Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 27 maja. Imieniny: Amandy, Jana, Juliana
05/10/2013 - 12:02

W "Sokole" grają film Wajdy o Wałęsie. Puste krzesła

Nie było w piątek tłumów w kinie MCK „Sokół” w Nowym Sączu, w pierwszym dniu emisji filmu Andrzeja Wajdy „Wałęsa – człowiek z nadziei”. Pustki w kinie, co trochę dziwi, gdyż pełno tego filmu w mediach.
Na ostatni seans o godz. 20.45 przyszło z pół setki osób, może ciut więcej. Na widowni przeważali młodzi ludzie, z pokolenia Lecha Wałęsy – przed paroma dniami skończył siedemdziesiątkę - nie było nikogo. Jak powiedziała pani bileterka, podobna frekwencja było na trzech wcześniejszych seansach. Wyraziła nadzieje, że w następnych dniach będzie lepiej.
– To dopiero początek grania tego filmu, na pewno szkoły się pojawią – stwierdziła miła pani z personelu „Sokoła”. Bilet kosztuje 16 zł, ulgowy – 13.
                                                                                                             *
Komentarz
Poszedłem na ten film uprzedzony, po przeczytaniu paru zjadliwych recenzji i mile się rozczarowałem. Owszem, to laurka wystawiona Lechowi Wałęsie, mnóstwo tam uproszczeń, skrótów i przeinaczeń, ale przecież film to nie jest wykład historyczny. Z grubsza biorąc - wszystko się zgadza. Oto widzimy prostego robotnika w realiach zgrzebnego PRL, który się wkurzył na system i znalazł posłuch wśród takich samych jak on roboli, co w rezultacie doprowadziło do powstania 10-milionego ruchu społecznego, a na końcu - upadku komuny. Samorodny talent polityczny, absolutny fenomen. Akcja filmu toczy się wartko, kolejne przełomowe sceny z historii najnowszej Polski przewijają się jak w kalejdoskopie z perspektywy kuchni „Danuśki’ w blokowisku na os. Stegny w Gdańsku. Obcokrajowiec na pewno się pogubi, Polak nie powinien. Ja w każdym razie nadążałem za scenariuszem Janusza Głowackiego.
Wbrew temu, co się pisze, wątek współpracy Wałęsy z SB w początkach lat 70. wcale nie jest potraktowany incydentalnie, choć kwitów i ofiary „Bolka” na filmie nie pokazano. Pokazano za to ciężko wystraszonego robotnika, który zgarnięty z gdańskiej ulicy podczas Grudnia 1970 podpisał cyrograf z diabłem (tak to mogło faktycznie wyglądać), ale potem „spuścił się ze smyczy” i stał się nadzieją milionów Polaków.
Absolutnie genialny jest Robert Węckiewicz, który wcielił się w Wałęsę. Język, mimika, gesty – cały Wałęsa. Jak to ktoś powiedział - sam Wałęsa lepiej by siebie nie zagrał. Kolejne powiedzonka Wałęsy w rodzaju „nie chcę, ale muszę” wywoływały wesołość na widowni, ale były też sceny wzruszające. Słabo się pamięta, że zanim Wałęsa wygłosił w listopadzie 1989 roku słynne przemówienie w Kongresie Stanów Zjednoczonych (scena finałowa filmu), to wcześniej „Danuśka” urodziła mu sześcioro dzieci, a tatuś non-stop „działał”, narażając siebie i rodzinę na różne przykrości. Panią Wałęsową zagrała Agnieszka Grochowska i zrobiła to dobrze, z jej kreacji bije prawda. Nieźli są także: Zbigniew Zamachowski i Mirosław Baka w roli esbeków i włoska aktorka Maria Rosaria Omaggio w roli Oriany Fallaci. Wywiad słynnej dziennikarki z Lechem Wałęsą w1981 roku, kiedy był na ustach całego świata, to kanwa opowieści dziejów słynnego elektryka.
Za tło muzyczne filmu posłużyły znane, wolnościowe kawałki kapel rockowych z tamtych lat, jak Chłopcy z Placu broni, Brygada Kryzys etc. Wszyscy to chwalą, mnie się podobało średnio. Osobiście wolałbym nastrojowe ballady sierpniowe w rodzaju „Piosenki dla córki” Macieja Pietrzyka, bo lepiej oddają klimat tamtych dni. Umiejętnie wpleciono w film sceny dokumentalne, że trudno zauważyć gdzie się kończy Więckiewicz, a zaczyna oryginalny Wałęsa. Tak samo cezura czasowa do opowiedzenia historii historycznego przywódcy Solidarności jest trafna. Dla takich bowiem ludzi jak ja - jest dwóch Wałęsów. Pierwszy Wałęsa to nieugięty Lechu z lat osiemdziesiątych zeszłego stulecia, „człowiek z nadziei” i drugi Wałęsa - prezydent III RP, a potem eksprezydent i lepiej tego wątku nie ciągnąć. Zarzut, że w tym filmie za dużo jest Wałęsy, ze szkodą dla innych herosów pokojowej rewolucji Solidarności uważam za chybiony, w końcu Wajda zapowiadał, że zrobi film o Lechu Wałęsie.
Reasumując: polecam obejrzenie najnowszego obrazu sławnego reżysera, choćby po to, aby sobie samemu wyrobić o nim zdanie. Mnie się spodobał.
Henryk Szewczyk
Fot. własne







Dziękujemy za przesłanie błędu