się udać sprostać temu wyzwaniu. Wątpliwości budzi zwłaszcza jego probitcoinowa polityka, choć zapewniła ona prezydentowi sympatię inwestorów kryptowalut. W 2021 r. Salwador uznał BTC za oficjalny środek płatniczy. Bukele poszedł za ciosem i ogłosił budowę Bitcoin City, futurystycznej metropolii finansowanej z obrotu kryptowalutami…przy czym jak dotąd nie położono jeszcze żadnej cegły pod to przyszłe miasto. Powstała natomiast publiczna sieć bitomatów (ponad 200 bankomatów kryptowalutowych) i państwowy portfel na bitcoiny. Niefortunnie dla skarbu państwa Salwadoru, pomiędzy listopadem 2021 i styczniem 2022 roku cena bitcoina spadła o 45%, co kosztowało kraj 22 milionów dolarów, a w kolejnych miesiącach nie było lepiej – w czerwcu 2022 r. straty szacowano na 56 milionów dolarów.

Nadchodzi czas dobrobytu

Mimo mało skutecznej polityki gospodarczej, popularność Bukelego przyciąga uwagę całego regionu, a on i jego partia są coraz częściej postrzegani jako studium przypadku dla szerszego globalnego wzrostu autorytaryzmu. Bukele pojawił się na scenie politycznej, gdy Salwadorczycy pragnęli zmian, a tradycyjne partie - konserwatywny Nacjonalistyczny Sojusz Republikański i lewicowy Front Wyzwolenia Narodowego Farabundo Martí - sprawujące władzę na przemian przez trzy dekady, zostały całkowicie zdyskredytowane przez głęboką korupcję i nieskuteczność. Bukele mówi z przekonaniem o zmianach, jakie wprowadził w Salwadorze, opisując gangi jako "raka", z którym naród musiał walczyć, aby się rozwijać. "To, co nadchodzi w Salwadorze, to okres dobrobytu, ponieważ teraz nic nie powstrzyma cię przed otwarciem firmy, nie powstrzyma cię przed studiowaniem, nie powstrzyma cię przed pracą" – obwieścił w niedzielę z balkonu swej rezydencji. Dodał też, że teraz, gdy Salwadorczycy wybrali go na drugą kadencję, zewnętrzni obserwatorzy nie mają prawa opisywać jego rządu jako niedemokratycznego. Ci sami obserwatorzy obawiają się jednak, że rezultat niedzielnych wyborów sprawi, że niedemokratyczny kierunek jaki obrał Salwador będzie się pogłębiał. Cóż na to poradzić, jeśli taka jest – najwyraźniej – cena bezpieczeństwa i wola narodu? (ISW, Gabriela Kozakiewicz)







Dziękujemy za przesłanie błędu